Jeanette Winterson „Brzemię”

Książka uwodzi liryzmem i zmysłowością, przepiękne są zwłaszcza opisy miłości Gai i Posejdona.
Postać tytana Atlasa przypomina się zwykle przy okazji opowieści o 12 pracach Heraklesa. Jak wiadomo, jedna z nich polegała na zdobyciu złotych jabłek z ogrodu Hesperyd.
Herakles musiał zastąpić Atlasa w wykonywaniu kary, czyli przejąć kosmos spoczywający na Atlasowych barkach. Dla skazańca była to okazja, by wreszcie pozbyć się brzemienia. Dał się jednak przechytrzyć Herkulesowi i dlatego zapisał się w micie jako głupiec. Czy Atlas był głupi, czy przede wszystkim odpowiedzialny? – pyta Winterson w swojej powieści. I rehabilituje tytana. W jej ujęciu bóg staje się postacią tragiczną. Przede wszystkim dlatego, że choć zdaje sobie sprawę z bezcelowości swojego cierpienia, znosi je z pokorą. Dlatego obok Prometeusza okazuje się najbardziej ludzkim z olimpijczyków. By to podkreślić, pisarka dodaje do tej historii opowieść o własnym brzemieniu. Chodzi tu o sieroctwo i odrzucenie, a więc cierpienie bez winy. „Brzemię” uwodzi liryzmem i zmysłowością, przepiękne są zwłaszcza opisy miłości Gai i Posejdona. Z poezją przypisaną do wątku tytana kontrastuje rubaszny humor, z jakim potraktowana została sylwetka drugiego bohatera. Obie tonacje doskonale ze sobą współgrają. Krótko mówiąc, kolejna udana realizacja w cyklu „Mity”.

Marta Mizuro

Jeanette Winterson „Brzemię”, przeł. Zbigniew Batko, Znak, Kraków 2006
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/13 lat temu
Fajna książka, świetna seria