Karen Quinn "Opowieści Ivy" - fragment 3.

Konkurs! Konkurs! Konkurs! Do wygrania 10 egzemplarzy książki!

Usiadłam i zaczęłam czytać.

DO: Konrad Kavaler
OD: Drayton Bird
DOTYCZY: Propozycja restrukturyzacji

Cieszę się, że popierasz moją propozycję połączenia działu marketingu z moim. Wczoraj rozmawiałem z Ivy Ames, która uważa, że to wspaniały pomysł. Pozwoliłem sobie opracować wstępny plan (poniżej). Załączam również nowy schemat organizacyjny oraz rachunek zysków i strat wykazujący oszczędności, jakie osiągniemy dzięki tej fuzji. Spotkałem się też z ludźmi z działu kadr i do dziesiątej otrzymasz wyliczenie odprawy dla Ivy i jej bezpośrednich podwładnych.
Jeśli wyrażasz zgodę, daj mi znać. Proponuję ogłosić to jak najszybciej, żeby zacząć od razu po Nowym Roku, ale oczywiście decyzja należy do ciebie.

2. Zwolnienie
Nienawidziłam swojej pracy – taka była naga prawda. Nudziła mnie od samego początku i nic się przez te wszystkie lata nie zmieniło. Co jednak nie oznaczało, że chciałam ją stracić. Szybko, szybko, myśl. Jak mogę zachować pracę? Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu mojego wysłużonego egzemplarza "Sztuki wojny". Musi tam być jakaś strategia na podobną okoliczność. Może mogę coś jeszcze zrobić. Jak generał George A. Custer. Cholera, już na to za późno! Nie było sensu się oszukiwać. Wystarczająco często byłam świadkiem podobnych scenariuszy, żeby zrozumieć, że moja kariera w Myoki dobiegła właśnie końca. Zwłaszcza że sama nie raz zastawiałam podobne pułapki na swoich rywali. Kiedy kadry przygotowały już wydruk czyjejś odprawy, nie było odwrotu.
Czy to się dzieje naprawdę? Jeszcze w zeszłym roku razem z Cadmonem wyciągaliśmy prawie dwa miliony rocznie. Mieliśmy wspaniałe mieszkanie przy Park Avenue, nianie przez siedem dni w tygodniu, wynajmowaliśmy też domek w Southampton. A później, w marcu, zwolnili Cadmona i zostałam jedynym żywicielem rodziny. Tak przywykliśmy do naszego wystawnego życia, że nie obniżyliśmy standardu, pewni, że lada dzień Cadmon znajdzie nową pracę.
Nie znalazł.


Podeszłam do komputera i z postanowieniem znalezienia koniecznych oszczędności otworzyłam arkusz kalkulacyjny z naszym budżetem. Zobaczmy…
Hipoteka (120 000 dolarów), podwójne czesne (50 000), datki na cele charytatywne (25 000), korepetytorzy (15 000), przyjęcia urodzinowe (22 000), obóz letni (14 000), prywatne lekcje (20 000), domek w Southampton (60 000), wyjazdy na narty (15 000), samochody i garaż (35 000), ubrania, pralnia chemiczna, krawiec (50 000), osobiści trenerzy, joga, dietetyk (28 000), rozrywka, kwiaty, katering (60 000), psie przedszkole, masaż, strzyżenie i specjalne sushi dla Sir Eltona (24 000), moje włosy (12 000), moje paznokcie (5200), mój analityk (24 000), mój trener energii życiowej (18 000), nianie i pokojówka (74 000), botoks, kolagen i laserowy lifting (18 000), napiwki i upominki dla pracowników (4000) oraz całe mnóstwo innych wydatków, jak żywność, ubezpieczenie, energia elektryczna, telefon, kablówka, opieka medyczna – wszystkie te nudne, ale, niestety, niezbędne rzeczy, które łącznie dają
niebagatelną sumę. Przybita obezwładniającym poczuciem straty, miałam świadomość, że dłużej na takie życie nie możemy sobie pozwolić. Co gorsze, oboje z Cadem zawsze fatalnie znosiliśmy wszelkie poświęcenia. Nie miałam pojęcia, co mogłabym z naszego budżetu usunąć.

