W murowanej piwnicy

"Sadysta" Rolanda Joffé nie ma żadnej misji. Mimo sugestii, że chodzi o pokazanie, do czego prowadzi kult piękna.
W murowanej piwnicy
Popłuczyny po "Kolekcjonerze", "Hostelach", "Piłach" i innych horrorach, w których urodziwe dziewczęta trafiają w ręce psychopatów, a ci z wprawą Roberta Makłowicza przerabiają je na mielonego w buraczkach.
Tym razem daniem głównym krwawej uczty jest blond modelka Jennifer (Elisa Cuthbert), która przed podaniem kruszeje w piwnicy. Tytułowy opiekun tradycyjnie prowadzi z nią grę, której elementem są szafki z tajemniczą zawartością, nagrania z egzekucji poprzedniczek itp. W pewnym momencie do gry wkracza przystojny brunet z sąsiedniej celi. Jennifer szybko przestaje się zamartwiać, czy kwas solny nie zniszczy jej cery, i wdaje się w więzienny romans. I tu absurd sięga nie tylko piwnicy, ale i fundamentów.
"Sadystę" można by zlekceważyć, gdyby nie smutna prawda, że wyreżyserował go Roland Joffé, twórca "Pól śmierci", "Vatela", "Misji". Niestety, jego ostatnie przedsięwzięcie bynajmniej nie jest misyjne, mimo sugestii, że chodzi tu o pokazanie, do czego prowadzi kult piękna: modelki właściwie same zgadzają się grać główne role w męskich fantazjach. A te bywają mroczne.
Ale mnie zaintrygowało coś innego. "Sadysta" jest kolejnym filmem, który przekonuje, że atrybutami psychopaty – poza piłą lub tasakiem – są dziś obowiązkowo wino i muzyka klasyczna. Czyżby wizyta w filharmonii tak wielu kojarzyła się z torturą?

Małgorzata Sadowska/ Przekrój

Fot. Vision

"Sadysta", reż. Roland Joffé, USA/Rosja 2007, 85’, Vision, premiera w Polsce: 10 sierpnia 2007 r.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)