Ostre cięcie, czyli o serialach medycznych słów kilka

Na sklepowe półki trafił ostatni sezon „Ostrego dyżuru”, produkcji, która choć usankcjonowała serial medyczny jako gatunek telewizyjny, nie była pierwsza. Pomysł na powstanie seriali, których akcja rozgrywa się wewnątrz szpitalnych murów, narodził się bowiem w latach 60-tych.

Na sklepowe półki trafił ostatni sezon „Ostrego dyżuru”, produkcji, która choć usankcjonowała serial medyczny jako gatunek telewizyjny, nie była pierwsza. Pomysł na powstanie seriali, których akcja rozgrywa się wewnątrz szpitalnych murów, narodził się bowiem w latach 60-tych.

Wszystko zaczęło się od Dr. Kildare’a, którego do życia powołał amerykański pisarz i dziennikarz Frederick Schiller Faust. Kariera tego młodego stażysty rozpoczęła się od licznych słuchowisk radiowych. Nawet po ekranowym debiucie, który nastąpił w 1938 roku, Dr. Kildare większą furorę robił użyczając swojego głosu w rozgłośniach radiowych niż pojawiając się na dużym ekranie. A pojawiał się i to kilkakrotnie. Wszystko za sprawą Harolda S. Bucqueta, który podjął się wyreżyserowania nie tylko „Young Dr. Kildare”, ale także kolejnych części tego stworzonego przez Schillera Fausta cyklu, m.in. „The Secret of Doctore Kildare” 1939, „Calling Doctor Kildare” 1939, „Dr Kildare Goes Home” 1940, „Dr Kildare Crisis” 1940.

27 sierpnia 1966 roku stacja ABC wypuściła oparty na tych filmach serial z Richardem Chamberlainem w roli tytułowego doktora. Liczył on 190 odcinków i opowiadał perypetie młodego lekarza, który trafia do dużego miejskiego szpitala. „Naszym zadaniem jest utrzymać ludzi przy życiu, a nie mówić im, jak mają żyć” – usłyszał Kildare tuż po przekroczeniu szpitalnego progu. Aby serial nie stanowił jednak nudnego zapisu lekarskich obowiązków, nasz bohater nagiął obowiązującą etykietę, wszedł z pacjentami w interakcję, czym zyskał sympatię widzów oraz rozpoczął modę na medyczne seriale.

fot. timstvshowcase.com, museum.tv

Matką wielu z nich jest stacja ABC. W latach 60-tych spłodziła nie tylko Dr. Kildare’a, lecz także Marcusa Welby, który z uwagi na swoje niecodzienne podejście do medycyny, a także miłość do motocykli mógłby uchodzić za dalekiego krewnego Dr. House’a. Z ramienia ABC powstał też serial „General Hospital”, którego akcja rozgrywa się w fikcyjnym miasteczku Port Charles, w środowisku lekarzy rzecz jasna. Emitowany do dziś od 1963 roku trafił do Księgi Rekordów Guinnessa jako jeden z najdłuższych telewizyjnych tasiemców (zajął zaszczytne trzecie miejsce). Twórcy „Mody na sukces” muszą się więc postarać, aby go zdetronizować.

Warto nadmienić, że nie tylko Amerykanie święcili na tym polu tryumfy. W Polsce oraz innych krajach tzw. bloku wschodniego pod koniec lat 70-tych dużą popularnością cieszyła się czechosłowacka produkcja „Szpital na peryferiach”. Pierwsza seria, wyemitowana w 1977 roku, liczyła zaledwie 13 odcinków. Druga, powstała cztery lata później, miała ich siedem. Zgromadzeni przed telewizorami widzowie z wypiekami na twarzach śledzili losy rodziny Sovów oraz dr Blazeja. Przyglądali się nie tylko szpitalnemu życiu, ale także rozmaitym konfliktom oraz sercowym problemom, z którymi zmagali się główni bohaterowie. 

fot. Filmweb

Nie da się ukryć, że przez długi czas seriale medyczne przybierały formę opery mydlanej, choć nie zabrakło także takich, które traktowały medycynę z przymrużeniem oka. Mam tu na myśli emitowany w latach 1972 -1983 "M*A*S*H", który doczekał się łącznie 251 odcinków oraz 11 sezonów i który do dziś uznawany jest przez wielu najlepszym, jeśli nie kultowym serialem z lekarzami w roli głównej. Nie będę się kłócić. Każdy ma własne zdanie. Niektórzy płakali ze śmiechu przy "M*A*S*H", inni z przejęciem śledzili perypetie 14-letniego lekarza Doogie Howsera, albo z rozrzewnieniem przyglądali się lekarskiej praktyce Dr. Quinn. W moim odczuciu gatunek ten nie miał już jednak nic nowego do zaoferowania. Powoli konał i pewnie umarłby, gdyby nie Michael Crichton...

Ten mający medyczne wykształcenie Amerykanin (warto nadmienić – twórca „Parku Jurajskiego”) w 1974 roku stworzył scenariusz oparty na swoich przeżyciach związanych z pracą na ostrym dyżurze, na kanwie którego dwadzieścia lat później powstał „Ostry dyżur” – stricte medyczny dramat obyczajowy, który zdeterminował losy tego gatunku i który rozpoczął erę bijących rekordy popularności seriali o lekarzach. Crichton głównymi bohaterami uczynił grupkę lekarzy County General Hospital w Chicago, którzy na co dzień walczą nie tylko ze śmiercią, ale także z własnymi słabościami i codziennymi problemami, którzy niejednokrotnie na podjęcie decyzji, od której zależy ludzkie życie, mają zaledwie kilka sekund. Szybka i angażująca akcja przeplatana kwestiami obyczajowymi połączona z doskonałym scenariuszem oraz nietypową pracą kamery sprawiała wrażenie autentyczności. Prawdziwi lekarze i prawdziwa praca. To było sednem tego serialu, który szybko podbił serca milionów widzów na całym świecie.

