POLECAMY

Między życiem, a błękitem… - odcinek I

I Znów to samo… Dzień jak każdy inny z 365 lub 366 w roku Pańskim – no może z tą tylko cechą szczególną, że styczniowy.
I Znów to samo… Dzień jak każdy inny z 365 lub 366 w roku Pańskim – no może z tą tylko cechą szczególną, że styczniowy.

Czarna klawiatura pod palcami, odblask monitora szczypiący w oczy i raczej nie wpływający na poprawę ich „urody”, dźwięk drukarki wypluwającej kolejny zapisany skrawek papieru z poważnie prezentującymi się tabelami, których istnienie ktoś wymyślił, ktoś inny napracował się nad ich zapełnieniem, a które i tak zostaną spokojnie schowane w teczkach opatrzonych tytułem: analizy i raporty; które zakończą bezpiecznie swój żywot na zawsze zamknięte w opasłych segregatorach i zupełnie przez nikogo nie widziane – koszmar! Kubek z niedopitą trzecią lub czwartą kawą o zbyt mocnym gorzkawym aromacie z nutką słodu i mleka… Stos papierów, notatki, piętrzące się wydruki i…… i człowiek? Tak… Człowiek – kobieta po trzydziestce, obecna, acz dalece skupiona nie na tym, co ją otacza.

To Iga – ładna trzydziestopięciolatka, szczęśliwa, realizująca z powodzeniem swoje plany zawodowe, szybko przesuwająca się po kolejnych szczeblach kariery i niepoprawna kobieta czynu. No, dobrze jutro będzie lepiej – pomyślała- dzisiejszy dzień jest już stracony! To chyba przez tę pogodę, która fatalnie omamiła umysł, a ciało pozbawiła ostatniego poczucia jakiejkolwiek mocy! Najgorszy z możliwych stanów ducha i umysłu – totalna niemoc! To nie było w jej stylu i zdarzało się Idze raczej nadludzko rzadko!

Oswoiwszy się z myślą chwilowego „opadnięcia z sił wszelkich,” Iga już zaczęła planować czym zajmie się jutro. Koniecznie musi zrobić zakupy, ogarnąć mieszkanie i pomyśleć o jakimś wyjątkowym prezencie dla Adama, który pojutrze wraca po sześciu koszmarnie długich miesiącach nieobecności; po sześciu długich miesiącach samotnie spędzanych wieczorów, trudnych do przeżycia pustych weekendów. Ale koniec! Koniec zazdrosnych spojrzeń rzucanych przez Igę na przechodzących ulicą zakochanych, koniec nerwowego wyczekiwania na upragniony dźwięk komórki, z którą stała się przez ten czas nierozłączna. Cały jej świat osobistego życia, całe jej uczucie i intymność zamknęły się na te miesiące, tygodnie i dni w krótkich rozmowach przez telefon, mailach i sms-ach. Dobrze, że nareszcie jej Adam wraca! Wraca do niej, do Igi o ciemnych, trochę sarnich błyszczących oczach, ciemnych kasztanowych i niesfornie wywijających się przy każdym lekkim podmuchu wiatru włosach; które Iga często bez specjalnego powodu, odruchowo odgarniała znad oka charakterystycznym, trochę nerwowym ruchem lewej dłoni. Wraca do niej na … - na zawsze! Teraz będzie ważna tylko ona –Iga, a nie jakaś tam praca naukowa, doktorat, badania, eksperymenty… A przecież sama zachęcała go do wyjazdu na ten staż. Przekonywała go, że taka szansa może się już nie powtórzyć, że pół roku to nie tak długo, że wystarczy im miłości na pokrycie samotnych chwil i tęsknoty. Dziś wie, że to nie było takie proste, że ta tęsknota zjadała ją od środka niczym krwiożerczy potwór, że często paraliżowała jej chęć do robienia czegokolwiek, a wieczorami ściskała żołądek i gardło, na końcu wywołując ukradkiem ocierane łzy. Ale to już za nią. Teraz tylko żyć, kochać Adama i być kochaną!

