Kryminalne opowieści internautów

Ciekawią cię kryminalne intrygi? Sprawdź, co inni piszą o tajemniczym morderstwie... Który pomysł na rozwikłanie jego zagadki jest najlepszy? Głosuj!
Kryminalne opowieści internautów
Przedstawiamy  początek strasznej historii o śledztwie detektywa Scholmesa i 4 zakończenia, napisane przez internautów. Przeczytaj je i weź udział w sondzie - zagłosuj, które podoba ci się najbardziej!


"Kryminalna zagadka" - opowiadanie do dokończenia
Była sobota, 23.35. Herlock Scholmes, zamiast położyć się do łóżka, usiadł w fotelu i zatopił się w myślach. Miał przeczucie, że czeka go długa i trudna noc. W małym, uroczym miasteczku Blickstone bywały co prawda zupełnie spokojne dni, szczególnie latem, ale teraz ewidentnie coś złego wisiało w powietrzu. Czuł, że nie powinien jeszcze iść spać. Nalał sobie mocnej herbaty i sięgnął po książkę.
Nie minęły dwie minuty, jak w mieszkaniu Scholmesa zaterkotał telefon. - Cholera - mruknął detektyw. Podniósł słuchawkę, jednocześnie zakładając buty.
- Panie inspektorze - krzyczał do niego Fedwick, starszy aspirant w miejscowej komendzie policji - dwie osoby zamordowane nad brzegiem Taminy... kobieta wisi na belce mostu, a mężczyznę zadźgano nożem. Leży w kałuży krwi. Już jadą z sądówki, czekamy teraz na Pana...
- Zaraz będę - rzucił szybko Scholmes, wyłuskując z szuflady kluczyki do samochodu.

***

Dotarł na miejsce w ekspresowym tempie. Wokół było ciemno, ale mrok rozświetlały policyjne latarki. Scholmes rozejrzał się bacznie. Sądowym lekarzom udało się dotrzeć przed nim - ciała ofiar były już poddawane wstępnym oględzinom. Pełno krwi. Skąd jej aż tyle?
- Inspektorze - z zadumy wyrwał go głos Fedwicka - wiadomo, że zginęli parę godzin temu. To musiało się stać tuż po festynie z okazji dnia miasta... Koroner na razie nic więcej nie chce powiedzieć. Zapowiada się poważne śledztwo. Zresztą niech Pan sam zobaczy, kto to był... - jego podwładny wyglądał na szczerze przerażonego.
Detektyw skinął głową na znak, że przyjął ten krótki raport, a gdy Fedwick się oddalił, podszedł bliżej mostu. Wtedy zobaczył twarz kobiety - zastygła w przerażeniu, tak samo jak twarz mężczyzny, leżącego obok. Scholmes widział ich już wcześniej. Oboje. Był tego pewny, chociaż trudno rozpoznać żywe osoby w tak upiornych, zmartwiałych obliczach. Wytężył pamięć.
Ona piękna i roześmiana, w jej uszach lśniące, złote kolczyki. On, który teraz spoczywa martwy u jej stóp, wtedy nie spuszczał z niej wzroku. Tylko gdzie Herlock widział tę scenę? W telewizji? W Blickstone? A może zupełnie gdzie indziej? W tej chwili nie mógł sobie przypomnieć. Ale w jednym momencie pojął straszną prawdę - dwoje znanych ludzi zostało zamordowanych w jego cichym miasteczku. A zbrodnię zaplanowano i wykonano z zimną krwią...

Cztery różne wersje zakończenia historii o morderstwie w Blickstone:

1.
Nazajutrz, jak co dnia, Scholmes zaczął dzień od wizyty w saloniku prasowym. Kupił świeżą gazetę z nadzieją, że znajdzie w niej jakąś wskazówkę, która pomoże mu rozwiązać krwawą zagadkę. BINGO!- Na pierwszej stronie umieszczono relację z festynu i mrożącą krew w żyłach wieść o zamordowaniu dwojga słynnych łyżwiarzy. Już na początku zaciekawiły go zdjęcia pod artykułem – na jednym Mary Cole i Adam Pean na lodzie, a na drugim... Znowu Adam? Nie – jego bliźniak, Greg Pean. Może on będzie w stanie mi jakoś pomóc – pomyślał detektyw – i już za godzinę pukał do drzwi Grega. Długo nikt nie otwierał, jednak w końcu drzwi się uchyliły."Jestem detektywem. Możemy zamienić słówko? Chodzi o Twojego brata"- rzekł Herlock. Niestety, Greg nie chciał współpracować, był opryskliwy i dawał wyraźnie do zrozumienia, że chce spokoju. Scholmes zrozumiał, że coś jest nie tak.. Zachowanie Grega było dla niego podejrzane. Czyżby miał coś na sumieniu? Detektyw postanowił jeszcze dziś wywęszyć sprawę. Wierzył, że jego wieloletnie doświadczenie na coś się dziś przyda.I tak było... Po kilku godzinach, spędzonych w samochodzie, zauważył, że Greg wyszedł. Wykorzystał tę chwilę i przez kuchenne okno wślizgnął się do jego domu. Wszystko wyglądało normalnie, nie budziło podejrzeń. Nawet wisiały zdjęcia bliźniaków. Herlock nic nie znalazł. Już chciał wyjść z domu, kiedy nagle w rogu dostrzegł łyżwy poplamione krwią i pogniecioną kartkę papieru. Był to list od jakiejś kobiety, która była świadkiem tragedii. Wszystko stało się dzięki niej jasne. Adam i Mary byli razem na festynie. Właśnie tego dnia ogłosili swoje zaręczyny, co rozwścieczyło Grega, który skrycie kochał się w przyszłej bratowej. Gdy jego brat na chwilę zostawił ukochaną samą, Greg porwał ją nad brzeg Taminy. Mary krzyczała. Była przerażona zachowaniem Grega. Doszło do awantury. Nagle Greg wyciągnął z bagażnika łyżwę i wbił ją w brzuch Mary. Upadła, krew wypłynęła jej z ust. W tym samym czasie przybył Adam. Był w szoku, patrząc na brata z zakrwawioną łyżwą, stojącego nad konającą ukochaną. "Greg! Jesteśmy braćmi! Dlaczego! Daj mi pomóc Mary, proszę!" – błagał mordercę swej ukochanej. Jednak Greg miał inne plany. Podszedł do brata i rzekł: "Zawsze byłeś lepszy, a teraz jeszcze zabrałeś mi ją!" i rzucił się na Adama. Chciał go udusić, więc Adam zdołał wyciągnąć z kieszeni podręczny nóż. Szamotali się długo. Niestety finał był tragiczny... Greg wyrwał nóż Adamowi i wbił mu go prosto w serce. Jednak to nie był koniec brutalnych aktów Grega... Wrócił do martwej już Mary i wyszarpał łyżwą jej serce, krzycząc przy tym: "Twoje serce należy do mnie!". Już zabierał się do zrzucania ciał z mostu, kiedy usłyszał krzyk nadawcy listu, znalezionego przez Herlocka... Nagle jakby otrzeźwiał i uciekł przerażony...
(easja)