Wraz z „Ostrym dyżurem” szpitalne mury zaczęliśmy postrzegać nie tyle przez pryzmat igieł, skalpeli i ludzkich nieszczęść, co przystojnych lekarzy. A tych nie brakowało! Pierwszym przystojniakiem w białym kitlu, w którym kochały się miliony kobiet, był oczywiście Richard Chamberlain. Myślę jednak, że nikt o tym nie pamięta, odkąd na srebrnym ekranie zagościł George Clooney. Ten nieznany nikomu aktor szybko stał się gwiazdą serialu, a później jednym z najgorętszych nazwisk w Hollywood. Za jego kadencji w chicagowskim County General Hospital przed telewizorami gromadziła się ponad 40-milionowa widownia. Clooney’owi partnerowali równie przystojni Noah Wyle, Anthony Edwards oraz Eriq La Salle, jak również piękna i niesamowicie utalentowana Julianna Margulies. Serial doczekał się 15 sezonów. Przez cały czas, pomimo zmieniającej się obsady, cieszył się niesłabnącą popularnością, na co wpływ miały zapewne także epizodyczne występy wielu hollywoodzkich sław, m.in. Louisa Gosseta Juniora, Kirsten Dunst, Ewana McGregora, Sally Field, Lucy Liu, Susan Sarandon, Dakoty Fanning, Zaca Efrona, Evy Mendes i Lisy Edelstein. „Ostry dyżur” do dziś uważany jest nie tylko za najpopularniejszy serial medyczny, lecz także jeden z najlepszych, jakie kiedykolwiek powstały.

 Fot. Wikipedia, Filmweb

Ukształtował on nasze wyobrażenie o serialach medycznych. Dał początek naszej rodzimej produkcji łączącej moralizatorski dramat medyczny z operą mydlaną, a przy okazji przedstawiającej wyidealizowany obraz polskiej służby zdrowia. Mowa oczywiście o „Na dobre i na złe”, serialu, który przyniósł popularność Małgorzacie Foremniak, Arturowi Żmijewskiemu, Agnieszce Dygant, Edycie Jungowskiej czy Tomaszowi Kotowi, produkcji, która do tej pory przyciąga przed ekrany telewizorów kilkumilionową publiczność.

Dziecko wytwórni Warner Brothers oraz Amblin Entertainment miało także znaczny wpływ na powstanie zdobywających coraz większą popularność „Chirurgów” – kolejnego medycznego serialu powstałego z ramienia stacji ABC, który początkowo można było uznać za powiew świeżego powietrza. Serial pokazuje bowiem jak ciężka bywa praca chirurga, ile wymaga poświęcenia i odporności fizycznej oraz psychicznej. „Chirurdzy” nie powielają wcześniejszych schematów, wskrzesili karierę Katherine Heigl, a także dali nam kolejnego przystojniaka w kitlu – Patricka Dempsey’a. Zbyt rozbudowana warstwa obyczajowa wraz ze skomplikowanymi romansami sprawiła jednak, że serial dosyć szybko obniżył loty, przeistaczając się w wyjątkowo nudną, pokręconą telenowelę tylko dla wytrwałych, bądź wiernych fanów serialu.

fot. Filmweb

Obecnie jednym z najpopularniejszych seriali medycznych jest „Dr House”, nowa maskotka stacji Fox. Ten cyniczny, ekscentryczny, naszprycowany prochami przeciwbólowymi geniusz o niekonwencjonalnym podejściu do medycyny w krótkim czasie stał się ikoną kultury masowej, przynosząc ogromną popularność odgrywającemu tę postać Hugh Lauriemu. Dr House to taki Sherlock Holmes w białym kitlu, który nagminnie, nie bacząc na konswekwencje, przekracza granice etyki lekarskiej w imię rozwikłania medycznych zagadek, wokół których krąży fabuła każdego odcinka. Serial bije rekordy popularności nie tylko z uwagi na Lauriego, lecz także błyskotliwe dialogii, zwłaszcza te pomiędzy Housem a jego najlepszym przyjacielem Wilsonem. Co tu dużo mówić – nastał czas House’a i kropka!

To oczywiście nie wszystkie seriale medyczne spłodzone przez telewizyjne stacje. Do listy tej dopisać można m.in. „Bananowego doktora”, komediowe produkcje „Daleko od noszy”, w którym jeden z bohaterów nie przypadkowo nosi nazwisko Kidler (jawne nawiązanie do Dr Kildare’a) oraz „Hoży doktorzy” będący takim „Ostrym dyżurem” z przymrużeniem oka czy kolejne seriale stacji ABC „Prywatna praktyka” oraz „Off the Map”, którego akcja toczy się w południowo-amerykańskiej dżungli. Pytanie brzmi. Czy naprawdę potrzeba ich tak wiele? Czy warto je wszystkie oglądać? W moim mniemaniu jedynym i słusznym serialem o tej tematyce jest "Ostry dyżur", któremu jestem wierna od chwili, gdy wraz z młodym Carterem przekroczyłam próg County General Hospital w Chicago. A Wy? Który serial lubicie najbardziej?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/8 lat temu
Nie kumam jak można lubić "Chirurgów". Przecież ten serial jest denny...