POLECAMY

Romans w Hollywood made by Poland

Ostatnio głośno o naszym nowym towarze eksportowym do Fabryki Snów, jakim są… nie, nie polskie filmy, ale polskie aktorki. I to w rolach głównych romansowych perypetii z amerykańskimi aktorami.
Ostatnio głośno o naszym nowym towarze eksportowym do Fabryki Snów, jakim są… nie, nie polskie filmy, ale polskie aktorki. I to w rolach głównych romansowych perypetii z amerykańskimi aktorami.

Polki uważane są za najpiękniejsze mieszkanki Europy. I nie ma w tym przesady, po prostu słowiańska uroda i zgrabne sylwetki mieszkanek znak Wisły budzą zachwyt u każdego obcokrajowca. A jeszcze te cechy w połączeniu z talentem – najczęściej artystycznym – mącą w głowach i sercach panów niesamowicie. Nic więc dziwnego, że każdy romans, którego piękniejszą połową jest Polka, a drugą sławny aktor czy inny artysta, budzi ogromne zainteresowanie – i to nie tylko polskich mediów.

Kiedy kino było nieme
Wraz z nieśmiałym początkiem rozwoju sztuki kinematograficznej, czyli w pierwszym dwudziestoleciu XX wieku, zaczął się w kulturze popularnej nowy etap: bycia rozpoznawalnym i podziwianym aktorem lub aktorką – jeszcze nie celebrities, bo wtedy bardziej od bycia znanym z tego, że jest się znanym, ceniono artystyczny kunszt i sztukę aktorskiej gry. To właśnie na ten czas przypadła kwitnąca kariera jednej z pierwszych Polek, która swoją osobowością i talentem podbiła świat filmu oraz serca amantów zza Oceanu – Apolonii Chałupiec, znanej bardziej jako Pola Negri.

Romans w Hollywood made by PolandDziewczyna o nietypowej, mało słowiańskiej urodzie (w żyłach ojca płynęła mieszanka krwi Słowaka i Roma), zwróciła uwagę swoimi umiejętnościami aktorskimi już od najmłodszych lat. Początkowo brała lekcje w szkole baletowej Heleny i Jerzego Kosińskiego, potem – wskutek wykrycia gruźlicy – Pola zdała do Szkoły Aplikacyjnej przy Warszawskich Teatrach Rządowych, gdzie szlifowała aktorstwo. Naukę jednak przerwał kolejny nawrót choroby, ale Pola nie poddawała się – po okresie rekonwalescencji wróciła do szkoły, ukończyła ją i szybko nadrobiła zaległości w publicznych występach. Pojawiała się na deskach warszawskich teatrów, a publiczność – w przeciwieństwie do sceptycznych krytyków, którym gra siedemnastoletniej aktorki nie przypadła do gustu – ogłosiła ją natychmiast gwiazdą. Stąd był już krok do filmu, w którym zagrała po raz pierwszy w 1914 roku („Niewolnica zmysłów”), a potem już otwarta droga do wytwórni całego świata.

Amerykański sen i włoskie przebudzenie
Negri zaczęła więc karierę za granicą – co prawda nie grywała w ambitnych dziełach, ale ważne było to, że stała się rozpoznawalna. Europejskie gazety pełne były artykułów o utalentowanej, choć kontrowersyjnej artystce znad Wisły (spacerowała po ulicach z lampartem na smyczy i malowała – co było szczytem ekstrawagancji – paznokcie na czerwony, krwisty kolor), której nazwisko co tydzień gościło na afiszach informujących o nowym filmie z Negri w roli głównej. Powoli też myślała o podbiciu Hollywood, które było jej marzeniem już w czasach szkoły aktorskiej. Pierwszą propozycję dostała od wytwórni Paramount – niestety, podobnie jak w Europie, tak i pierwsze role Negri w amerykańskich produkcjach (m.in. w „Napiętnowanej”) zostały zmiażdżone ze strony tamtejszych krytyków. Dopiero rola w „Hotelu Imperial” otworzyła jej drogę do spełnienia się jej amerykańskiego snu: posypały się propozycje, a Negri z dziewczyny z mało znanego kraju stała się gwiazdą numer jeden w USA, zyskując nawet tytuł niemego wampa, ale nie tylko dzięki roli w „Kobiecie bezwstydnej”, a raczej serii romansów, które jakby ściśle wiązały się z karierą w Hollywood.