Siedziałam i tępym wzrokiem wpatrywałam się w jeden punkt. W oczach zebrały mi się łzy i popłynęły strumieniem po twarzy, a w gardle utkwiła mi kula wielkości piłki golfowej. Przestań płakać. Przestań płakać. Zachowuj się jak człowiek dorosły.
Z otępienia wyrwał mnie dźwięk telefonu. Odetchnęłam głęboko i podniosłam słuchawkę.


Dzwonił sekretarz-autor piosenek.

– Konrad chce cię widzieć. Możesz przyjść za pięć minut?
– Jasne – odpowiedziałam. – Leki?
– Dwie godziny temu – powiedział.

Na sześćdziesiątym Konrad kazał mi czekać przez pół godziny.
– Cóż, jak widzę popierasz połączenie twojego działu z działem Draytona – bez zbędnych wstępów zaczął Konrad. – Cieszę się, że grasz w drużynie i jesteś skłonna do poświęceń. – Kierownictwo Myoki lubowało się w sportowych porównaniach.
– Hm… niezupełnie, Konradzie. Drayton poprosił, żebym przez tydzień zastanowiła się nad tą propozycją i ja…
– To znaczy, że nie powiedziałaś Draytonowi, że uważasz pomysł za dobry? – zapytał Konrad.
– Nie, powiedziałam, że pomysł mi się podoba, ale chciałam to z nim przedyskutować. Rzecz w tym, że on nie mógł, bo wyjeżdżał z miasta…
– Co ty opowiadasz? Widziałem się z nim wczoraj wieczorem. Nie przeinaczaj faktów, Ames. Tak czy inaczej, chodzi o to, że muszę kogoś zwolnić, żeby zaoszczędzić te pięć milionów, a to jest najlepszy sposób, zgodzisz się ze mną?
– Cóż, oczywiście najlepiej jest kogoś zwolnić, ale moi ludzie nie najlepiej się do tego nadają. Drayton chce zatrudnić patałachów, którzy z biedą mówią po angielsku – powiedziałam, posługując się porównaniem, jakie, według mnie, mogło do niego trafić.
– Ivy, w całym banku obniżamy jakość ze względów oszczędnościowych. Nikt z nas nie jest niezastąpiony. Czasy są ciężkie. Musimy szukać nowych paradygmatów, burzyć stare granice, myśleć przyszłościowo, zrywać nisko rosnące owoce, podejmować właściwe decyzje, rzucać się na miecze…
– Oczywiście – wybąkałam. Zapomniałam już, do jak głębokich przemyśleń jest zdolny Konrad.
– Jeśli będziesz potrzebowała referencji – ciągnął Konrad – daj mi znać. I wiesz, co powiem? Powiem, że jesteś najlepsza. Niewielu pracowników postawiłoby interes banku, banku, który wszyscy kochamy, przed swoim. Jesteś rzadkim okazem, Ivy Ames.
– Rany, Konrad, wielkie dzięki. – Zawahałam się, po chwili jednak powiedziałam, co mi leżało na sercu. Co mi w końcu może zrobić, zwolnić mnie? – Czy mogę o coś zapytać?
– Oczywiście – odparł, przybierając minę zatroskanego szefa.
– Wydaje mi się, że już od dłuższego czasu planowałeś mnie zwolnić – wypaliłam.
Jego milczenie potwierdziło moje podejrzenia.
– Skoro tak, jak mogłeś pozwolić, żebym zaharowywała się na śmierć przy projekcie „Bull Chip”, wiedząc, że i tak położysz moją głowę pod topór przed Bożym Narodzeniem? – zapytałam. – Teraz nie dostanę premii. Dwie trzecie mojego wynagrodzenia to premia. Moja rodzina potrzebuje tych pieniędzy.
– Ivy, Ivy, Ivy – rzekł. – Gdybym pół roku temu powiedział ci, że zastanawiam się nad twoim zwolnieniem, w życiu nie pracowałabyś tak ciężko nad „Bull Chip”. No, sama powiedz?
– A twoje sumienie spokojnie na to pozwoliło, prawda? – drążyłam temat.
– Sumienie? – Konrad zmieszał się na chwilę. – Ivy, to jest biznes. Poza tym może i miałaś spory wkład w projekt, ale to moja wizja wszystko zapoczątkowała. To było prawdziwe osiągnięcie. Które powinno i które będzie nagrodzone.
A ponieważ nie otrzymasz premii, gdybyś kiedykolwiek potrzebowała rekomendacji, nie omieszkam powiedzieć, jaką wspaniałą pracę wykonałaś. Dzięki tobie bank oszczędził co najmniej sto milionów dolarów. Powinnaś to umieścić w swoim CV – dodał uprzejmie.

