Moda na życie za darmo - freeganizm

Nowy sposób życia – freeganizm. Dla jednych pasożytnictwo i żebractwo, dla drugich przejaw zdrowego antykonsumeryzmu. Jakkolwiek nie patrzeć, coraz częściej się o tym mówi – chwilowa moda czy dłuższy nurt stylu bycia?
/ 29.01.2009 10:06

Nowy sposób życia – freeganizm. Dla jednych pasożytnictwo i żebractwo, dla drugich przejaw zdrowego antykonsumeryzmu. Jakkolwiek nie patrzeć, coraz częściej się o tym mówi – chwilowa moda czy dłuższy nurt stylu bycia?

Co i gdzie za darmo, czyli na początek orientacja

Na początku może być trudno. Trzeba zrobić się zorientować, gdzie można dostać darmowy posiłek, pójść na kawę lub który sprzedawca stoiska z warzywami jest chętny, by oddać pod koniec dnia nie wyglądający już zbyt apetycznie towar za darmo komuś, kto się pojawi na tyłach sklepu wieczorem. Ale rekonesans się opłaca, bowiem okazuje się, że jest masa miejsc, w których można zjeść coś ciepłego, nic nie płacąc. Spotkania autorskie, wernisaże, darmowa stołówka u dominikanów, poczęstunki w sklepach – trzeba sobie założyć kalendarz, kupić mapę i codziennie planować wycieczki po jedzenie do takich darmowych „punktów spożywczych”.


Moda na życie za darmo
 

Dzień się zaczął, czyli pora coś zjeść

Na początek dnia, czyli tak około dziesiątej, kiedy punkty krwiodawstwa są już otwarte, można oddać krew – dostaje się siedem czekolad i paczkę kawy. Na rozpoczęcie dnia w sam raz: taka dawka glukozy pozwala umysłowi pracować kilka godzin. Potem trzeba pomyśleć o drugim śniadaniu, bo nie samym cukrem człowiek żyje: warto się więc wybrać do jakiegoś supermarketu lub centrum handlowego i „zapolować” na hostessy, które częstują co rusz jakimiś promocyjnymi przysmakami (a już szczególny ich wysyp można zarejestrować w weekendy). Wystarczy się kilka razy przejść przez sklep, za każdym razem się częstując i wyjść po jakimś czasie w miarę najedzonym.

Minął więc czas drugiego śniadania, czas na obiad. Poprzedni wieczór upłynął na przetrzepywaniu śmietnika, który znajdował się przy hali targowej z warzywami. Także bezpośrednie spotkania ze sprzedawcami w celu zapytania, czy nie mają czegoś, co już im się nie przyda i co mogliby po prostu oddać, opłaciły się i lodówka teraz pęcznieje od różnych smakołyków. Do dzieła przystępuje się teraz ze starą, ale otrzymaną w spadku (więc za darmo) pełną przepisów książką kucharską babci. Kombinacji spożywczych bez liku, w każdym razie do wieczora taki posiłek zapewni siły na kombinowanie kolacji.

Jeśli ma się spore grono przyjaciół, problem kolacji rozwiązuje się sam: średnio codziennie ktoś organizuje w domu jakąś niekoniecznie zakrapianą, ale na pewno pełną przekąsek imprezę, o ile sam gospodarz nie postawi warunku, aby każdy z gości przyniósł coś do jedzenia ze sobą. Można też poudawać konesera sztuki lub raczej posiłków, jakimi częstują gości organizatorzy np. wieczorów poetyckich i udać się na takie wydarzenie kulturalne, skupiając się bardziej na jedzeniu niż na wysłuchaniu literackich wywodów. Cały dzień więc zapełniony. Oczywiście jedzeniem.

Kanapa ze śmietnika, koszulka z konkursu

To, na czym freeganin siedzi, też ma swoje darmowe źródło. Śmietniki pełne są starych, wyrzuconych sprzętów, ale zdarzają się wyjątki: ktoś kupił nowe meble do mieszkania, nie miał co zrobić z kanapą, to wystawił ją na środku osiedlowego podwórka. Kto nie wybrzydza i ma pomysł na odświeżenie bezdomnego sprzętu, ten zabiera go do swego mieszkania, oszczędzając nieraz kilka tysięcy złotych na zwykłym tapczanie. Podobnie jest z innymi rzeczami – niezbyt zniszczonymi, po prostu nieużywanymi, które można udostępnić na portalach, na jakich można znaleźć oferty darmowych sprzętów, jakie ludzie chcą po prostu oddać.

Ubrać lub wyposażyć w rzeczy codziennego użytku też się freeganin może za darmo: wystarczy wziąć udział w jakimś happeningu, na którym rozdają darmowe koszulki, lub konkursie np. firmy produkującej pastę do zębów – i wygrać jej roczny zapas, to samo z kubkami, długopisami i innymi gadżetami. Swoją ulubioną gazetę albo książkę poczytać może w salonie prasowym. Darmowy Internet też może „złapać”, siedząc w centrum handlowym lub rynku miasta. Nic tylko egzystować za nic i jednocześnie dbać o środowisko. Pytanie tylko...

...czy warto tak kombinować?

Freeganami stają się zazwyczaj ludzie, którzy nie mają kłopotów z brakiem pieniędzy. To są właśnie ludzie, którzy świadomie wybierają taki sposób życia, często w imię idei sprzeciwiania się bezmyślnej konsumpcji, produkującej po prostu śmieci.  Ale czy ciągłe kombinowanie, co dzisiaj łatwo zabrać ze śmietnika, by zjeść obiad i na jaki wernisaż się udać, by się napić dobrej kawy, a nie aktywnie uczestniczyć w – szeroko co prawda, ale jednak – pojętej sztuce, nie jest męczące, choć ma się pieniądze? Moda czy wartościowy zwrot w sposobie życia? Zobaczymy.