Kryminał na lato, cz. VII

Kryminał na lato, cz. VII

Opracowawszy strategię, Dennis poczuł się lepiej. Wreszcie działał, choćby nawet potajemnie. Kiedy się nad tym zastanowił, zaczęło mu się to nawet podobać.
/ 03.09.2007 14:41
Kryminał na lato, cz. VII

(...)
Dennis przygotowywał się do wyjścia z biura. Wcześniej skontaktował się z firmą ochroniarską i umówił się, że w środę rano ktoś przyjdzie wymienić zamki. Oczywiście, Andrew Latham, który posiadał drugi komplet kluczy, musiał zostać o tym poinformowany. Dennis odkładał to przez cały dzień, ale teraz zobaczył, że Andrew ma już na sobie swój szpanerski biały trencz i pomaga Gail Fuller założyć żakiet.
– Halo! – zawołał przez opustoszały sekretariat. – Możesz mi poświęcić chwilkę?

Latham odwrócił się, a potem spojrzał z powrotem na sekretarkę. Na jego twarzy malowało się rozbawienie i rozdrażnienie, jakby Dennis był jakimś nad wiek rozwiniętym dzieckiem, które nadużywa jego cierpliwości. Powiedział coś cicho, żeby nie można go było podsłuchać, po czym Gail Fuller, chichocząc, wyszła.

– Właściwie już wychodziłem – powiedział, spotykając się w pół drogi z Dennisem i przysiadając na jednym z biurek. – Czy to sprawa nieznosząca zwłoki?
– Ja... yhm – Dennis odchrząknął. To głupie, że się denerwuje. – Zmieniam zamek w drzwiach do mojego biura, Andrew. I w drzwiach wejściowych.
– Zamek?
– W środę rano.
– Kurwa, po co?
Dennis zrobił się purpurowy. Przeklinanie uważał za coś wysoce niestosownego. Na początku swojej pracy w firmie Latham nigdy nie posunąłby się do takich słów. Postawa tego człowieka stawała się coraz jawniej pogardliwa.
– Na pewno przypominasz sobie ten niedawny incydent ze światłami, które w niewytłumaczalny...
– Chryste, chyba nie będziesz znów do tego wracać! Odbija ci. Następnym razem usłyszysz głosy w kaloryferach. – Odsłaniając zęby, wydał z siebie rżenie. Dennis, nie wiedząc, że to miał być śmiech, podskoczył. – Opanuj się, człowieku.
– Ponadto, ponieważ nigdy nie pojawiasz się w pracy przed dziesiątą, zamierzam oddać zapasowe klucze Fortune’owi. To osoba, na której mogę najbardziej polegać...
– Rób, co chcesz. Ja wychodzę. Ktoś na mnie czeka w winiarni. Nie chcę, żeby się rozmyśliła.

Dennis usiadł za biurkiem. Nigdy nie pił w biurze, ale na wypadek, gdyby jakiś klient spodziewał się poczęstunku, miał pod ręką sherry, wytrawne i słodkie. Wyjął Lustau Amontillado i nalał sobie rozsądną ilość do kieliszka. Myśli kołatały mu się po głowie, co mu się wcale nie podobało. Wolał zawsze zajmować się jedną sprawą naraz, poświęcać jej całą uwagę, zanim weźmie się za następną. Przysunął bliżej notatnik, odkręcił wieczne pióro i napisał: "1. Zmienić zamki". Potem starannie postawił przy tym punkcie ptaszka. W następnej linii napisał: "2. Wysłać paczkę". W paczce znajdował się "Królewski zbrojmistrz". Zamierzał ją wysłać rano, zwykłą pocztą. Sprawdził już, że ogłoszenie Kate pojawiło się w dzisiejszym wydaniu "Timesa", a adres do korespondencji w Slough ustalił telefonicznie.

Potem przypomniał sobie, że poprzedniego dnia rano zatelefonował do Mallory’ego i umówił się z nim na spotkanie na jutro po południu. Napisał: "3. Obiad w Appleby House/Spotkanie z Celandine Press". Ogromnie się cieszył, że się zaangażuje w nowe przedsięwzięcie. Był podekscytowany na myśl o tym, jaką reakcję wywoła powieść E. M. Walkera (inicjały i panieńskie nazwisko jego matki).