Po policzkach znowu popłynęły mi gorzkie łzy. Nie mogłam ich powstrzymać. Odrzucenie zawsze napawało mnie smutkiem, nigdy złością. Konrad podsunął mi ozdobioną monogramem chusteczkę wyjętą z kieszonki marynarki. Z głośnym trąbieniem wypróżniłam w nią nos. Tak długo w nią smarkałam i wycierałam oczy, aż stała się zupełnie mokra i oślizgła.

– Dzięki – powiedziałam, zwracając mu ją do ręki. Trochę go to obrzydziło, ale nawet się nie skrzywił, nie ważąc się okazać choćby cienia słabości.

W dziale kadr wszystko przebiegło równie uroczo. Przysługiwała mi jedynie odprawa czternastotygodniowa.
– Nowe przepisy – oznajmił darmozjad. – Polityka odpraw uległa zmianie. Musiałabyś być wiceprezesem wyższej rangi, żeby za każdy rok pracy przysługiwał ci miesiąc odprawy. Tobie przysługuje tydzień za każde przepracowane dwanaście miesięcy. Nie dostałaś okólnika? Musisz także podpisać dokument, że przed otrzymaniem pełnej kwoty nie będziesz nas skarżyć o nieuzasadnione zwolnienie.


Kiedy szłam do windy, wpadłam na Draytona.
– Mam nadzieję, że nie chowasz urazy – odezwał się z przesadnie współczującym uśmiechem i wyciągnął rękę.
– Bardzo miło wspominamy z Sassy nasz wspólny wieczór i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś go powtórzymy. Jasne, Draytonie, na pewno lada dzień do ciebie zadzwonię, żeby się umówić na kolację.
– Skądże, o żadnej urazie nie ma mowy – odparłam z uśmiechem, ściskając jego wilgotną, choć starannie wypielęgnowaną dłoń. Fuj! Paznokcie miał pomalowane bezbarwnym lakierem. – Bardzo się cieszę, że będę mogła spędzać więcej czasu w domu z dziećmi. Wyświadczyłeś mi przysługę, Draytonie. – Nacisnęłam przycisk przywołujący windę.
– Ach tak… wspaniale… wspaniale. Muszę przyznać, Ivy, że dobrze się spisałaś. Ogólnie rzecz biorąc, podziwiam sposób, w jaki to załatwiłaś. Ale zadzwoń do mnie, gdybyś czegoś potrzebowała, czegokolwiek – powiedział z fałszywą troską.
W tej chwili naprawdę marzyłam, żeby zrobić temu facetowi jakąś krzywdę. Kopnąć go w jaja. Walnąć w gębę. Wepchnąć mu moje wielkie pióro Montblanc do nosa, przebić mózg, doprowadzając jego ciało do paraliżu, żeby resztę życia spędził jako warzywo. Ale strażnik nie spuszczał mnie z oka, poza tym dopuszczając się aktu przemocy, złamałabym kardynalną zasadę zwalnianych pracowników – nie pal
za sobą mostów. Powstrzymałam się więc.

Przeczytaj recenzję książki.

Zobacz także:
Odcinek 1

Odcinek 2

Odcinek 4

Konkurs! Konkurs! Konkurs!
Do wygrania 10 egzemplarzy książki "opowieści Ivy".
Proszę odpowidzieć na pytanie:

Jak się nazywał bank, w którym do niedawna pracowała Ivy?


Prawidłowa odpowiedź: Myoki

1. Grzegorz Wielgosz, Siedlce

2. Marta Malordy, Siemianowice Śląskie

3. Julia Rakowiak, Warszawa

4. Agnieszka Gozdecka, Biłgoraj

5. Aleksandra Szczepanik, Wilcza

6. Daniela Dąbrowska, Kraków

7. Grzegorz Firlej, Warszawa

8. Barbara Sobczyk, Kwidzyn

9. Jerzy Lewandowski, Krynica Morska

10. Krzysztof Szklarek, Rudniki

Książki wyślemy pocztą. Gratulujemy!
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)