Pierwszą „ofiarą” uroku Negri był Charlie Chaplin – przypadkowe spotkanie (Chaplin wjechał swą limuzyną w samochód Poli podczas imprezy dobroczynnej) zaowocowało związkiem, ale szybko zakończonym. Negri nie wytrzymała ciężkiego, zaborczego charakteru aktora, zaś Chaplin zarzucał przywiązanie aktorki do przesadnie bogatego stylu życia i samych pieniędzy. Jednak bardziej nagłośnionym romansem z Negri w roli głównej był jej związek z samym Rudolphem Valentino – bożyszczem kobiet na całym świecie. W tym wypadku trafił swój na swego: oboje lubili blichtr sławy, z którym obnosili się na każdym kroku. Romans w Hollywood made by PolandOprócz uwielbienia dla pieniędzy łączyło ich jednak głębokie uczucie, które z początku miało być udawane i pomóc zwyczajnie w ich karierach. Jednak aktorzy zakochali się w sobie, choć i ten związek nie był łatwy – Valentino, włoski amant, znany był ze swego uwielbienia dla damskiej urody, dlatego wkrótce po związaniu się z Polą zaczął romansować na boku z kolejnymi wielbicielkami jego urody i talentu. Mimo to zdecydował się na oficjalne oświadczyny, jednak życie zweryfikowało jego zamiary – zmarł nagle na sepsę, wskutek operacji na wrzód żołądka. Rozpacz Negri była wyjątkowa pod względem szczerości, jak i teatralności – na pogrzebie Rudolpha rzuciła się w spazmach płaczu na trumnę, płacząc głośno i lamentując, co wzbudziło niesmak wśród zachowawczych z natury amerykańskich gości i przedstawicieli mediów. Jednak wraz z ze śmiercią ukochanego, Pola Negri stwierdziła, że szczyt jej kariery w USA dobiegł końca i wróciła do Europy, a dokładniej do Niemiec, by tam dalej grać w produkcjach niemego kina. Jej rola jako gwiazdy niemego kina powoli w tym momencie dobiegała końca.

Polka potrafi!
Ostatnie doniesienia w miłosnej branży Hollywood dotyczą duetu Alicji Bachledy-Curuś i Collina Farrella, których romans rozpala nie tylko plotkarskie magazyny w Polsce, ale i w USA (magazyn „People” jako pierwszy zaczął podejrzewać, że Alicja jest z Collinem w ciąży, o czym miały przekonać zdjęcia aktorki z charakterystycznie zaokrąglonym brzuchem). Ta historia przypomina trochę perypetie Negri i Valentino, choć dzisiaj informacje na temat romansu są podawane w innej formie (czytaj: w większości zmyślonej), mimo to podsumować można je tak: on, skandalista i amant Hollywood, ona – delikatna, utalentowana i robiąca coraz większą karierę za oceanem aktorka, zakochali się w sobie i wszystko wskazuje (szczególnie zdjęcia Curuś, na których w znaczący sposób głaszcze zaokrąglony brzuszek), że nie jest to przelotne uczucie.