2.
Herlock Scholmes był sobą rozczarowany. Dotąd pamiętał każdy szczegół, każdą kropkę na grzbiecie biedronki siedzącej osiem kilometrów dalej... Teraz nie mógł skojarzyć tych ludzi...
Na szczęście jego gospodyni była pasjonatką telenowel. Czasem miał wrażenie, że płaci jej jedynie za oglądanie seriali. Wszedł do saloniku, żeby upomnieć się o popołudniową herbatę, którą powinna mu podać trzy dni temu, gdy jego wzrok padł na przestarzały odbiornik telewizyjny...
- To oni! - zawołał.
- To "P jak porozmawiajmy o tym" - powiedziała gospodyni. - A ta para to Tefan i Łgosia.
- Nie żyją!
- Żyją. Wiem lepiej, jestem na bieżąco. Nie opuściłam ani jednego odcinka, a było ich cztery miliony!
Herlock zrezygnował z herbaty, bo i tak by jej nie dostał.
Zajechał do prosektorium, gdzie zawsze mógł liczyć na filiżankę złocistego napoju.
- I co? - zapytał, delektując się herbatą. - Czy sekcja coś wykazała?
- Tak. To dość szokujące. Gdy rozciąłem im klatki piersiowe, odkryłem coś dziwnego...
- Mianowicie?
- Odkryłem, że oni żyją. To znaczy żyli dopóki nie wyjąłem im bijących serc...
- Jak to możliwe? - zapytał ze stoickim spokojem, wyjmując muchę z herbaty. - Mam nadzieję, że nie zdążyła za dużo upić...
- To była charakteryzacja. Udawali zmarłych, żeby uciec razem na bezludną wyspę. Kochają się. On był w ciąży... To był jedenasty miesiąc...
- Coś mi tu śmierdzi! - stwierdził Herlock Scholmes.
- Dla mnie zagadka jest wyjaśniona. Żyli, lecz nie żyją. Są dwa trupy? Są. Wszystko gra - odparł pracownik prosektorium z ujmującym uśmiechem. - Zagramy w niedzielę w bierki?
Herlock Scholmes nie odpowiedział. Pociągnął nosem... Był na tropie...
Na biurku w prosektorium stało zdjęcie Łgosi... Ktoś dorysował jej brodę i wąsy dla niepoznaki... Wyszło na jaw, iż pracownik był w niej zakochany, lecz go nie chciała, bo kochała Tefana. Groził im, szantażował, że powie o wszystkim żonie Tefana, więc upozorowali swoją śmierć... niestety, za dobrze im poszło, stracili przytomność i wyglądali jak prawdziwi nieboszczycy. Trafili wprost pod nóż szaleńca. Zemścił się, wyjmując im serca i chowając je do oddzielnych lodówek...
Pracownik prosektorium został aresztowany. Herlock Scholmes dał gospodyni premię, za którą kupiła lepszy telewizor. Teraz nie robi już nic, więc Herlock Scholmes zatrudnił drugą gospodynię. Polubiła pierwszą gospodynię i jej telewizor. Całymi dniami oglądają telenowele, a Herlock podaje mi herbatę i paluszki, planując morderstwo doskonałe.
Jak mu poszło dowiemy się w następnym odcinku pod tytułem : ,"Piła 4, czyli Herlock Scholmes przepiłowuje kraty, chcąc uciec z więzienia...".
(apoccalipsa)


