Historie cmentarne

Zabawa jest przednia, choć często grozą wieje jak w filmach Hitchcocka albo powieściach Ann Radcliff.
Borysa Akunina przedstawiać nie trzeba. Dwie serie jego kryminałów z niejakim Fandorinem i niejaką Pelagią w rolach głównych zrobiły już u nas karierę (podobnie jak na świecie). Ale kto zna Grigorija o niewymawialnym nazwisku Czchartiszwili poza rosyjskimi orientalistami i czytelnikami słynnego moskiewskiego pisma „Inostrannaja Literatura”, którego jest szefem?

Grigorij Niewymawialne Nazwisko to naukowiec literaturoznawca, japonista, badacz kultur. Któregoś dnia siadł i dla zabawy (pozazdrościł Umbertowi Eco?) napisał powieść sensacyjną. Nadał jej dziwny tytuł „Azazel”, a u góry wpisał autora: Borys Akunin. Parę lat naukowiec i powieściopisarz działali osobno, ale długo nie wytrzymali. Grigorij zafascynowany kulturą starych cmentarzy i ich poniektórymi sławnymi mieszkańcami zaczął pisać eseje o wybranych nekropoliach: moskiewskim Dońskim, londyńskim Highgate, paryskim Pere-Lachaise, Cudzoziemskim w Jokohamie, nowojorskim Greenwood, jerozolimskim na Górze Oliwnej. A rozrywkowy Borys podopisywał do tych esejów równie inteligentne i błyskotliwe opowiastki związane z konkretnymi mieszkańcami grobów. Zabawa jest przednia, choć często grozą wieje jak w filmach Hitchcocka albo powieściach Ann Radcliff. Spyta ktoś, czy to uchodzi – hece sobie robić ze śmiertelnych tematów? Otóż Borys-Grigorij hec nie robi, tylko uważa, że na cmentarzu można niekoniecznie zaraz szlochać, ale i rozmawiać z wieloma świetnymi ludźmi, którzy tylko w pewnym sensie znikli nam z oczu.

Igor Kościelniak/ Przekrój

Borys Akunin, Grigorij Czchartiszwili „Historie cmentarne”, przełożył Wiktor Dłuski, Noir sur Blanc, Warszawa 2006
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)