Snując plany przygotowań na przyjazd Adama, powoli wracała jej energia, to zasługa wrodzonej skłonności do marzeń i pozytywnego myślenia. Ale przede wszystkim ożywiała ją miłość do ukochanego mężczyzny i rozpierająca euforia z powodu jego powrotu. Cały kolejny dzień Iga postanowiła spędzić na przygotowaniu kulinarnych smakołyków powitalnych, a w dalszej kolejności poświęcić się przygotowaniom własnej stęsknionej za Adamem osoby. Chciała, żeby to powitanie było wyjątkowym wstępem do ich dalszego wspólnego życia. Zaraz po tym jak Adam ochłonie po półrocznej nieobecności, po trudach podróży i po burzliwym powitaniu z nią, zabiorą się za przygotowania do ślubu. Adam nalegał aby pobrali się przed jego wyjazdem do Francji, ale Iga uznała, że mają zbyt mało czasu na przygotowania i nie chce najważniejszego wydarzenia w jej życiu organizować na prędce, byle jak i w pośpiechu. Przekonała narzeczonego, o swojej racji, że śluby jesienną porą są smutne, przygnębiające, a jesienny deszcz nie jest najlepszą wróżbą na przyszłość dla listopadowych nowożeńców. Adam uległ namowom i wyjechał do Paryża, Iga została…

Między życiem, a błękitem…

Z kłębowiska myśli wyrwał ją dopiero telefon. Kątem zmęczonego oka odczytała numer na wyświetlaczu komórki – to Agata – przyjaciółka ze wspólnego podwórka kamienicy przy ulicy Szarej. Ulica rzeczywiście nie odbiegała zbytnio wizerunkiem od swej nazwy, ale równoważył to koloryt jej mieszkańców - tygiel artystycznych dziwaków i życiowych nieudaczników w nieznany cudowny sposób zgromadzonych w jednym miejscu prawdopodobnie dzięki „gospodarce planowanej zasobów mieszkaniowych” ówczesnego administratora mieniem komunalnym. Ale zarazem miejsce o niepowtarzalnej rodzinnej atmosferze, gdzie latem wspólne pranie wesoło szeleściło od rana do wieczora na sznurach rozpiętych pomiędzy murami parteru; gdzie głos stróża Pana Wiesia spod numeru 3 przeganiał czeredę dzieciaków plączących się w śnieżnobiałe prześcieradła niejakiej Pani Leokadii spod „5-tki.” Na tym bajkowym podwórku przy Szarej Iga i Agata zostały siostrami dusz i to tu przez lata pielęgnowały swoją przyjaźń datującą się od czasu fikołków na trzepaku, aż po dzień dzisiejszy. Agata była wiernym świadkiem życiowych perypetii Igi, jej powiernicą, podporą – zresztą w drugą stronę działało to na identycznych zasadach. -No jak tam zakochana i stęskniona kobieto? –Iga usłyszała w słuchawce lekko kpiący, ale pełen zrozumienia i babskiej życzliwości głos przyjaciółki. -Gotowa na życie, moja droga! Adam ląduje jutro o równo o 19.50. Odbieram go z lotniska zrobiona na bóstwo, mkniemy do niego zostawić bagaże i…. -I…..? I co dalej Kochana? – Agata próbowała przejrzeć plany przyjaciółki na romantyczne lotniskowe powitanie jak z filmów. Widziała ich jak w zwolnionym tempie padają sobie w ramiona, a potem ślub, miłość, wierność i te wszystkie wyciskające łzy wzruszenia sceny. -Hm a potem moja droga Agatko kolacja u mnie i … kurtyna!! Nie wszystko dla reporterów! W każdym razie jutro i pojutrze nie ma mnie dla nikogo, nie dzwoń, nie pytaj jak było, błagam!

-Ok., ale jak już ochłoniesz i opadną motyle to zadzwoń. Nie wykręcisz się od sprzedania mi każdego najmniejszego szczegółu. Będziesz musiała nakarmić moje skołatane serce i nadwyrężone nerwy matki Polki i wiernej żony opowieścią o bajecznym powitaniu stęsknionych, obrzydliwie w sobie zakochanych kochanków! A propos Paweł dzisiaj wyjeżdża na delegację i mam przed sobą wizję intensywnego weekendu z bliźniakami…., Więc sama rozumiesz, że masz zagwarantowane to, że nie będę Ci przeszkadzać! Będę zbyt zajęta praniem i prasowaniem (pomiędzy kolejnymi przygodami Misia Uszatka, a burzliwymi obradami czyja teraz kolej na ułożenie następnego puzzla…
-Nie gniewaj się kochana moja , ale w ten weekend ciocia Iga nie przyjdzie z odsieczą! Ciocia Iga od jutra wraca do życia!!!! W dodatku z całkiem miłym przystojniakiem! -No dobra, kończę, bo mam jeszcze strasznie dużo spraw do załatwienia, a Twój rozmarzony głos nie wpływa na mnie mobilizująco, W dodatku już zaczynam Ci zazdrościć: mężczyzna plus cisza plus kolacja we dwoje = kiedy to było???? Wow, powodzenia i no wiesz – zrób się na grecką boginię! No to pa Staruszko! -Pa… - Iga uśmiechnęła się sama do siebie. Kochana Agata-pomyślała – zaczynam Ci zazdrościć?.... To Iga zawsze zazdrościła Agacie jej ciepłego życia – dobry mąż, cudowne dzieciaki. Fakt, możliwe, że bliźniaki to nie najłatwiejsze życiowe rozwiązanie, ale przecież tylko na początku, a poza tym Paweł i Agata zawsze razem zajmują się dziećmi. Kochane są te ich maluchy – trzy i pół roku minęło jak trzy i pół miesiąca. Gabi i Franek dzisiaj są już poważnymi przedszkolakami, wesołymi, no może trochę zbyt energetycznymi i hałaśliwymi obywatelami, ale ile jest radości z tych ich kłótni, przepychanek i jazgotu. Ach, ona też kiedyś doczeka się wesołej gromadki, najlepiej trójki! Dwie dziewczynki i chłopczyk: Marta, Marysia i Janek; nie, lepiej dwóch chłopców i dziewczynka: Marta, Janek i Kuba. No tak, byłoby znacznie lepiej! No i Adam wracający z pracy, Iga serwująca rodzinie pyszny obiadek… Tak czy inaczej ogólna rodzinna sielanka. Tak będzie i koniec!

