Nagi Instynkt 2

Ani tu emocji, ani erotyki.
/ 14.04.2006 01:03
Już w pierwszej scenie Stone jako Catherine Tramell mknie 180 na godzinę po londyńskich ulicach sportowym spikerem C8 laviolette i wydaje jednocześnie jęki rozkoszy.

Widz nie może mieć wątpliwości – będzie o seksie i śmierci, złowrogiej sile zmysłów i psychologicznej manipulacji. Trup ściele się więc gęsto (szpikulec do lodów został zastąpiony paskiem do zabaw sado-maso), biseksualna Tramell owija sobie mężczyzn i kobiety wokół palca, jest podejrzana o zbrodnie, ale i sama rzuca oskarżenia. I tylko emocji i erotyki w tym tyle, co kot napłakał.
Ktoś tu najwyraźniej przedobrzył. Pozorującym finezję (a w gruncie rzeczy bełkotliwym) scenariuszem, rzucanymi z ekranu nazwiskami Freuda, Nietzschego, a nawet Lacana (pseudogłębia dla ubogich), a zwłaszcza ilością plastiku. „Nagi instynkt 2” jest w istocie efektowną reklamą chirurgii plastycznej. Sharon Stone, jeszcze niedawno z nadwagą, poprawiła sobie wszystko, co mogła, i błyszczy. Nie, żeby sama z siebie – zadbała przecież w kontrakcie, by jej partnerzy i partnerki byli odpowiednio brzydcy lub pobrzydzeni (z Charlotte Rampling włącznie). Ale nie przewidziała jednego – ze swoim nieudolnym aktorstwem i plastikowym seksapilem zrobiła z siebie karykaturę. Na własne życzenie.

Paweł T. Felis/ Przekrój

„Nagi Instynkt 2”, reż. Michael Caton-Jones, USA 2006, Best Film