Romans w Hollywood made by Poland
MWmedia

Alicja Bachleda-Curuś, znana wszystkim głównie z roli Zosi w ekranizacji „Pana Tadeusza” i kilku popowych albumów, to dzisiaj nasza najbardziej znana eksportowa gwiazda wielkiego ekranu. Po filmie Andrzeja Wajdy jej kariera w Polsce nabrała tempa, zarówno pod względem zainteresowania mediów (w wieku 15 lat dostała nawet propozycję rozbieranej sesji do „Playboya”), jak i reżyserów. „Syzyfowe prace”, „Zmruż oczy” – to najbardziej znane polskie produkcje z Alą w roli głównej, ale ona zdecydowała rozwijać swoją karierę u sąsiadów, w Niemczech, gdzie grała niemal co roku w nowym filmie. Wreszcie, zdeterminowana, by osiągnąć sukces, ale i niezależność, w wieku 19 lat postanowiła jednak porzucić Polskę, przyjaciół, a nawet studia w Krakowie na rzecz sześcioletniego pobytu w USA, gdzie zaczęła naukę w prestiżowej Lee Strasberg Theatre and Film Institute w Nowym Jorku, szlifując jeszcze bardziej aktorski talent. Nie musiała długo czekać na efekty: w 2007 roku zagrała u boku Kevina Kleina porwaną przez handlarzy ludźmi Weronikę w filmie „Trade” i zebrała bardzo pozytywne recenzje – zarówno ze strony kolegów z planu, ale i krytyków, znajdując się tym samym w centrum zainteresowania filmowego świata i mediów (obsypana została nagrodami branży filmowej, pisał o niej sam „New York Times” i pojawiła się na okładce „O” pisma Oprah Winfrey). Trafiła do agencji aktorskiej Creative Artists Agency, która „dysponuje” talentami takich gwiazd jak Robert De Niro, Brad Pitt czy George Clooney. Znalazłszy się wśród najlepszych, mogła już tylko czekać na coraz ciekawsze propozycje – i już rok później dostała propozycję zagrania w „Ondine” Neila Jordana.

Romans w Hollywood made by Poland
etapetki.com.pl

To nie był film...
A wszystko zaczęło się niewinnie, jak w amerykańskim filmie właśnie: Ala miała zagrać w pierwszej, poważniejszej amerykańskiej produkcji „Ondine” dziewczynę, którą z oceanu wyławia Farrell – po jej zjawieniu się z nadmorskiej miejscowości życie każdego mieszkańca diametralnie się zmienia, oczywiście na lepsze, a sama dziewczyna uznana zostaje za mityczną syrenę Ondine. Kręcone w Irlandii zdjęcia, podczas których Alicja musiała co rusz zanurzać się w mającej zaledwie 8 stopni Celsjusza wodzie, sprawiły, że między odtwórcami głównych ról coś zaiskrzyło i to nie tylko coś cieplejszego w postaci grubych ręczników, którymi zatroskany Farrell otulał ramiona zmarzniętej Polki. Jak przyznaje sama Alicja, były to także długie rozmowy dosłownie o wszystkim, wzajemny podziw i zrozumienie, no i „to coś”. Takim oto prostym sposobem między jednym z największych amantów hollywoodzkiego kina (romansował m.in. z samą Angeliną Jolie i Jessicą Biel) zafascynował się naturalną i niemal zwyczajną w porównaniu z gwiazdami USA aktorką znad Wisły.

Jak to się skończy? Miejmy nadzieję, że tym razem dobrze – zarówno pod względem uczuciowym, jak i karierowym, bo jak wskazuje kariera Poli Negri, czasem wraz z końcem romansu następuje cisza na polu propozycji filmowych, co dobitnie może świadczyć o posiadaniu talentu lub nie. Nie tylko zresztą polskich aktorek w Hollywood.

Czytaj też: Premiera "Ondine"... z Alicją Bachledą-Curuś i Collinem Farrellem!

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (3)
/9 lat temu
jesteście do tyłu! według doniesień bulwarowych podobno Farrell był już widziany z inna panią w niejednoznacznej sytuacji...
/9 lat temu
podobno... ;)
/9 lat temu
Eh.. Wszyscy trąbią o tym romansie...