No nie, na niczym dzisiaj nie mogła się skupić. Każda nowa myśl kierowana była przez jej stęskniony umysł na myśli o Adamie. Lepiej było wziąć jeden dzień urlopu i na spokojnie zdążyć z przygotowaniem wszystkiego., a tak będzie znowu gonitwa z czasem, czy zdąży posprzątać mieszkanie, które ma być przecież przez najbliższe dni siedzibą Ich Jaśnie Panującej Miłości, czy zdąży z fryzjerem i wszystkimi smakołykami, którymi ma zamiar rozpieszczać jego podniebienie? No dobra jeszcze ten jeden mail do wysłania, pozbieranie dokumentów ze „zabałaganionego” biurka, płaszcz, torebka, kluczyki i nie ma jej dla świata pracy! Na ten tydzień kariera zawodowa zostaje zakończona, czas na życie. O Boże! …Pomyślała Iga wychodząc z biura. O mały włos zapomniałaby zadzwonić do ciotki Laury, że w ten weekend niestety nie przyjedzie do dzieciaków, a przecież kilka par małych rączek na pewno będzie czekać na uściski po tygodniowej rozłące z czarodziejką Igą. Ciotka Laura jest siostrą mamy Igi i prowadzi Ciepły Dom w Konstancinie. Ciepły Dom w istocie nie ma na pierwszy rzut oka żadnego związku z prawdziwym domem, ale po kilku minutach od wejścia do niego każdy odwiedzający zaczyna przeczuwać pewną jego odmienność od innych domów dziecka. Podstawą tej jego odmienności jest oczywiście na pierwszym miejscu ciotka Laura –urocza osoba o gołębim sercu, która swoim ciepłem wypełnia ten dom dla maluchów, które w swoich rodzinnym domach nie za bardzo mogły się takim ciepłem ogrzać. Ciotka Laura oddaje swoje całe życie tym dzieciakom, ich problemom, ich radościom, zupełnie w całości poświęca całą siebie, a w dodatku potrafi zarazić tym innych –tak jak Igę.

Iga w każdą sobotę jedzie do Konstancina na lekcje angielskiego dla podopiecznych cioci Laury. Dzieciaki szaleją za Igą Czarodziejką –tak ją nazwała ciocia Laura, bo jak przyjeżdża do Ciepłego Domu Iga to na wszystkich buziach pojawia się uśmiech – szczery, niekłamany, nie udawany, nie wymuszony, po prostu uśmiech dziecka. Iga zawsze bardzo uważnie obserwuje te kochane maluchy. Większość z nich ma w sobie jakąś „wrośniętą” w nie tęsknotę za czymś czy za kimś… W ich oczach nawet w momentach rozbawienia, zadowolenia, radość z danej chwili miesza się w przejmująco widoczny sposób z jakimś żalem. Jakby stale pytały dlaczego … Energiczna, uśmiechnięta i trochę zwariowana ciocia Iga to dla nich cotygodniowy zastrzyk dobrych emocji, a przy okazji każda wizyta, to kolejne obce słowa, które dzięki Idze stają się mniej obce, a świadomość nauki języka obcego dodaje im wiary we własne siły i możliwości. Po poważnej lekcji angielskiego, Iga zawsze ma dla dzieciaków jakąś śmieszną zabawę albo wierszyk. Dzieciaki uwielbiają ten o pięciu małpkach skaczących po łóżeczku i kolejno odpadających ze wspólnego skakania po upadku i wizycie Doktora. Five Little Monkeys to przebój angielskiej poezji dla dzieciaków z Ciepłego Domu. No cóż w ten weekend będą niepocieszone, ale co zrobić. Samej Idze też zrobiło się smutno na myśl o tym, że w tę sobotę nie zobaczy Jagody, Stasia, Natalii, ani małego Ryśka…. Małej Krysi obiecała, że nauczy ją malować góralską chatkę i zachód słońca. Krysia nigdy nie była w górach ani nad morzem, ale ma duży talent do rysowania krajobrazów. Namalowane przez nią widoczki Iga przypina magnesami na swojej lodówce. Jakoś jej to wynagrodzi. Może nowe pastele pomogą szybciej zapomnieć i wybaczyć cioci Idze nagłą nieobecność. W trakcie oczekiwania na ślamazarną windę - krótki telefon z przeprosinami do Ciotki Laury, pozdrowienia i uściski dla dzieciaków. No przecież nadrobi to w przyszłą sobotę.