3.
... Wrócił do domu w podłym nastroju. Co się dzieje w tym mieście?! – myślał. Jeszcze do niedawna sądził, że ostatnie dwa lata przed emeryturą spędzi na wyjaśnianiu drobnych kradzieży, a teraz... Od prawie dwóch miesięcy łamie głowę nad coraz to nowym śledztwem. Do tego prokurator kazał aresztować ojca tej małej Kate. Fakt, że Donely wciąż kłócił się ze swoją byłą żoną, ale ten facet nie wyglądał na mordercę własnego dziecka! Coś tu nie gra... Tylko jak przekonać o tym prokuratora?
Gdy obudził się rano, na stole czekała już na niego pachnąca kawa i niedzielne wydanie "JTM". Że też ludziom chce się wydawać gazetę nawet w niedzielę – pomyślał. Na pierwszej stronie widniała relacja z festynu oraz notatka dotycząca morderstwa: "Córka Alana Parkera oraz jej narzeczony zostali wczoraj zamordowani..." – a więc stąd znał tę dziewczynę. Była córką jubilera, u którego zawsze wybierał prezenty dla żony. Zaczął pobieżnie czytać notatkę: "Kobiecie zadano 5 ciosów długim, wąskim narzędziem...". Inspektorowi zadrżała powieka. Kto zdradza prasie szczegóły morderstwa, o których nawet jemu nie doniesiono? Sięgnął po telefon, po chwili połączono go z lekarzem Samem Lott, zajmującym się ostatnim morderstwem.
- Jak mogłeś podać tak dokładne informacje temu pismakowi z "JTM"? Dlaczego ja dowiaduję się takich rzeczy ze szmatławca a nie od ciebie?
Zanim lekarz zdążył wyjaśnić całą sytuację, inspektor rzucił słuchawką.
Gdy zegar wybijał godzinę 9.00, Scholmes zapukał do drzwi naczelnego "JTM".
- Witaj. Chciałbym porozmawiać z osobą o pseudonimie "Swe", kimkolwiek on jest.
- Czy coś się stało? Dlaczego jesteś taki wzburzony?
- Twój dziennikarz umieścił w dzisiejszej notatce o nocnym morderstwie informacje, o których nawet nasz wydział jeszcze nie wiedział. To już kolejna taka sytuacja. Nie życzę sobie, abyście w waszej gazecie podawali szczegóły, które morderca może wykorzystać na swoją korzyść! Chcę porozmawiać z tym dziennikarzem. Chcę wiedzieć, gdzie w medycynie sądowej jest przeciek! Czy ten Swe jest teraz w pracy?
- Nie. Zadzwonił wczoraj późnym wieczorem z informacją, że chyba się czymś zatruł. Powiedział, że wysłał notatkę o morderstwie do składu, aby mogła się ukazać w dzisiejszym wydaniu.
- Późnym wieczorem... Czyli o której?
- Myślę, że mogło być koło 23. Tak, nie później. Szybko zrelacjonował nam całe wydarzenie. Oboje z żoną byliśmy wstrząśnięci tym co... - nie zdążył dokończyć, gdyż Scholmes wszedł mu w słowo - o 23?! Jesteś pewien? Wsiadaj w samochód. Zobaczymy, czy ten twój sumienny dziennikarz nie zatruł się przypadkiem pewnym ostrym narzędziem...
Więc stąd na miejscu zbrodni było aż tyle krwi... - inspektor analizował szybko zgromadzone wiadomości. Jak mógł w nocy nie zwrócić uwagi na to, że na ciele kobiety nie było śladów walki, ale denat miał ręce solidnie zakrwawione. Nawidoczniej ją zaskoczono, ale on próbował walczyć z mordercą. Może zjawił się tam przypadkiem zaniepokojony wyjściem narzeczonej. Pewnie udało mu się zabrać mordercy nóż i zadać kilka pchnięć. Stąd ślady krwi na jego dłoniach i tyle krwi na miejscu zbrodni... Morderca zanim zabił narzeczonego tej Parker musiał nieźle oberwać - pomyślał.
Po kwadransie zapukali do drzwi mieszkania Swena Kolteza. Nikt nie otworzył. Inspektor pchnął drzwi z całej siły. Nie przejmował się barkiem nakazu przeszukania - chciał jak najszybciej wydobyć od dziennikarza informację, skąd wiedział o podwójnym morderstwie. Na szczęście zamek nie stawiał większego oporu i puścił z trzaskiem.
Żaden z nich nie spodziewał się widoku, jaki zastali wewnątrz mieszkania. Na podłodze oraz ścianie widniały ślady zaschniętej krwi. A w oddali, przy biurku siedział Swen Koltez. Już nie żył.
Policjanci, którzy zabezpieczyli mieszkanie, znaleźli szczegółowe notatki, dotyczące sześciu morderstw z ostatnich dwóch miesięcy. Zbyt szczegółowe notatki... Prócz tego dziennikarz miał już przygotowanie scenariusze kolejnych dwóch zbrodni. Odnaleziono także dokumenty, należące do poprzedniej ofiary oraz buty małej Kate.
- Wiedziałem, że jej ojciec jest niewinny – westchnął Scholmes. – Więc to wszystko wina tego pismaka? Siedem ofiar! Do czego jest zdolny człowiek, aby znaleźć się w centrum uwagi... Ile jeszcze osób musiałoby zginąć, gdyby narzeczony Jane Parker nie zauważył jej wyjścia, gdyby śmiertelnie nie zranił mordercy? Pogrążony w myślach wyszedł z mieszkania, uważając aby nie zatrzeć śladów.
Jadąc do prokuratora wyjął z kieszeni telefon i wybrał numer lekarza sądowego.
- Witaj Sam. Jestem ci winien przeprosiny...
(aneti)




4.
Scholmes stał wciąż w osłupieniu. Myślał. O tym co naprawdę się stało tutaj kilka godzin po festynie, o tym kim są ci biedni zamordowani ludzie oraz wreszcie, kto mógł dopuścić się tej haniebnej zbrodni. Stał tak chwilę, aż podbiegł do niego aspirant.
- Niestety zbrodniarz nie zostawił żadnych śladów. Myślę, że powinien Pan już wracać do domu. Nie wygląda Pan za dobrze ...
- Dam sobie radę. Jak Pan myśli, skąd tu tyle krwi przy ofiarach???
- Nie mam pojęcia.
- Może po prostu to nie ich krew... - Scholmes znacząco spojrzał na policjanta i zaczął przewracać ciała denatów.
- Co Pan zamierza zrobić - wrzasnął.
- Już nic. Niech Pan tylko spojrzy... - inspektor pokazał mały skraweczek opakowania - Przypomina to Panu coś?
- Właściwie, to tak... To przecież...! O matko! Tylko po co ktoś to zrobił?!

