John Lennon we wspomnieniach

Ta książka nie miała być kolejną próbą odnalezienia obiektywnej prawdy o Johnie Lennonie, ale raczej kolażem prawd subiektywnych.
Najważniejszy z Beatlesów w oczach gwiazd i przyjaciół. Na wspomnienia namówiono zarówno tych, którzy pamiętali go w krótkich spodniach, jak i tych, którzy (jak Alicia Keys) urodzili się po jego śmierci.

Paradoksalnie najciekawsze są przemyślenia ludzi, którzy z Johnem zetknęli się przelotnie albo wcale. Jak Jello Biafra, który w zabawny, ale wiarygodny sposób dowodzi, że Lennon był prawdziwym punkowcem. Pozostali – rodzina, przyjaciele – zwykle nie potrafią wyjść poza garść wyświechtanych anegdot i emocjonalnych ogólników. Rozczarowują gwiazdy. Bono nabazgrał karykaturę Lennona, Peter Gabriel przysłał kiepski wiersz, a James Brown spisał na kolanie kilka ogólników. Całe przemyślenia Dennisa Hoppera na temat lidera The Beatles zamknęły się w zdaniu: „Wszystkie moje wspomnienia tkwią w muzyce”, a Normana Mailera stać było na trzy słowa: „Straciliśmy duchowego geniusza”. W powstanie książki zaangażowała się Yoko Ono, pewnie chcąc sprawdzić, czy pamięć o Johnie jest wciąż żywa. Tej na pewno było miło, kiedy zaganiani giganci zatrzymywali się na chwilę, by pokłonić się jej ukochanemu. Niestety, nadmiar kurtuazji
przesłonił prawdę o człowieku i znów nie dowiedziałem się, czemu Lennon wielkim artystą był.

Jarek Szubrycht/ Przekrój

„John Lennon we wspomnieniach”, Zysk i S-ka, Poznań 2006
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)