Kulturystki. Kobiety z bicepsem i bez cellulitisu

Dla niektórych kompletnie niekobiece, będące masą mięśni a nie symbolem powabu i delikatności, cech charakterystycznych dla kobiecego ciała. Dla drugich – przedstawicielki płci pięknej z pasją, które właśnie swojemu ciału poświęcają największą uwagę i troskę.
/ 23.02.2010 07:59
Dla niektórych kompletnie niekobiece, będące masą mięśni a nie symbolem powabu i delikatności, cech charakterystycznych dla kobiecego ciała. Dla drugich – przedstawicielki płci pięknej z pasją, które właśnie swojemu ciału poświęcają największą uwagę i troskę.

Kulturystki. Kobiety z bicepsem i bez cellulitisu
ifbb.com

Czy są sexy mimo „napompowanych” ramion i mikroskopijnego biustu, który z ponętnym wypełniaczem, a więc tkanką tłuszczową nie ma nic wspólnego? Czy ich nagie „kaloryferkowate” brzuchy to coś, na czym mężczyzna z przyjemnością zawiesi oko? A czy to, że mają lepiej wyrzeźbione ciało niż niejeden pan, któremu prędzej udało się wyhodować brzuszek niż mięśniową poduszkę na ramieniu, nie sprawia, że według przedstawicieli płci brzydkiej są w jakimś stopniu konkurencją dla ich genetycznie uwarunkowanej „mięśniowej męskości”? Czemu kobiety, które według niektórych wyglądają jak mikro kopia Mariusza Pudzianowskiego budzą tak skrajne emocje jak (czasem niezdrowe) zaciekawienie, protest i pożądanie?

Kobiety – teoretycznie – nie mają fizycznych predyspozycji do bycia chodzącą masą mięśni: to przecież chłopcy w okresie dojrzewania są bombardowani ogromną ilością hormonów, przede wszystkim testosteronu, odpowiedzialnego m.in. za przyrost wagi i mięśni, które nadają sylwetce pożądany, męski wygląd. Chłopcy rosną więc w tym okresie wzdłuż i wszerz, z kolei zanika jednocześnie tłuszcz nadbudowany mięśniami i kompletnie nieprzydatny im do życia, w przeciwieństwie do kobiet, którym jest niemal niezbędny do osiągnięcia dojrzałości płciowej. Tak więc matka natura obdarza panów zalążkami tego, co w późniejszym czasie – jeśli się tym dobrze zaopiekują – może przerodzić się w ponętnie umięśnioną sylwetkę w kształcie V, która płci pięknej automatycznie kojarzy się ze zdrowiem i siłą, w dalszej kolejności ochroną, cechami pożądanymi u ewentualnego ojca ich dzieci.

Z kolei kobiety w okresie dojrzewania dostają zastrzyk estrogenu, w ich ciele odpowiadającego za przyrost tkanki tłuszczowej, która sprawia, że damskie ciało jest tak ponętne dzięki krągłym kształtom: osadza się ona na pośladkach, w piersiach, na biodrach i udach, czyli najbardziej strategicznych i erogennych częściach kobiecej sylwetki. One mają być ciepłymi matkami i opiekunkami dzieci, całą resztą, tą bardziej fizyczną i siłową, zajmą mężczyźni – mięśnie są im całkiem zbędne. One mają wyglądać ponętnie i „miękko”, z cellulitisem lub bez (choć ta pierwsza opcja występuje częściej, ale to przecież taka typowa cecha kobieca), a nie prężyć muskuły w próbie ataku czy tzw. godowym tańcu, jaki prezentują mężczyźni przed innymi samcami albo podczas zdobywania partnerki, albo w jej obronie, albo właśnie podczas festiwali kulturystyki.

Niektórym kobietom jednak nie wystarczy ten ponętny tłuszczyk i wymagają od swojego ciała czegoś więcej: one chcą być po prostu podobne do mężczyzn. Imponują im lśniące samoopalaczem muskuły, jednak osiągnięcie takich rozmiarów jak męskie w kobiecym wykonaniu nie jest takie łatwe – niezbędna bowiem jest terapia farmakologiczna, która pozwoli zbudować odpowiednie mięśniowe rusztowanie kosztem zalegającego tu i ówdzie tłuszczu, a przede wszystkim stereotypu kobiety bezbronnej i delikatnej. Emancypacja kobiet zdobyła kolejne pole, tym razem rozbudowanych bicepsów, które do tej pory zarezerwowane były jedynie dla mających do nich genetyczne predyspozycje mężczyzn.

Kulturystki. Kobiety z bicepsem i bez cellulitisu
strongman.pl

Kulturystyka kobiet sięga swoją historią lat 70. XX wieku – wtedy to umięśnione przedstawicielki płci pięknej jeszcze nie jako pełnoprawne uczestniczki zawodów, ale jako ich „wizualny dodatek” pojawiały się w tle prężących muskuły mężczyzn. W 1983 roku na pierwszych Mistrzostwach Świata Kulturystyki dostały szansę od organizatorów i mogły pełnoprawnie prezentować swoje odtłuszczone i bardzo umięśnione – w miarę możliwości kobiecego ciała – łydki, ramiona i brzuchy. Udowodniły i płci brzydkiej, że potrafią, ale i samym kobietom, które zawsze marzą o tym, by pozbyć się „dziurawych” ud czy zwisających pośladków. Kult ciała, zarówno kobiecego, jak i męskiego, zaczynał być coraz popularniejszy, co widać zresztą i dzisiaj, kiedy to oprócz zgrabnej, wysportowanej sylwetki liczą się także ingerencje niewidocznego skalpela chirurgicznego.

