Maciej Przepiera - "Epidemia zamkniętych serc", fragment 4

Obudził się na podłodze pośrodku pokoju, zawinięty w zasłony. Czuł się paskudnie.
/ 16.03.2006 16:57

Obudził się na podłodze pośrodku pokoju, zawinięty w zasłony. Czuł się paskudnie. Bolało go całe ciało. W ustach śmierdząca popielniczka. Pękająca głowa. Zupełnie jakby ktoś w nocy wyjął mu mózg, podeptał go i włożył z powrotem. Dobrze wiedział, że jest tylko jedno skuteczne lekarstwo na wszystkie te dolegliwości. Zaczął więc kurację, otwierając drugą żołądkową.
Popijając, przyglądał się porozrzucanym dookoła zdjęciom i dziękował opatrzności za to, że poprzedniego wieczoru zabrał je ze sobą. Wolał nie wnikać, do czego mogłyby się przydać tym skurwysynom, przez których teraz czuł się taki poobijany.
Zawsze mogło być gorzej, pomyślał. Leży tutaj kawałek mojego życia. Co takiego zrobiłem z latami po rozwodzie? Cóż, dobrze się bawiłem i tyle. Pociągnął spory łyk z butelki. Tępy ból głowy przemieniał się w miłe falowanie. I dobrze. A co z tego wynika? Gówno. Siedzę sam w samym środku życia i upijam się na smutno. Jeszcze wczoraj stało tutaj łóżko, na łóżku leżała Gabrysia, a na Gabrysi leżałem ja. A dzisiaj mogę tylko z echem pogadać. Co nas ze sobą łączyło? Popatrzył na puste miejsce po łóżku. No tak, tam to wiadomo, ale poza tym dobrze nam przecież było ze sobą, wszystko dobrze się układało. I co? Po prostu, kurwa, sobie poszła. A przedtem Jolka. Też, kurwa, sobie poszła. Nie, nie Jolka, przed Gabrysią była ta dziewczyna z banku. Jak ona miała na imię? Zresztą nieważne, byłem zaledwie elektrowstrząsem dla tego niezdecydowanego pajaca, jej narzeczonego. Skutecznym zresztą. Bo prędko pozbył się wątpliwości i się oświadczył. Grubo zagrał. Ola. Tak, ta miała na imię Aleksandra. Aleksander pokonany przez Aleksandrę. Szyjka butelki nie telepała się już pomiędzy zębami, przynajmniej dłonie się uspokajały. A jak ta dziewczyna z hotelu miała na imię? Jaki miała kolor oczu? Z iloma kobietami spałem? Hm, zagadka. Liczba dwucyfrowa czy trzycyfrowa? Ale ta jedna była jakaś inna. O cholera, ten jej rozmazany makijaż, ona nad ranem musiała płakać. Co ja jej takiego zrobiłem? Może trzeba dać sobie spokój? Przecież to już historia. Spokój. Tak, potrzebuję spokoju. Wypity alkohol rozpływał się po ciele, niosąc tak oczekiwane rozluźnienie. Poddał się temu, zasypiając.
Obudził się mokry. Lepkie dłonie, zaropiałe oczy, zapach potu. Z obrzydzeniem przeciągnął językiem po zębach. Pod względem higienicznym nie czuł się najlepiej. Za to pod względem zdrowotnym było całkiem znośnie – potworny ból głowy minął. Przewrócił się na brzuch i ciężko wzdychając, wstał. Podszedł do okna, otworzył je na oścież. Wciągnął powietrze głęboko. Mrużąc powieki, zarejestrował obecność słonecznego przedpołudnia. Potem odwrócił się i powlókł do łazienki. Tam też głęboko odetchnął, otworzył klapę sedesu i nie patrząc do środka, pośpiesznie się wysikał, po czym natychmiast ją zamknął.


– Ciekawi mnie, do czego może wam się przydać moja szczoteczka do zębów? – wymruczał pod nosem, rozglądając się wokół.
Wrócił do pokoju, przepłukał usta wodą mineralną, wypił resztkę wódki, zapalił papierosa i zaczął się zastanawiać, co ze sobą począć. Kręciło mu się w głowie. Umycie zębów było niemożliwe. Kąpiel była niemożliwa. Spanie było niemożliwe. Wszystko było niemożliwe. Do kogo zadzwonić? Nagle uświadomił sobie, że w zaistniałych okolicznościach on nie ma do kogo zadzwonić.
Wybrał numer do siostry w nadziei, że ona się nim zaopiekuje.

Przez pierwsze tygodnie nie ruszał się z pokoju, który Viki oddała mu w użytkowanie. Upijanie się w domu było znacznie tańsze niż w lokalach, nawet jeżeli zaopatrzeniem zajmowali się taksówkarze. Jego siostra była wyrozumiała, nie narzucała się z towarzystwem i nie zadawała niepotrzebnych pytań. On sam, gdy się zjawił, ograniczył się do ogólnego opisu swojego położenia. Potem schodził jej z drogi. Miał swój pokój na parterze i łazienkę tuż obok. Ona mieszkała na piętrze.
Nie chciał nikogo widzieć. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać. Wiedział, że musi zrobić to sam. Musi upić się ostatecznie i nieodwołalnie. Musi upić się tak, żeby obcy tkwiący w nim nie wytrzymał. Żeby zalany w trupa zdechł i pozwolił mu się obudzić. Codziennie rano, w coraz żałośniejszym stanie sprawdzał, czy sen już się skończył.
Niestety, nie udało mu się.
Obcy był równie silny albo równie słaby. Aleks zaliczył pierwsze w życiu delirium. Wyciągała go z niego ekipa w białych fartuchach, która wpadła do jego jaskini wezwana przez siostrę. Podłączyli go do kroplówek, poinstruowali ją, co i jak, po czym sobie poszli.

Viki leżała skulona na łóżku w swoim pokoju. Chciało jej się płakać. Kiedy Aleks do niej zadzwonił, ucieszyła się, że może mu pomóc. Miała akurat takie dni, że tłukła się po domu z nieznośnym poczuciem pustki w sobie. Normalnie prowadziła aktywny tryb życia. Miała wielu przyjaciół i mnóstwo pomysłów na zapełnienie czasu. Zimą narty, latem żeglowanie, a przez cały rok tai-chi, basen i jazda konna. Tyle że od czasu do czasu dopadała ją ta pustka. Początkowo ulgę przynosiła ostra balanga, upicie się z przyjaciółką albo wciągnięcie się w jakiś projekt. Aż kiedyś odkryła, że od tego nie daje się uciec. Bo w końcu, zmęczona, musiała zatrzymać się choć na moment, a wówczas czekająca tylko na to chandra atakowała błyskawicznie ze zwielokrotnioną siłą. Gdy zdarzało się to teraz, zamykała się w domu i czekała, aż podły nastrój minie. Złapana przez samotność popłakiwała, marząc o czyjejś obecności, najlepiej mężczyzny, który by ją czule przytulił i pocieszył, który by ją po prostu kochał.

To już ostatni fragment powieści Macieja Przepiery "Epidemia zamkniętych serc", jaki publikujemy w naszym serwisie. Przypominamy, że powieść ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński w Serii Owocowej i jest już dostępna w księgarniach.


SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)