*****
Nagle zaczął padać deszcz. Gwałtowny. Silny. Zaczął spadać na zwłoki. Był wszędzie. Pojawił się nawet na twarzy samego Herlocka, obmywając ją ze zmęczenia, gniewu i potu.
- Bellic, choć tu szybko! - zawołał policjant
- Inspektor znalazł tu pewien kawałek materiału, który wygląda jak skrawek od pojemnika ze sztuczną krwią. Czy możesz dowiedzieć się, z jakiego pochodzi szpitala?
- To nie jest zwykła krew sierżancie. To sztuczna krew... Dokładne wyniki oraz przyczyny śmierci tych dwoje będziemy mieć jutro koło jedenastej.

Herlock Scholmes wrócił do domu koło pierwszej nad ranem. Pomimo, że był bardzo zmęczony nie poszedł spać od razu. Włączył telewizję. Po kilkunastominutowym pstrykaniu z programu na program usnął, nie wyłączając nawet telewizora.

Niedziela, 7:30
Rano obudziły detektywa dziwne odgłosy - krzyk pomieszany z ironicznych głośnym śmiechem oprawcy.
Herlock Scholmes wstał z łóżka i szybko uświadomił sobie, że to tylko telewizor, który zostawił wieczorem włączony. Pogłośnił wiadomości. Prezenterka ubrana w śnieżnobiały wełniany sweter zapowiadała właśnie materiał o kulisach powstawania nowego horroru o parze kochanków, którzy padli ofiarą zazdrosnego męża, z którym kobieta rozstała się kilka miesięcy temu. Mąż ukarał niewierną żonę, rozcinając ją i zabierając jej i kochanka krew do specjalnej szkatułki nad kominkiem.
Inspektor wziął kartkę papieru i zapisał nazwisko reżysera, zadzwonił też na policję, aby zaczęli go przesłuchiwać. Sam wypił tylko szybko kawę i pobiegł do samochodu.

Niedziela, 11:01
- Są już wyniki? - spytał z niecierpliwością detektyw Scholmes.
- Tak, nie ma powodu do niepokoju. Zaraz przyjdzie tu doktor Bellic i wszystko Panu wyjaśni - odpowiedziała spokojnie recepcjonistka.
Niedługo po tym z gabinetu wyszedł Bellic z wynikami. Poszedł razem z inspektorem na górę do usytuowanego na ostatnim piętrze pokoju, znajdującego się tuż przy laboratorium.
- Nie bolą Pana nogi? - zażartował lekarz, wpisując specjalny kod do drzwi.
- Nie - odparły sucho detektyw.
- Wie Pan słyszałem ostatnio taki fajny dowcip... Mężczyzna i kobieta jadą razem autem, nagle samochód zatrzymuje się, facet krzyczy...
- Ja nie chce słuchać żadnych dowcipów!
- Hmm... Może Pan nie rozumie, ale... w tym zawodzie, który wykonuję, uśmiech jest bardzo potrzebny, aby... nie zwariować.
- To nie o to chodzi. Widzi Pan, znalazłem bardzo ważny trop i jestem bardzo blisko rozwiązania tej zagadki i właściwie potrzebuje tylko potwierdzenia, tego, co wiem. Wiem, że Pan nie rozumie, ale zapewniam - nie musi Pan. Wystarczy, że otworzy Pan te cholerne drzwi i da mi wyniki oględzin!
- Dobrze - drzwi po wprowadzonym haśle otworzyły się. Weszli do pomieszczenia. Bellic już nic nie mówił tylko pokornie dał mu cenne kilka kartek, opisujące stan denatów.
- Przepraszam. Jestem bardzo zaangażowany w tę sprawę i chciałbym złapać sprawcę najszybciej, jak tylko się da - przepraszającym tonem powiedział inspektor. Herlock Scholmes obrócił się na pięcie i wyszedł.