Kobiece mięśnie zaczęły budzić z jednej strony obrzydzenie, z innej – szacunek. Bo jednym imponowało to, jak wytrzymałe potrafi być ciało kobiety, innym jednak kojarzyło się z jakąś parodią. Kulturystki jednak poświęcają dla przełamania utartych płciowych stereotypów więcej niż można się spodziewać: nie tylko delikatne rysy ciała, ale często nadwyrężają dość mocno gospodarkę hormonalną swojego ciała. Łykanie anabolików, a więc męskich hormonów mających pomóc im w zwiększeniu masy mięśniowej szybciej niż standardowe i żmudne ćwiczenia sprawia, że ich ciało zaczyna się buntować: ich gładka dotąd skóra zaczyna być szorstka, a nawet ujawnia się trądzik, wypadają włosy, kobiety stają się bardziej agresywne, pojawiają się problemy z przeciążonymi i obrzękniętymi nerkami, wątrobą oraz układem krwionośnym (ryzyko chorób serca), zanikają piersi, a przede wszystkim – co dla płci pięknej jest często najważniejszą istotą kobiecości – powodują bezpłodność, na szczęście (o ile branie sterydów się nie przedłuża) tymczasową. Jednak na zawsze tracą kobiecy wygląd, dla większości heteroseksualnych mężczyzn jednak bardziej pociągający niż zwały mięśni, które mogą zobaczyć u kolegów „po płci”.

Jednak to są skrajności, nie wszystkie kulturystyki szprycują się anabolikami, szczególnie że od 1986 roku wprowadzono ścisłe kontrole antydopingowe podczas takich konkursów – duża część z nich osiąga wymarzony wygląd długoletnimi treningami, stosowaniem specjalistycznej diety i odpowiednimi predyspozycjami genetycznymi, które głównie ograniczają osiągnięcie pewnych efektów. Dochodzą do wymarzonej formy, ale dłużej i prowadząc bardziej intensywne przygotowania – jednak nie tracą dzięki temu zdrowia i nie upodabniają się do zmaskulanizowanych cyborgów. Nie wszystkie też dążą do tego, by zostać  kulturystkami czystej krwi: wiele kobiet decyduje się na „cielesne formy pośrednie”, a więc uprawianie szczególnej odmiany fitnessu – gimnastycznego i sylwetkowego, które na scenie prezentują swoje bardziej gibkie niż napakowane ciała w tanecznych układach (często z aktorskim zacięciem) połączonych z taki figurami gimnastycznymi jak przewroty, salta w powietrzu czy stanie i obracanie się na rękach w takt muzyki. Dają tym samym dowód, że sport można świetnie połączyć ze sztuką, dając z siebie nie tylko pokaz giętkości ciała, ale i własnych, prywatnych zainteresowań czy pasji związanych np. zainteresowaniem baletem i pantomimą. I ogląda się to naprawdę z podziwem.

Ale czy to coś więcej, pięknie wyrzeźbiona sylwetka bez cellulitisu, nie jest osiągnięta dzięki stracie czegoś? Właśnie tej „gatunkowej” kobiecości? Coś za coś, można powiedzieć – normalna, życiowa „wymiana”, którą stosuje się na co dzień w różnych życiowych sytuacjach. Tutaj panie oddają piersi i miękką skórę za coś, co u niektórych mężczyzn będzie wywoływać większe wrażenia, także estetyczne. Kulturystki na pewno jednak znajdą swoich amatorów, dla których ważniejszy będzie obwód ramienia niż klatki piersiowej wybranki serca (różne są przecież fetysze seksualne), i wielbicieli silnych kobiet, symboli opieki i swoistej dominacji – rozumianej według każdego an swój sposób – w związku i życiu. Które poprowadzą ich czasem za rękę lub się na tę rękę z chęcią posiłują. Tak jak kiedyś robili to tylko mężczyźni.

Magdalena Mania
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (9)
/26.12.2010 12:55
Co to za żałosna rama dla tekstu: założenie, że istotą kobiecości jest podobanie się mężczyznom i robienie tylko tego, co znajduje męską aprobatę. Drogie panie, to właśnie takie myślenie trzyma was w klatce "drugiej płci". Zawsze będziecie "tylko kobietami", jeśli swoją kobiecość (i człowieczość) zredukujecie do kwestii adekwatnego spełniania cudzych oczekiwań. Zawsze będziecie zakompleksione i lękliwe (a większość z was taka jest). Kulturystki mają w nosie to, co nieszczęsne ofiary pism kobiecych o nich myślą. I niech tak pozostanie.
/23.02.2010 21:54
na co dzień to kulturystki nie wyglądają tak jak na tych zdjęciach ;)
/23.02.2010 20:41
to nie kobiety
POKAŻ KOMENTARZE (6)