Newsologia telewizji informacyjnych

Telewizje informacyjne zwykły nas całodobowo bombardować informacjami o politykach, gospodarce czy show-biznesie. Ale czy wszystko to, co widzimy na żółtym pasku z napisem PILNE, naprawdę jest warte naszej uwagi?
/ 16.08.2009 00:02
Telewizje informacyjne zwykły nas całodobowo bombardować informacjami o politykach, gospodarce czy show-biznesie. Ale czy wszystko to, co coraz częściej widzimy na żółtym pasku z napisem  PILNE, naprawdę jest warte naszej uwagi?

Telewizja informacyjna – to brzmi dumnie
Światową kolebką dla telewizji informacyjnych była Wielka Brytania – w 1936 roku rozpoczęła nadawanie pierwszej stacji informacyjnej na świecie. W 1944 roku amerykańska NBC wystartowała z projektem dziennika telewizyjnego – cel był jeden: informować o najważniejszych wydarzeniach z kraju i ze świata. Ambitne plany na stworzenie coraz bardziej profesjonalnych, opiniotwórczych i „wszędobylskich” mediów sprawiły, że transmitowane na żywo wydarzenia (lądowanie na Księżycu, festiwal Woodstock) stały się udziałem wszystkich, którzy je obserwowali na szklanych ekranach. Telewizja zaczęła łączyć ludzi wspólnymi wydarzeniami – nic nie blokowało tego przepływu wiedzy, dlatego stała się także w jakimś stopniu symbolem wolności informacji. Wolności rozszerzającej się tak gwałtownie, że już wkrótce stało się jasne, że nic nie umknie oku kamery.

Dzisiaj telewizja informacyjna towarzyszy nam nawet podczas jazdy komunikacją miejską – zamontowane w busach czy tramwajach telewizory przekazują nam wiadomości 24 godziny na dobę. Dosłownie. Globalizacja osiągnęła swoje apogeum, jeśli chodzi o telewizję. Ale jak dobrze docierają do nas te informacje, jakie słyszymy w ulicznym korku? I jaką wartość tak naprawdę ze sobą niosą?

Newsologia telewizji informacyjnych

Ilość, nie jakość
Masówka dotarła do tych kanałów telewizyjnych, które z założenia się od niej odcinają: w końcu telewizja informacyjna to nie „Telegra”, traktuje o sprawach poważnych, światowych, jest opiniotwórcza, słowem – profesjonalna. Ale tylko z założenia, bowiem dzisiaj (co kiedyś mogło być nie do pomyślenia) zachłyśnięcie się cukierkiem synka jakiejś gwiazdy jest warte takiej samej uwagi, co śmierć papieża.

Jesteśmy przyzwyczajeni do włączania takich programów rano – robimy sobie śniadanie, a z „tła” chłoniemy najświeższe informacje z kraju i świata. Czujemy się lepiej, bo doinformowani, będzie o czym rozmawiać z kolegami przez pierwszą godzinę w pracy. Właśnie to hasło profesjonalizmu, które jest wyznacznikiem kanału informacyjnego, daje nam wrażenie bycia lepszymi – wiemy coś ważnego, coś istotnego, omówionego przez rzesze ekspertów zaproszonych do studia, znamy szereg analiz, słowem: czujemy się mądrzejsi, „dointelektualizowani”. I jeszcze ci poważni, ubrani w najlepsze garsonki i najdroższe marynarki prezenterzy, modulujący – zależności od powagi treści informacji – odpowiednio swój głos i mimikę, by jeszcze bardziej podkreślić charakter informacji. A to tylko pozory. Tak naprawdę dociera do nas tylko szum i ładne obrazki, bo wskutek takiej masy wiadomości nasze filtry w głowie po prostu wysiadają.

Newsy muszą się pojawiać cały czas – nie raz na godzinę czy dwie, co chwilę ma się coś dziać na wizji. Zazwyczaj co pół godziny jest serwis, streszczający wałkowane od rana tematy dnia, plus dodatkowe informacje, które na bieżąco spływają od reporterów. Nie może być zastoju, to śmierć dla telewizji, która na celu ma informowanie non stop. Nawet jeśli nie ma o czym, to trzeba znaleźć temat, by prezenterzy nie szczerzyli zębów do kamery, nie wiedząc, co powiedzieć. Trzeba robić wrażenie ciągłego ruchu, bo dzisiejszy widz jest przyzwyczajony do tego, że cały czas się coś dzieje. Czysty efekt popkultury z całą jej maszynką produkującą informacje o wszystkim i o niczym. Gdy nie ma wizualnego i słuchowego źródła pobudzenia, widz się nudzi – a producenci telewizyjni wiedzą o tym najlepiej.