Iga zamyśliła się jeszcze bardziej idąc po długim korytarzu biurowca z płaszczem przerzuconym przez ramię. Zrobiło jej się okropnie smutno. Poczuła się jakby trochę winna, że chce podarować Adamowi i sobie czas, który przez ostatnie kilka miesięcy przeznaczała dla małych mieszkańców Ciepłego Domu. Od wyjazdu Adama w każdą sobotę przez te kilka godzin była kimś ważnym dla małej Jagody, psotnego Ryśka, nieśmiałego Stasia i całej grupki innych. Oni tez byli dla niej ważni, dopiero dzisiaj zdała sobie sprawę, że ona też czegoś tam szukała czego nie mogła znaleźć na razie w swoim codziennym życiu od poniedziałku do piątku. Dopiero w sobotę jechała „ogrzać się „ do Ciepłego Domu. To niesamowite jak ta Agata to robi? Jak niesamowicie trudne musi być pogodzenie na co dzień roli kobiety i matki? Jak sprawiedliwie i bez wyrzutów sumienia, których właśnie doznała na tym przepastnie długim korytarzu Iga, podzielić swoją uwagę, przywiązanie, troskę i miłość pomiędzy mężczyznę i dzieci? Musi zapytać Agatę. Nie dawało jej to spokoju. O jest winda! Drzwi windy otworzyły się przed Igą jak drzwi do innego życia, które planowała posmakować przez najbliższe dni – życia z ukochanym mężczyzną. Od jutra wszystko się zmieni. Musi nauczyć się wszystko pogodzić, umieścić na właściwych półkach, tak żeby nie mieć żadnych wątpliwości. Tak da sobie radę. Musi jeszcze tylko pogadać z Agatą o tych głupich rozterkach. A może nie głupich. Ludzie! Czy wszystko w życiu musi być tak koszmarnie skomplikowane?

Na Szarej, kiedy była małą dziewczynką wszystko było prostsze, wszystko było jasne – co jest dobre, a co jest złe; co jest ważne, a co jest ważniejsze. Trudne sprawy zawsze omawiały z Agatą wisząc do dołu głową na trzepaku.

Mogły tak zwieszać się naprawdę ekstremalnie długo dopóki ktoś z sąsiadów nie postanowił właśnie odświeżyć swoich perskich zasobów dywanowych. Agata najczęściej opowiadała jej o kłótniach między rodzicami i o drobnych bójkach ze swoim starszym bratem Tomkiem. Albo o tym, że znów nadchodzą ciężkie dni szlabanu na spotkania z Igą z powodu zbliżającego się terminu zebrania w szkole, co zazwyczaj oznaczało dla dziewczyn tygodniową rozłąkę z uwagi na fakt uwięzienia Agaty przez jej mamę nad książkami do jakże dalece znienawidzonej przez jej córkę biologii. Dziś wydaje się to o tyle śmieszne, że Agata jest świetnym lekarzem pediatrą. Widać jej mama miała rację co do stosowania form przymusu domowego – co dało córce solidne podwaliny do zdobycia zawodu, którego Agata nie zamieniłaby dziś na żaden inny. Poza tym który lekarz lepiej zadbałby o jej kochane brzdące? Dzięki terrorystycznym jak się wtedy Agacie wydawało metodom wychowawczym swojej matki w razie choroby nie była skazana na stanie w poczekalni zatłoczonej od kichających pacjentów przychodni. Nigdy zatem nie wiemy jakie życiowe kłody rzucane nam pod nogi przez naszych najbliższych wyjdą nam na dobre, a może nawet okażą się zbawienne. Iga kochała książki, nikt jej do niczego nie zmuszał i w jej historii zawodowej nie było żadnych niespodzianek. Po anglistyce rozpoczęła pracę w jednym z lepszych wydawnictw jako stażystka. Szybko ujawniła swój talent do pracy i po niedługim czasie kiedy zwolnił się etat szefowej działu podręczników do nauki języków obcych dla dzieci, Iga była wymarzonym kandydatem na to stanowisko. Książki, dzieci i nauka języków – trzy rzeczy które Iga połączyła w swoją pasję.
Jej życie poza wydawnictwem nie miało jeszcze takiego kształtu o jakim marzyła.

