„Nasierowska. Fotobiografia” - We-Dwoje.pl recenzuje

Dobrze sprzedaje się wszystko, co ocieka erotyzmem lub skandalem. Podczas gdy media swą uwagę skupiły na „Nocniku” Andrzeja Żuławskiego i domysłach, ile prawdy zawiera fikcja literacka, biografia Zofii Nasierowskiej, autorstwa Zofii Turowskiej, umknęła uwadze wielu czytelników. Może dlatego, że jej wydaniu nie towarzyszył podobny rozgłos jak książce „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego? Bo też… ani tu romansów, ani skrywanych tajemnic rodzinnych! Czym więc się zachwycać?
Dobrze sprzedaje się wszystko, co ocieka erotyzmem lub skandalem. Podczas gdy media swą uwagę skupiły na „Nocniku” Andrzeja Żuławskiego i domysłach, ile prawdy zawiera fikcja literacka, biografia Zofii Nasierowskiej, autorstwa Zofii Turowskiej, umknęła uwadze wielu czytelników. Może dlatego, że jej wydaniu nie towarzyszył podobny rozgłos jak książce „Kapuściński non-fiction” Artura Domosławskiego? Bo też… ani tu romansów, ani skrywanych tajemnic rodzinnych! Czym więc się zachwycać?

Nasierowska? Powinnam znać? – z lekkim wahaniem w głosie spytała koleżanka, widząc potężnych rozmiarów tomisko na moim biurku. Rozumiem, że można nie kojarzyć dziś nazwiska, a jednak naprawdę szkoda nie znać twórczości pani Zofii. Portrety jej autorstwa kiedyś zdobiły okładki „Ekranu”, „Zwierciadła”, „Kobiety i Życia”, „Filmu” czy „Przekroju”, zaś adres warszawskiego atelier dobrze znany był także poza stolicą. Pani Nasierowska zasłynęła z umiejętności wydobywania ze swoich modeli urody, tajemniczości i subtelności. „Była kimś w rodzaju nadwornego„Nasierowska.
Fotobiografia” - We-Dwoje.pl recenzuje kronikarza piękności, sław, znakomitości artystycznego środowiska, niczym dawni dworscy malarze i poeci” – pisze Turowska. Tak jak Hans Holbein pędzlem malował rodzinę króla Henryka VIII, tak pani Zofia, za pomocą świateł, półcieni i starannie dobranej kompozycji, „malowała” na kliszy ludzkie twarze. A przy tym, jak umiejętnie zatrzymywała czas w kadrze! Bez względu na to, czy pozowała Barbara Kwiatkowska, Grácia Kerényi, Krystyna Sienkiewicz, Krystyna Janda czy Barbara Brylska, efekt zaskakiwał często sama fotografowaną. To na pewno ja? Ta delikatnej urody, śliczna twarzyczka? Nie, niemożliwe…

Zofia nie z przypadku zainteresowała się fotografią – duży wpływ miał tu jej ojciec, który wprowadził ją w tajniki robienia zdjęć. „Od dziecka chłonęła wiedzę o oświetleniu, komponowaniu, o bajecznym urządzeniu – aparacie fotograficznym, wrastała w sprawdzone, gotowe rzemiosło, miała pewną rękę i pewne oko”. Z pewnością było jej łatwiej zaistnieć, ale swoją pozycję na rynku zawdzięczała tylko i wyłącznie ciężkiej pracy oraz talentowi. Już pierwsza wystawa, lub też raczej skromna ekspozycja prac, okazała się sukcesem. „Precyzyjna technika w służbie piekielnej bystrości spojrzenia” – napisał krytyk filmowy, Jerzy Płażewski, zachwycając się głównie reportażem obyczajowym Nasierowskiej. Artystka miała wówczas…22 lata! Prawdziwa sława przyszła kilka lat później. W pewnym momencie „zapanowała moda na Nasierowską, na piękno, zalotność i romantyzm uchwycone na jej portretach”. Owszem, bywali tacy, którym jej sposób postrzegania świata i ludzi nie odpowiadał. Byli jednak w mniejszości. Być uwiecznionym na fotografii przez Nasierowską oznaczało, że jest się kimś. A że artystka poszła w komercję? „Reportaż nie jest moim powołaniem. Ulica mnie peszy, myślę, że każdy mi się przygląda, a ja podpatruję ludzi, co nie jest łatwe” – tłumaczyła swój wybór. I na wiele lat zaszyła się w swoim prywatnym atelier.

Lubię przeglądać zdjęcia Zofii Nasierowskiej. Część z fotografii, których w książce udało się zebrać przeszło 400, miałam okazję widzieć na jednej z wystaw, inne były mi do tej pory nieznane. Choć pani Nasierowska odnalazła się najlepiej w fotografii studyjnej, znana też była jako autorka ciekawych reportaży. Cykl rodzinny „Z wizytą u moich przyjaciół”, „Dzieci” oraz zdjęcia z podróży to doskonały obraz socjologiczny czasów, które minęły bezpowrotnie. Choroba oczu spowodowała jednak, że po trzydziestu pięciu latach Zofia Nasierowska odłożyła aparat na półkę. Nie, nie przeszła na emeryturę. W tym momencie rozpoczął się kolejny rozdział jej życia – równie fascynujący jak ten wcześniejszy. Z głośnej i zatłoczonej Warszawy pani Zofia, wraz z mężem, znanym reżyserem, Januszem Majewskim, przenieśli się na Mazury, by otworzyć pensjonat „Moreny”. Jak to możliwe, że znów artystka osiągnęła sukces?

W „Fotobiografii” słowo przeplata się wciąż z zapisem chwil uchwyconych na kliszy fotograficznej przez Nasierowską. Nie jest to jednak typowa biografia. Choć zachowana jest pewna chronologia wydarzeń, znaną artystkę poznajemy głównie z wypowiedzi innych osób oraz jej własnych wspomnień. W pierwszej, obszerniejszej części, zatytułowanej „Czas młodości”, Turowska koncentruje się na przybliżeniu nam Nasierowskiej-artystki, której to uślicznione, cukierkowe zdjęcia (jak je określali co niektórzy) cieszyły się tak olbrzymią popularnością. Autorka nie pomija ważniejszych wątków z życia prywatnego pani Zofii, jednak poświęca rodzinie znacznie mniej miejsca jak pracy zawodowej. Druga część, „Wiek dojrzały” utrzymana jest już w nieco innym tonie. To opowieść o powstawaniu „Moren” – miejsca, gdzie dziś przyjeżdżają ci, którym marzy się ucieczka od gwaru wielkiego miasta. Wszak pani Nasierowska na emeryturę jeszcze nie przeszła, a jej talenty kulinarne i scenopisarskie są dziś równie dobrze znane jak kiedyś zdjęcia.

„Co za ciało,
Co za biust,
Wykrój ust, szyja boska…
Nasierowska,
Nasierowska
Zaspokaja mas elitarny gust” - pisał kiedyś Ryszard Marek Groński. Cieszy fakt, że legenda polskiej fotografii portretowej powróciła w tak ciekawym wydaniu… można przez chwilę porozpieszczać zmysły!

cyt.: „Nasierowska. Fotobiografia” Zofia Turowska /Wydawnictwo Marginesy

Anna Curyło
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)