Niezręczna kwestia zaręczyn

W niedawnym wydaniu magazynu „Times” natknęłam się na arcyzabawny artykuł niejakiego Steve’a Beale przestrzegający mężczyzn przed strasznym dniem, w którym ona zapyta „Wyjdziesz za mnie?”.
/ 13.03.2008 10:34
W niedawnym wydaniu magazynu „Times” natknęłam się na arcyzabawny artykuł niejakiego Steve’a Beale przestrzegający mężczyzn przed strasznym dniem, w którym ona zapyta „Wyjdziesz za mnie?”.

Nie wiem czy ona miałaby też paść na kolana z bukietem maków w zębach i butlą zmrożonego szampana w zdrętwiałej z zimna dłoni, ale wizja zdaje się być na tyle przerażająca dla rodzaju męskiego, że pan Beale daje rady jak się ustrzec przed podobnym niebezpieczeństwem. Okazuje się, że kobieta to potwór, który może zaatakować wszędzie – na meczu piłki nożnej z pytaniem wyświetlonym na telebimie, przy okazji kupna samochodu, podczas romatycznego weekendu za miastem. Niby można odmówić, ale autor od razu z góry przestrzega, że to koniec darmowej siły roboczej, niezobowiązującego bezdzietnego seksu, wjazdów na imprezy tylko par. Zgodzić się z kolei na małżeństwo… tego koszmaru nie trzeba żadnemu mężczyźnie przybliżać.Niezręczna kwestia zaręczyn

Bardzo to mnie wszystko ubawiło, zwłaszcza, że tak hipotetyczne, bo jak znam babską duszę, to tylko skończona desperatka pozbawi się romantycznego Everestu, kiedy on klęczy i pyta, a w jego oczach odbija się blask diamentu lub innego szlachetnego kamyka. Nagrodę najlepszego zdania tekstu otrzymało zaś stwierdzenie, że jeśli chodzi o sprawy sercowe, większość facetów to tchórze. Aplauz głośny.

Znacznie mniej ubawiły mnie myśli refleksyjne, czyli spływające po jakimś czasie. Rachunek prawdopodobieństwa (tak, tak, rzecz nieobca również mózgom płci żeńskiej), bowiem wskazuje, że to raczej on wystrzeli ci kiedyś z tym tekstem „czy mnie chcesz za męża”. Jak komuś się wydaje, że każda niewiasta o niczym innym nie marzy, jak tylko dać się zaobrączkować jak głupi gołąb i zacząć proces ciążenia i rodzenia do znudzenia, to nie ma sprawy. Ale z góry zaznaczam, że to bzdura.

Co więc robić drogie damy w ramach profilaktyki? Na mecze futbolowe można spokojnie chodzić, bo szansa, że ona wyda dwa złamane grosze na ogłoszenie zaręczyn na tablicy wyników jest znikoma. Ale jak już zacznie szperać w twojej szkatułce przymierzając pierścionki albo kupować ciężki sprzęt domowy w postaci maszynki do mielenia mięsa czy lodówki z dwoma komorami, to znaczy, że sytuacja się zagęszcza.

Można wiać, byle walizki za dużej nie brać, bo to opóźnia tempo ucieczki, można zrobić sobie tatuaż z pupie (jedyne pewne miejsce, że zauważy) w stylu „małżeństwo jest do d…”, można sfałszować badania o bezpłodności lub zapomnieć nagle jak się smaży mielone. Można nawet wrobić sąsiadkę w tę aferę… cel uświęca środki, jak rzekł kiedyś pewien światły mąż!

PS. Dla pocieszenia dodam, że wedle ostatnich badań przeciętny Brytyjczy oświadcza się po 2 latach, 11 miesiącach i 8 dniach związku. Znaczy przez ponad dwa lata można żyć spokojnie.

Agata Chabierska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (2)
/20.06.2011 20:31
Ja z kolei po przeczytaniu artykułu, jak i komentarza Dory mam jedną refleksję - kobieta, która postrzega w ten sposób małżeństwo po prostu nie trafiła na właściwego dla siebie mężczyznę i nie jest naprawdę zakochana. Ewentualnie jest zadeklarowaną singielką, lubiącą życie bez zobowiązań. Bo przecież ten stereotypowy obraz małżeństwa wyglądający zza felietonu - to tylko stereotyp. Zaś gdy dwoje ludzi poważnie się kocha - mogą stworzyć takie małżeństwo, które dla obojga będzie najcudowniejszą ścieżką przez życie. Pozdrawiam serdecznie
/01.09.2009 19:46
najlepszy artykuł jaki tu przeczytałam. zgadzam się z autorką a słowa, w które ubrała swoje myśli ubawiły mnie do łez!