*****
Patolog przeprowadzający sekcję zwłok, potwierdził tylko obawy Scholmesa.
Twórca tego horroru inspirował się w pisaniu scenariusza nie bujną wyobraźnią, ale zbrodnią, którą dokonał. Ta kobieta, która kilkanaście godzin temu zmarła, miała być jego żoną, która zdradziła go z martwym gościem w garniturze?
- Nie, to nie ja. Nie wrobicie mnie w to. Mam mocne alibi. Mój ojciec to uznany reżyser, ma tyle kasy, że może was tak zaskarżyć, że nigdy się nie wypłacicie. Pieprzone psy!!!
- Ale jak wytłumaczysz fakt, że ci ludzie zginęli dokładnie tak samo jak w twoim filmie? Przypadek? Ja nie wierzę w przypadki, ty pewnie też nie. Więc lepiej zacznij mówić, co wiesz - wtrącił się w rozmowę detektyw Herlock, pokazując oskarżonemu zdjęcia z miejsca zbrodni.
- Nie człowieku... Ty chory jesteś... Ja pie*****. Nie, banda świrów - młody reżyser zaczął wykrzykiwać we wszystkie strony - To nie ja napisałem ten scenariusz. To oczywiste, ja napisałbym lepszy... Tylko ten świr... Adi... nie... Audi... Auri...Mam - Aurus! Tak, to on. Mówiłem producentom, żeby nie zatrudniali takiego próchna do mojego filmu, ale oni zaczęli pieprzyć, że kolo ma talent itd. Byłem raz u niego w domu. Wszystko w starym stylu. Miał nawet taki kominek...
- Wystarczy. Czy mógłbyś nas tam zaprowadzić?
- Si, claro - powiedział po hiszpańsku ze strasznym akcentem małolat.

*****
Niedziela, 18:46
Obława udała się - na miejscu znaleziono liczne dowodu zbrodni, m.in krew umieszczoną w greckich szkatułkach nad kominkiem. Policjanci prowadzili już sprawcę do radiowozu, kiedy detektyw Scholmes zatrzymał ich i poprosił o krótką rozmowę z zabójcą.
- Cieszy się pewnie Pan, prawda? - nieoczekiwanie rozmowę zaczął morderca. - Mam na imię Manuel - kontynuował - Aurus to tylko moja ksywa. A zresztą, co Pana to obchodzi, prawda? Zabiłem ją, znaczy się Angelę, bo...
- Wiem, dlaczego ją zabiłeś. Ona cię zdradziła, ale jeśli myślisz, że to cię choć trochę usprawiedliwia i czyni twoją zbrodnię bardziej człowieczą, to się mylisz...
- Angela nie była moją żoną. Wzieła ślub z tym popaprańcem, którego zostawiłem z nią przy rzece. Niby taki mięśniak, ani umiał obronić siebie ani żony. Kiedyś chciałem, żeby była nią, ale ona się nie zgodziła. Wyśmiała mnie. Dla niej byłem nikim. Ona - wielka aktorka, grała w wielkich produkcjach, miała mnóstwo pieniędzy. Był cudowna, te jej włosy... doceniłem ich urok nie wtedy, kiedy za nią szalałem, ale dopiero w tej chwili, gdy poderżnąłem jej gardło. Włosy zalały się w krwi, tworząc rubinowy kolor. Cudowny widok. Była taka pokorna, bezsilna, powiedziałbym nawet nieśmiała...
- Dosyć. Idziemy! -przerwał opowiadanie strażnik, zabierając Manuela.
Po chwili znikli w policyjnym wozie, jadąc na wschód.


****
Odjechali. Zaczeło się zachmurzać. Wiatr lekko kołysał liście. Inspektor zapalił fajkę, mocno zaciągając się.
Herlock Scholmes znów miał przeczucie, że zdarzy się coś złego.
(fancy_packet)




Chcesz poczytać więcej? Kliknij: "Kryminalna Zagadka"
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/12 lat temu
Czego to ludzie nie wymyślą :-) jestem pod wrażeniem! Głosowałam na apoccalipsę za poczucie humoru.