Adam nie wracał uśmiechnięty co dzień z pracy do domu, po którym miała szaleć wymarzona rozwrzeszczana trójka czyli Marta, Janek i Kuba, a Iga nie podawał ciepłych smacznych obiadów całej gromadzie… Przez ostatnie 6 miesięcy Adam realizował swoje pasje i ambicje w dalekim Paryżu, zamiast ciepłych domowych obiadków o szesnastej, jadał francuskie „dejeuner” o czternastej zazwyczaj na Rue Vivienne w „Le grand Colbert.” Dzieci? Cała trójka jeszcze nie zawitała na ten świat i w najbliższym czasie prawdopodobnie nie ma na to nadziei. A Iga? Iga prawie od zawsze była trochę samotna. I nie tylko ta dorosła Iga - osamotniona przez Adama na sześć długich miesięcy, musiała liczyć tylko na siebie; ale już jako ta mała Iga wisząca z Agatą na trzepaku. Mama wychowując ją samotnie, budowała w niej przekonanie, że musi liczyć w życiu tylko na własne siły. Taka była potrzeba. Nad Panią Jadwigą ciążyło widmo raka piersi. Mama wiedziała, że prędzej czy później jej choroba rozdzieli ją i ukochaną jedynaczkę, a wtedy Iga będzie musiała umieć sobie poradzić w życiu sama. Dzięki staraniom lekarzy i pomocy finansowej ciotki Laury mama Igi przez kilka lat przezwyciężała trudy podstępnej choroby nowotworowej, ale w maju –dokładnie w siedemnaste urodziny Igi to choroba pokonała jej mamę.

Ciotka Laura przez rok po śmierci mamy opiekowała się Igą. Przez ten rok bardzo się do siebie zbliżyły, a Iga odnalazła w ciotce wiele podobieństw do swej matki. Ciotka Laura była kobietą dość zabieganą –praca w Ciepłym Domu pochłaniała ją bez reszty, nie był to etat na 8 godzin, ale na dzień i noc. Starała się swoim podopiecznym stworzyć choćby namiastkę domu, w którym ona – miała zastąpić im jednocześnie czułą mamę i sprawiedliwego ojca. Nie miała własnych dzieci, nigdy nie wyszła za mąż. Podobno mężczyzna, którego kochała tuż przed ślubem wyjechał z inną kobietą i nigdy się nie pokazał, a Laura pozostała sama; choć na pewno nie samotna. W miejsce tamtej miłości przyszła inna –ta do Igi, którą traktowała jak własną córkę i ta, którą obdarzała na co dzień małych mieszkańców Ciepłego Domu. Na drugim roku anglistyki Iga zapisała się na lektorat z francuskiego. Wykładowcą okazał się przystojny młody magister romanistyki – Pan Adam Borowski. Miłość absolutna połączona z szaleństwem młodości wybuchła i nigdy nie przygasła. Iga otrząsnęła się z myśli o swoich rozterkach związanych z poczuciem winy, jakoby zaniedbywała małych przyjaciół z Konstancina, przedkładając czas na miłość ponad spotkanie z nimi czy lekcje rysunku z małą malarką Krysią; dopiero jak drzwi zatłoczonej jak zwykle w piątek o tej porze windy rozsunęły się przed jej nosem, a napierający nieco tłumek wypchnął ją prawie siłą z windy wprost na zejście na parking. Tak, na Szarej życie było zdecydowanie mniej skomplikowane….

Magdalena Ryglicka
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (14)
/8 lat temu
Strasznie się to czyta .... 7 metrów mułu !
/9 lat temu
pozdrowienia dla sfrustrowanego czytelnika z mułem!
/9 lat temu
a co do opisu z dołu to ... 6 metrów mułu HAHAHA:)
POKAŻ KOMENTARZE (11)