Drew Lerman „Magiczne miasto”

Wspaniały debiut szesnastolatka, uhonorowany prestiżową nagrodą Printz Prize. Współczesna wersja „Buszującego w zbożu” Salingera.
/ 02.02.2007 13:38
Henry, Bill, Beka, Rachela i Charlie, nowy przyjaciel Henry’ego w wolnym czasie włóczą się po Miami, chodzą do kina, na siłownię. Charlie, uważa, że istnieją trzy kategorie ludzi: dupki, frajerzy i spoko kolesie. Do której należy Henry, główny bohater, narrator tej niezwykłej powieści?

Henry cierpi. Cierpi z powodu stresu, jaki przeżył podczas huraganu, który zdarzył się, gdy był sam w domu. Bardzo przeżywa to, że nie potrafi podjąć decyzji w relacjach z dziewczynami. Cierpi, bo Charlie Brickle, cieszy się, widząc go cierpiącego.
Charlie mówi, że cierpienie to część życia. Henry chciałby uwierzyć, że to prawda. Chce myśleć, że do życia trzeba podchodzić z dystansem. Chce być przekonany, ze życie jest nic nie warte, że on sam ma w życiu przerąbane. Henry musi wiele przemyśleć, zanim zrozumie, że nie można koncentrować się tylko na swoich problemach i uciekać w tony pigułek antydepresyjnych. Powoli zwalcza swój egocentryzm i odnajduje się w swoim magicznym mieście. Książka ciekawa, ambitna, na wysokim poziomie literackim. Aż trudno uwierzyć, że napisał ją szesnastolatek.

Drew Lerman o sobie: Zastanawiam się, czy jestem już zawodowym pisarzem? Jestem studentem college’u w Darmouth w Hanoverze w USA. Moja książka jest o moich rówieśnikach dorastających w Miami. Niektóre fragmenty są całkiem zabawne dla tych, którzy lubią śmieszne rzeczy, inne są zabawą językiem, dla tych których bawi młoda postmodernistyczna proza. Lubię spotykać się ze wszystkimi, którzy nie są sztywniakami.


Drew Lerman „Magiczne miasto”, Philip Wilson, premiera wydawnicza 23 lutego 2007
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)