POLECAMY

'39,9"

„Co zrobić z ciałem, kiedy staje się karykaturą ciała? Co zrobić z sobą, kiedy stanę się karykaturą siebie?” – pyta swój dziennik główna bohaterka.
„Co zrobić z ciałem, kiedy staje się karykaturą ciała? Co zrobić z sobą, kiedy stanę się karykaturą siebie?” – pyta swój dziennik główna bohaterka.

Pyta, choć doskonale wie, że on nie udzieli jej odpowiedzi na żadne pytanie. Sama musi ruszyć na wędrówkę w głąb siebie, by poznając tajniki swej duszy, tłumione myśli i obawy czy też skrywane rodzinne sekrety, odkryć swoją tożsamość i odszukać własne miejsce w świecie. Zastanawiając się nad istotą oraz sensem bycia (i od wieków nurtującymi filozofów: kim jestem? skąd się wziąłem? dokąd zmierzam?) bohaterka powieści cofa się w świat wspomnień, by ze strzępków, jakie utkwiły w jej pamięci, zbudować postać dojrzałej, wewnętrznie pewnej siebie i pogodzonej z losem, kobiety tuż przed czterdziestką.
39,9. Piękny wiek, kiedy powoli dociera do nas, że nic już nie musimy udawać, do nikogo też na siłę się dostosowywać. Ale 39,9 to również podwyższona temperatura – rozgorączkowane ciało, chaos myśli, ciągłe wahania nastroju i niepewność jutra. '39,9

Właśnie 1 stycznia ogarnia nas największa gorączka… ta noworocznych postanowień. Schudnę, przestanę być naiwna, dojrzeję, odmłodnieję – potok słów głównej bohaterki wydaje się nie mieć końca, gdy spisuje (jeszcze na posylwestrowym kacu) plany i oczekiwania względem nowego roku. Chwilę potem zerka w lustro. Ostry to krytyk. Ciało przechowuje zawsze w sobie ślady przeszłości, w świetle dnia zaś każda blizna, każdy szew, każda fałdka wydają się drwić z naszego naiwnego przekonania o własnej doskonałości.

Bohaterka zerka w lustro, i… zerka w siebie. Budzi się w niej mała dziewczynka, która wiele lat wcześniej wciąż szukała czegoś, lub za czymś tęskniła. Śledzimy jej walkę o akceptację rodziców, ciągłe próby dopasowania do zmieniającego się otoczenia, wieczne poprawianie siebie, ale też narastający w środku bunt. Kimkolwiek jednak nie była, zawsze była kimś innym. „Kiedy skrzywił mi się kręgosłup, byłam Pawlikowską-Jasnorzewską, kiedy okazało się, że mam nieproporcjonalnie długie nogi, usłyszałam o nogach Marleny Dietrich. Próbowałam pisać wiersze – porównywano mnie z Tuwimem, przy okazji pierwszych próbek prozy dowiedziałam się o Romain Garym.” – wracają wspomnienia.
Po latach bohaterka powoli zaczyna dojrzewać wewnętrznie. Już bez udawania i narzucania sobie czyichś oczekiwań, bez wyrzutów sumienia i oskarżania się o wszystko, stopniowo buduje w sobie przekonanie o własnej kobiecości. Nie tłumi głosu, jaki odzywa się wewnątrz jej ciała. My zaś wsłuchujemy się w potok jej myśli. I też… czy aby nie wsłuchujemy się przy okazji w siebie?
Życie każdego z nas to urywki wspomnień, których trzymamy się kurczowo, by nie stracić gruntu pod nogami. Gdy mamy wrażenie, że znika niewidoczna więź łącząca nas z przodkami, i też kiedy przestajemy przynależeć do jakiejś grupy, odczuwamy wokół siebie pustkę. Błąkamy się bez celu, mając wyrzuty sumienia, że jest nam źle, chociaż wcale źle być nie powinno. Często dochodzimy wówczas do momentu, gdy zaczynamy szukać kontaktu z ludźmi, którzy bezpowrotnie odeszli. Próbując zrozumieć siebie, niczym bohaterka powieści zdrapujemy kolejne warstwy fałszu, pozornego szczęścia czy nieprawdziwego „ja”. Uświadamiając sobie, że stąpamy po kruchym lodzie, dochodzimy do takiego etapu życia, kiedy albo pochłonie nas depresja i uczucie zniechęcenia, albo od nowa zaczniemy odbudowywać swój wewnętrzny świat.
Nie trzeba stać u bramy z napisem „40 urodziny” - możemy obudzić się z ułudnego snu już wcześniej. Bohaterka książki nie różni się tak naprawdę od wielu z nas. Wiek tu nie ma większego znaczenia. Prędzej czy później i do nas zaczyna docierać prawda, że „gdy nie spełniają się marzenia, świat wydaje się beznadziejny, gdy marzenia się spełniają, beznadziejny okazuje się człowiek”.

„39,9” autorstwa Moniki Rakusy to ciekawy debiut literacki. Dojrzały, przemyślany i aż do bólu szczery, a jednak (na szczęście!) unikający modnych ostatnio w naszej literaturze dosadnych, wulgarnych słów. Czytając powieść uświadamiamy sobie ze zdziwieniem, że to nie tylko książka dla nas, kobiet, ale i o nas. Napisana w formie pamiętnika, daleka jednak od amerykańskiego wzorca, gdzie wiele jest słów, a mniej treści. Tutaj mamy wciągający, dający do myślenia dziennik z życia typowej-nie-typowej „matki Polki” (bez kochanka na boku, za to z drugim mężem, dwójką dzieci, oddaną przyjaciółką i… wątpliwościami, które z wiekiem narastają). Bohaterka nie „zamiata” jednak swoich problemów pod dywan, a dojrzewa do tego, by zacząć szukać odpowiedzi na dręczące ją pytania. Wracając do przeszłości, odzyskuje kontrolę nad teraźniejszością, mniej obawiając się o przyszłość.

Monika Rakusa bawi się językiem, w luźniejszą formę wplatając poważniejszą analizę rzeczywistości. Pisze zaś nie tylko o samotności i wyobcowaniu, braku kontaktu z rodzicami, trudnościach z określeniem swego pochodzenia, ale też o codziennych mniejszych i większych problemach, przed jakimi staje każda z nas… a przed którymi chciałoby się niekiedy uciec, zostawiając wszystko za sobą. Co więcej, czytając możemy „poczuć” atmosferę dawnych lat – klimat PRLowskich blokowisk, zapach szpitalnej salki, nieśpieszne kawiarniane życie przedwojennej Polski. Wracają i nasze wspomnienia… gdzieś zagubione w czasie, niczym szkiełka, pod którymi będąc dziećmi chowaliśmy różnorakie „skarby”. Dziś, zakopane gdzieś głęboko czekają, aż ktoś wydobędzie je z ziemi i „odkurzy”.

„39,9”. Wczytałam się w słowa. Wsłuchałam się przy okazji w siebie. Ciekawa książka! Niebanalna, a wciągająca. Żałuję jedynie, że dziennik skończył się wraz z nadejściem jesieni. Szkoda - za szybko znalazłam się na ostatniej stronie.

Polecam!

„39,9”
Monika Rakusa
termin wydania: 21 lutego 2008, wydanie I
liczba stron: 216
oprawa: miękka ze skrzydełkami
format: 12,3 x 19,5 cm
ISBN 978-83-7414-389-9
cena: 29,90 zł

Anna Curyło
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)