Marzena Broda "Luka" fragment 4.

Podobno miłość przychodzi do tych, co na nią czekają, a reszta żyje tak, jakby nie miała duszy.

107.
Podobno miłość przychodzi do tych, co na nią czekają, a reszta żyje tak, jakby nie miała duszy. Od momentu narodzin czekałem na Lukę i pewnego dnia spotkałem ją, przechodząc przez wahadłowe drzwi do świata, w którym już nie potrafiłem jej odszukać.


108.
Zakochanie to najpiękniejsze uczucie, jakiego można doświadczyć.


109.
- Gdzie jesteś Luka?
- Gdzie indziej.
- Bez ciebie wszystko jest miękkie, elastyczne i pozbawione smaku.
- Jesteś bez serca, kiedy tak mówisz.
- Więc płacz.
- Nie. Ty masz płakać.
- Płaczę, ale łzy wypalają blizny na twarzy i to nie pomaga.
- Bernard, co mam ci powiedzieć?
- Powiedz, czy wszystko z tobą w porządku?
- A chcesz czegoś ode mnie?
- Czy nadal żyjesz?
- Po tym wszystkim...
- Zostaniesz tam, gdzie jesteś?
- Ale będę czekać na ciebie.
- Co się z tobą stało?
- Nie wiesz?
- Nie wiem.

(...)
111.
- Tak, Luka, wierzę w przeznaczenie! - w końcu wykrzyczałem temu głosowi, który rozlegał się w mojej głowie.
- I...?
- I... jestem śmiertelny. Potrzebuję cię teraz.
- Tak mi przykro, Bernard.
- Jak ci się tam podoba, tam, gdziekolwiek jesteś.
- Wierzysz w Boga?
- Nie chcę jego pomocy.
- Ale on wszystkim dowodzi.
- Luka, czy jesteś martwa, no, czy jesteś martwa?
- A ty?


112.
Zapanowała cisza, w której szedłem znów obok Luki, w okolicach przystani, gdzie latem sprzedaje się małże, czasem arbuzy. Odgłosy oceanu są obok, że słychać, jak fale wpływają na kamienne nabrzeże. Ogrom wody, który tam się przetacza, oddala i powraca nie godząc się na kompromis. W tamtym miejscu miałem wrażenie, że godziny zrobiły krok w tył, a ja nie mogłem przestać cieszyć się, że ciało ożywia się od bliskości Luki. Wtedy pamiętam powiedziała, że coś jej wpadło do oka. Zdziwiłem się, bo nic w nim nie było.
- A jednak zastygły w nim odbicia - upierała się. W końcu złapała mnie za rękę, jakby to był gruby sznur, który zwisał z dzwonnicy przez otwór, aby można obudzić serce dzwonu. - A jednak - powtórzyła - czuję ból.
- Zapomnij o nim. Twoje oko jest puste.
Jeszcze przez chwilę nie dawała mi spokoju, przekonując do swoich odczuć. Nasze kroki stały się przez to powolne, gdy objęci obchodziliśmy zatokę, wchodząc na otwartą plażę. Ocean roztaczał wokół zapach piasku, ryb i szlamu. Szliśmy spokojnie, cienie wlokły się za nami, choć za plecami nie było słychać ich kroków.



- Luka - nachyliłem się i podniosłem muszlę, pięknie ubarwioną, wielkości paznokcia. - Weź.
Umilkłem, a ona popatrzyła tak samo, jak minionej nocy, kiedy śledziliśmy łuskowate cienie na oceanie. Jeszcze raz wyciągnąłem do niej rękę. Odsunęła się.
- Celtowie wierzyli, że muszle zamieszkują bezkształtne, morskie bóstwa, które o północy opuszczają je w poszukiwaniu zbłąkanych żeglarzy. Kiedy je znajdywały, spijały z nich dusze i stawały się syrenami. To dlatego...
- Boisz się?
- Nie... To dlatego czasami dryfują po oceanie puste łodzie, w których tylko cienie są prawdziwe i pamiętają.
- No, więc weź ją ode mnie.
- Dopiero, gdy zajdzie słońce. Wtedy przyniesie mi szczęście.
- Szczęście?
Wiedziałem, że to pytanie było moją klęską. Schowałem muszlę do kieszeni. Luka przymknęła powieki, a ja miałem nadzieję, że nadal mnie widzi.
- Myślałeś, że szczęście mnie nie dotyczy?
Nie odezwałem się więcej. Usiedliśmy na piasku. Mewy trzepotały skrzydłami, rozbijając dziobami małże. Fale obmywały brzeg, pieniąc się wokół skał. Na horyzoncie ocean wydawał się być łagodny, zielononiebieski, nad którym strzępy chmur plątały się w sobie. Wokół nas było niebo. Luka miała mokre od wilgoci włosy. Długie, lśniące i słone. Stopniowo czerwieniało słońce, a ciepłe powietrze wznosiło się ku górze. Jej ciało było opalone. Smukłe pod sukienką, bliskie na wyciągniecie ręki. Piersi nieskończenie delikatne i ciepłe.
- Daj mi się pocałować - dotknąłem ją opuszkami palców i poczułem na twarzy jej usta, a potem rękę dotykającą ciała. Obróciłem się cały do niej.


113.
Jeszcze długo byliśmy na plaży. Pod wieczór wiatr się uspokoił, lecz od czasu do czasu silniej zawiał. Po zmroku nadmorska okolica rozmigotała się światłami lamp, by Bóg widział Ziemię. Gdybym go wtedy spotkał, może miałbym odwagę spytać, co się dzieje, że rzadko nas odwiedza. Podejrzewałem, że pewnie ktoś zamyka mu przed nosem drzwi do ludzkiego świata, a on w żaden sposób nie może otworzyć zamka zapewne myśląc, że ktoś robi krzywdę jego dzieciom. Bóg musi być bardzo potężny, lecz nie aż tak, żeby dawać sobie radę ze wszystkim.
- Luka - zapytałem, patrząc na nią, jakby się tego spodziewała - pomyślałem o Bogu, co z nim?
- Może pojechał na wieś, w góry albo jest na targu, choć możliwe, że drzemie w cieniu - odpowiedziała, odgarniając włosy, choć nie było to najpiękniejsze, co dała jej natura - Bóg jest za stary, żeby robić cokolwiek.
- Skąd wiesz?
- Nie wiem, ale może jego życia naprawdę tu nie ma.
- Co masz na myśli?
- Odszukaj go.
- Tak po prostu?
- A dlaczego nie? Przecież nie przestanę cię przez to kochać.
- Ale czy sprawisz, że zawsze będziemy razem?
Spojrzeliśmy w kierunku nieba o kolorze indygo i nic nie było proste, jakby się mogło wydawać.
(...)
115.
Trudno jest myśleć, że tamten dzień nie wróci! Że zapadł się pod ziemię raz i na zawsze.

To już ostatni fragment książki Marzeny Brody "Luka". Wszystkich, których zachwyciła opowieść o miłości Bernarda i Luki, zapraszamy do księgarń lub... do naszego konkursu. W piątek 07.10.2005 w dziale Karnet kulturalny ukaże się recenzja książki i konkurs, w którym można będzie wygrać egzemplarz powieści.



Tagi: powieść
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/4 lata temu
Moja ulubiona autorka i książka.