Jak być szczęśliwym

Naucz się czerpać radość z życia. Na czym polega szczęście? Co sprawia, że czujemy się szczęśliwi? Inni ludzie, sukces, bogactwo? Poszukując odpowiedzi na te pytania, grupa specjalistów z różnych dziedzin przeprowadziła w angielskim miasteczku Slough przełomowy eksperyment społeczny
/ 27.02.2007 10:15
Liz Hoggard

Naucz się czerpać radość z życia. Na czym polega szczęście? Co sprawia, że czujemy się szczęśliwi? Inni ludzie, sukces, bogactwo? Poszukując odpowiedzi na te pytania, grupa specjalistów z różnych dziedzin przeprowadziła w angielskim miasteczku Slough przełomowy eksperyment społeczny (na jego podstawie powstał popularny serial BBC Making Slough Happy).

Wraz z mieszkańcami wcielali w życie założenia fascynującej "nauki o szczęściu", opartej na najnowszych odkryciach medycyny, psychologii i nauk społecznych. Okazało się, że to nie worki pieniędzy, sukces zawodowy, sława ani władza zapewniają szczęśliwe życie, lecz proste przyjemności: rodzina, przyjaciele, miłe otoczenie, seks z ukochaną osobą czy mniej stresująca droga do pracy. Ponadto szczęście jest... umiejętnością, której można się nauczyć jak gry na instrumencie czy jazdy na rowerze.

Recenzja
Półki w naszych księgarniach uginają się od wszelkiego rodzaju poradników. Jak gotować na parze, jak kochać swoje dziecko, jak być pracownikiem roku, jak wyjść za mąż, jak się rozwieść, jak się uczyć, jak odpoczywać, jak... jak... jak... Przyznam, że nie cenię tego typu książek, po kilku przygodach z poradnikami wyrobiłam sobie opinię, że większość z nich to „psychologia dla ubogich”, zbiorki durnych rad, albo oczywistych prawd, które wszyscy znamy, a których, czy z poradnikiem czy bez, nijak nie umiemy zastosować we własnym życiu. Dlatego książka Liz Hoggard „Jak być szczęśliwym” (przekład Ewelina Jagła, Dom Wydawniczy Rebis Poznań 2006) wydawała mi się poradnikiem nad poradnikami, poradnikiem - matką, w której dziennikarka „The Observe”, „The Guardian” i „The Independent” znalazła odpowiedź na pytanie, które od tysięcy lat zadają sobie filozofowie, duchowni, artyści. Jednym słowem - można spodziewać się po niej wszystkiego najgorszego. Z przekory postanowiłam po nią sięgnąć.

Książka mile mnie zaskoczyła.

„Jak być szczęśliwym” to nie kolejne „Jak zdobyć mistrzostwo świata i okolic w weekend”. Jest to książka o nowej gałęzi psychologii, która powstała pod koniec lat 90 – tych w USA i Wielkiej Brytanii – nauce o szczęściu czyli psychologii pozytywnej.
Psychologia pozytywna wywodzi się z psychologii tradycyjnej, ale o ile ta zajmowała się psychiką człowieka pod kątem pomocy w stanach krytycznych, depresyjnych i doprowadzenia jej do normy, do stanu neutralnego, o tyle psychologia pozytywna idzie o krok dalej. Wychodzi z założenia, że łącząc wiedzę z różnych dziedzin: neurobiologii, psychologii, medycyny, pedagogiki i nauk społecznych, można pomóc człowiekowi osiągnąć stan zadowolenia i spełnienia, stan wewnętrznego poczucia, że nasze życie zmierza w dobrym kierunku – czyli szczęście.

Książka zawiera przystępny opis podstaw nauki o szczęściu (z którego wynika, że seks, sława i pieniądze dają nam jedynie przyjemność, ale nie szczęście, a pasterz z Afryki Wschodniej może czuć się tak samo szczęśliwy jak Amerykanin z czołówki najbogatszych z listy Forbesa) ale także opisuje eksperyment społeczny przeprowadzony w 2005 roku w brytyjskim miasteczku Slough. Jego celem było sprawdzenie „na żywym organizmie” teorii psychologii pozytywnej. Przez trzy miesiące twórcy nowej nauki, która mówiąc szczerze jest dla mnie odkryciem z serii: „jak to się stało, że nikt wcześniej na to nie wpadł?!” przebywali w statystycznym podlondyńskim miasteczku, gdzie przeprowadzali proste, ale jak się okazało efektywne eksperymenty, i prowadzili zajęcia, których celem było uszczęśliwienie mieszkańców (telewizja BBC zrealizowała o tym serial).

„Jak być szczęśliwym” to nie książka, którą czyta się jednym tchem. To raczej podręcznik, w którym rozdziały omawiające poszczególne składniki dobrego samopoczucia – przyjaźń, miłość, pasję, kontakt ze zwierzętami, aktywność fizyczną, udany seks - przeplatane są wskazówkami, jak ulepszyć swoje życie w tych aspektach (są tam między innymi przepisy na potrawy, których składniki podniosą w naszym organizmie poziom szczęścia), zawiera też testy, miejsce na własne notatki.

Ale to co w niej najbardziej odkrywcze, to teza, że szczęście nie jest nam dane, że się nam nie przytrafia, ale bycia szczęśliwym można się nauczyć, wyćwiczyć, tak jak nauczyć się można jeździć na rowerze czy pływać. To bardzo optymistyczne, prawda? Liz Hoggard nie daje gotowych recept, ale pokazuje, w jaką stronę być może należy iść, by odpowiedzieć sobie na tytułowe pytanie.

Książka zawiera indeks nazwisk i rzeczy, co ułatwia korzystanie z niej, oraz kilka stron adresów poradni psychologicznych w Wielkiej Brytanii, ale także i w Polsce.
Polecam Wam tę książkę i sama zabieram się za ćwiczenia ze „szczęściologii”.

Iga
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/04.04.2009 12:49
żeby być szczęślowym trzeba być po prostu sobą :-)