Dennis włożył koniec pióra do ust, a jego stopa gwałtownie stukała o podłogę. Pani Crudge mawiała w takich wypadkach, że "jest cały nagazowany". Wypił resztę sherry, żeby się uspokoić, i poszedł popatrzeć przez okno. Nie wszystko działało na niego uspokajająco. Pan Allibone zamykał sklep, zwijał rolety zupełnie tak samo, jak zaledwie cztery dni temu. Zauważył Dennisa, odsunął kciukiem swój słomkowy kapelusz na tył głowy i pomachał. Dennis uniósł niezdarnie dłoń i skinął głową w odpowiedzi. Wróciwszy do biurka napisał: "4. Zapytać panią C. o klucze".

W zeszły czwartek, gdy wrócił do domu, sprawdził tablicę w garażu i stwierdził, że brakuje zapasowych kluczy do drzwi wejściowych do budynku i do biura. Oczywiście przemknęło mu przez myśl, że może ktoś je zabrał w konkretnym celu. Nie mógł się jednak oprzeć wrażeniu, że byłoby to dość nieprawdopodobne. Garaż był zamykany na noc, a ponieważ dom stoi frontem do High Street, każdy, kto chciałby je zabrać, musiałby to zrobić w świetle dnia, ryzykując, że ktoś będzie przechodził obok i złapie go na gorącym uczynku. Prawdopodobnie, stwierdził Dennis, to on sam zabrał je stamtąd z jakiegoś powodu, a potem gdzieś położył.

Wracając myślą do pana Allibone’a, przypomniał sobie, jakie reperkusje miała ich czwartkowa rozmowa. Wrócił do biura z silnym postanowieniem sprawdzenia wszystkich kont, a potem poddał się po Harris-Tonkin (awionetki). Później przyszło mu do głowy czekać na rynku i wypatrywać kogoś, jakiegoś nieznajomego, który wchodzi do budynku. Zapala jego małą lampkę. Wciska swój nos, tak jak by to na pewno zrobił pan Allibone, w nie swoje sprawy. Dennis zrezygnował z realizacji tego planu po prostu dlatego, że był niepraktyczny. Zdawał sobie sprawę, że mógł tak siedzieć noc w noc, całymi miesiącami nawet, bez żadnych efektów. Ale teraz jest inaczej. Ktokolwiek to jest, ma teraz trochę więcej możliwości. Oczywiście nie wie o tym, więc pełnienie warty przy biurze w dalszym ciągu będzie miało niewielkie szanse powodzenia. Ale i tak warto spróbować.

Dni były teraz długie. Zakładając, że intruz nie ma prawa wchodzić do budynku, można wnioskować, że będzie czekać do zmierzchu albo i dłużej. A jeśli ma takie prawo? Co w sytuacji, gdy ktoś z jego personelu jakimś cudem wziął klucze, zrobił odciski i chciał popełnić przestępstwo?
Dennis musiał rozmówić się ze swoją wyobraźnią. Ostatnio jej pomysły stawały się coraz bardziej nie z tej ziemi, a poza tym zaczęła się wymykać spod kontroli. Kolejny raz zrzucił wszystko na pisanie powieści, zastanawiając się przy tym, czy zamykając się na dłuższy czas w innym świecie, można poważnie uszkodzić własne poczucie rzeczywistości.

Przez chwilę się zastanawiał, a potem poważnie zadecydował, że tak, będzie kontynuował eksperyment. Wróci do Causton dość wcześnie, na wszelki wypadek. Postanowił, że zaczeka w Magpie po drugiej stronie placu. Będzie miał stamtąd dobry widok na NatWest Bank, a gdy się ściemni, będzie mógł prowadzić obserwacje z samochodu.

Opracowawszy strategię, Dennis poczuł się lepiej. Wreszcie działał, choćby nawet potajemnie. Kiedy się nad tym zastanowił, zaczęło mu się to nawet podobać. Chociaż był zadowolony ze swojego życia, to jednak bezsprzecznie brakowało w nim czegoś ekscytującego. Przygoda, nawet najskromniejsza, niewątpliwie doda mu nieco smaczku.
(...)

Fragment pochodzi z książki Caroline Graham, "Duch w machinie", przeł. Anna Sawicka-Chrapkowicz, wydawca: GWP, data premiery: 20.09.2007. Dodatkowe informacje na blogu: midsomer.blox.pl






Lubisz takie opowieści? Stwórz własną historyjkę z dreszczykiem! Czytaj i pisz
: kryminalne zagadki internautów
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)