Profesjonalizm takiej stacji widać też nie tylko w tym, o czym mówi, ale jak to robi: ogromne i nowoczesne studio, kamery, które „zjeżdżają” z sufitu i filmują twarz prezentera, w tle błękit, który uspokaja i jednocześnie – lubiany przez większą część ludzkości – zachęca do skupienia się na obrazie,  dodatkowo wrażenie całej sieci setek reporterów, którzy zawsze są tam, gdzie się coś dzieje. Plus gadżety: telewizyjna motorówka, helikopter, wozy transmisyjne – profesjonalny, drogi sprzęt dla profesjonalnych dziennikarzy. I jeszcze komentatorzy w studio – jest ich zawsze kilku i zawsze mają coś do powiedzenia, nawet gdy tak naprawdę nie powinni się odzywać.

Wrażenie tego, że rozumiemy opinie ekspertów lub podchodzimy do nich krytycznie, jest w większości błędne: skupiamy się bardziej na człowieku niż na tym, co mówi. Rozpoznawalność jest najważniejsza – sam ekspert to wie, dlatego zdarza się też często, że sam dzwoni do redakcji, by zaoferować pomoc w omówieniu tematu lub sam taki wymyśla. A potem dobrze jest błysnąć w towarzystwie, że zna się z widzenia takiego eksperta – automatycznie uchodzimy wśród znajomych za ludzi obytych w tematach nie mających nic wspólnego z plotkami z Pudelka.

Ważne, ważniejsze, najważniejsze?
Żółty pasek u dołu ekranu z napisem PILNE „jeździ” nam przed oczami coraz częściej. Dzień bez jednego takiego transparentu to dzień stracony według newsologii. Co ciekawe, informacje, jakie on pokazuje, są najczęściej niepotwierdzone przez głównych zainteresowanych, ale to nie jest ważne. Pojawiło się na pasku – zwróciło uwagę, słupki oglądalności wzrosły. Jakby tylko one się liczyły. Te informacje mają „migać” i przykuwać uwagę. Czas na omówienie znajdzie się potem, niech tylko w studio zjawi się ekspert, by wrażenie ważności takiej informacji podbić. Kiedy ostatnio jeden z posłów cofał się swoim autem na niemieckiej autostradzie i nie były znane jeszcze jego dane osobowe, kilkanaście minut po tym wydarzeniu na żółtym pasku pojawił się komunikat: NITRAS SIĘ PRZYZNAJE. Pierwsze zdanie miało zaciekawić – może popełnił morderstwo? Dopiero kolejna linijka traktowała o wydarzeniu na autostradzie. Ale widz z nosem w telewizorze tkwi z zaciekawieniem od pierwszego, krzykliwego, oczywiście przesadzonego w treści zdania. I o to chodziło. A co najważniejsze: pozostaje kwestia tego, kto będzie pierwszy – w końcu na rynku informacyjnym istnieje kilka konkurujących ze sobą kanałów, więc szybkość w przekazywaniu newsów liczy się bardziej niż sama ich treść.

Zrobić coś z niczego, czyli z igły widły
Aktualnie jest sezon ogórkowy, posłowie poszli na urlop, pyskówek sejmowych i partyjnych przepychanek brak. Jeden temat mniej, ale znajdzie się kolejny – hitem na lato okazują się tegoroczne burze, które co rusz pustoszą kolejne miasta Polski. Zrobienie wykazu najbardziej zniszczonych metropolii to pestka, trzeba to jeszcze okrasić je opiniami ludzi, którzy stracili dach nad głową w wyniku nawałnicy, znaleźć winnych, np. burmistrza, który zaniedbał sprawę zajęcia się wałami przeciwpowodziowymi, a to ich brak w takiej sytuacji (gdy woda leje się hektolitrami z nieba) stał się główną przyczyną zalania przedmieścia. Zawinił jednak żywioł, ale o tym już się nie mówi, to przecież za mało – ważne jest to, co stało się potem i kto w tym „maczał palce”.

Poziom informacji, ich ważności, spada coraz niżej. Telewizje informacyjne same kreują wiadomości, robiąc z niczego właśnie coś. Sensacyjność niemal jak w dobrym, kryminalnym serialu, bije po oczach, nie pozwala się oderwać od ekranu. Wygrywa komercja, a od rzetelnego informowania różni się ten typ telewizyjny wszystkim: informacji jest tyle, że nie sposób już odróżnić tej wartościowej od niewartej naszej uwagi. Telewizje wyłapują półsłówka polityków, robiąc z nich pełną wartkiej fabuły historię, zagrzewając konflikty pod przykrywką rzetelności. Politycy godzą się na ten zabieg, bo o nich się mówi, a popularność – nieważne jaka – i bycie na językach jest ważna w walce o sondażowe punkty i kolejną kadencję. My nie wiemy – my już tylko mamy pojęcie, mniejsze lub większe.

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/17.08.2009 15:46
Kiedyś gdy byłam chora, całymi dniami oglądałam telewizję i doszłam wtedy do wniosku, że te wszystkie programy informacyjne, na wszystkich kanałach mówią o tym samym od rana do nocy... A wystarczył by jeden program...