W Bushu domysłów

Łatwo jest "Zabić prezydenta". Pytanie, co dalej?
Rozpędzoną amerykańską machinę wojenną trudno będzie zatrzymać. Nawet jeśli polegnie jej dowódca. W ciekawym paradokumencie Gabriel Range zastanawia się, co by było, gdyby prezydent George W. Bush zginął w zamachu.




Reżyser zręcznie przeplata archiwalne zdjęcia z podróży prezydenta z wypowiedziami fikcyjnych policjantów, agentów ochrony, kryminologów. Oglądamy nagonkę na potencjalnego zamachowca. Potencjalnego, bo na jego winę wskazują poszlaki w postaci arabskiego pochodzenia, wizyty w Afganistanie i fragment odcisku palca. Dowody tak mocne jak te na obecność broni masowego rażenia w Iraku.

Range wykorzystuje fikcję, by bronić prawdy, która ma coraz mniejsze znaczenie w fanatycznej wojnie z terroryzmem. Uzmysławia, że odpowiedzialność za stan amerykańskich dusz i umysłów nie jest jednoosobowa.
Właściwie broni prezydenta – wszak po jego "śmierci" nie kończy się najazd na państwa osi zła, a amerykański rząd zaostrza kontrolę obywateli. Czyżby nie taki Bush straszny, jak go malują?

Ola Salwa/ Przekrój
Fot. Best Film



"Zabić prezydenta", reż. Gabriel Range, Wielka Brytania, 2006, 90'', Best Film, premiera 8 czerwca.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)