POLECAMY

"Kac Vegas w Bangkoku" - We-Dwoje.pl recenzuje

Sequel jednej z najbardziej kasowych komedii ostatnich lat to film niezły, stworzony niemalże według tej samej formuły co oryginał. Żarty pozostają na przyzwoitym poziomie, tak samo jak dobrzy są sami aktorzy, kolejny raz eksponujący mocno swoje komediowe umiejętności. Niby to samo, a dalej bawi. Można z powodzeniem uderzać do kina.

Sequel jednej z najbardziej kasowych komedii ostatnich lat to film niezły, stworzony niemalże według tej samej formuły co oryginał. Żarty pozostają na przyzwoitym poziomie, tak samo jak dobrzy są sami aktorzy, kolejny raz eksponujący mocno swoje komediowe umiejętności. Niby to samo, a dalej bawi. Można z powodzeniem uderzać do kina.

O sequelu „Kaca” (wyjątkowo nietrafiony tytuł do części drugiej) mówiło się jeszcze kiedy część pierwsza grana była w kinach. Nakręcona przy nieprawdopodobnie małym, jak na Hollywood budżecie, komedia Toda Phillipsa wyniosła do statusu gwiazdy nie tylko jego samego, ale każdego z grających w filmie aktorów. Zarobiła na siebie lepiej niż tylko dobrze a przy tym była autentycznie śmieszna, co bez wątpienia było zasługą dobrego scenariusza, także zresztą autorstwa Phillipsa. A jak powszechnie wiadomo, nie zabija się kury znoszącej złote jajka. Jeśli więc formuła doskonale się sprawdza, dlaczego nie wykorzystać jej po raz kolejny?

Tym razem Panem Młodym jest Stu, któremu w części pierwszej udało się na szczęście wyzwolić spod władzy toksycznej i despotycznej partnerki. Tym razem mu się udało, bo wkrótce czeka go ślub z piękną Lauren. Jej rodzina pochodzi z Tajlandii, dlatego też Stu zgadza się, aby to tam odbył się jego ślub. Wierni przyjaciele bez zmrużenia okiem przyjmują konieczność 16godzinnego lotu. Nawet Alan, zaproszony niejako z musu, wydaje się zachowywać … w miarę normalnie. Pomny tego, co wydarzyło się im wszystkim kiedyś w Las Vegas, Stu chce ograniczyć świętowanie odejścia stanu kawalerskiego jednym, bezpiecznie wyglądającym i zamkniętym fabrycznie piwem, które panowie otwierają na plaży przy ognisku. Następnego dnia budzą się w hotelu w Bangkoku. Alan ma zgoloną głowę, Stu tatuaż na twarzy. Nie mają pojęcia, gdzie może być młodszy brat Lauren, Teddy. To właśnie na jego poszukiwanie udadzą się do miasta, które samo w sobie jest legendą rozpusty. Czy i tym razem uda się zdążyć przed ślubem?
Phillips postanowił nie zmieniać specjalnie sprawdzonej już formuły, dlatego też większość żartów i gagów jest niemalże bezpośrednio wyjęta z części pierwszej. Otumanieni alkoholem, a potem tzw. chorobą popromienną, znani nam już bohaterowie udadzą się w miasto, gdzie krok po kroku odtwarzać będą swoją szaloną noc. Powtórzone żarty tracą z reguły na świeżości, dlatego też całość nie jest już równie śmieszna jak oryginał. Nie znaczy to jednak, że filmu nie ogląda się z dość dużą dawką przyjemności. Wszystkie gagi trzymają się w granicach przyzwoitości, nie obrażają godności osobistej widza i nie sięgają do kloacznych formatów, z jakich korzysta tak wiele pseudo komedii. Niewątpliwą przyjemnością jest też oglądanie doskonale dobranych aktorów, kolejny raz popisujących się doskonałym talentem komediowym. Dzięki najbardziej barwnej roli, prym wiedzie bez wątpienia Zach Galifianakis, ale też reszta panów przynosi widzom dużo pozytywnych emocji. Bradley Cooper, jeszcze lepszy niż w pierwszej części, zbyt niedoceniany Ed Helms, jak zawsze uroczy Justin Bartha. Przyznajmy szczerze, to film panów i żadna, nawet najbardziej urodziwa przedstawicielka płci pięknej nie będzie w stanie zaistnieć w tak dobrze dobranej grupie. Ale cóż, tak bywa. Z powodzeniem można więc usiąść w kinowych fotelach i nastawić się na porządną dawkę rozrywki. Nawet najbardziej wybredni koneserzy komedii nie odmówią „Kacowi” humoru i przyjemności z oglądania. Jest dobrze, dobrze też pewnie będzie, bo zachęceni kolejnymi doskonałymi wynikami, producenci już szykują część kolejną. Podobno tym razem przyjaciele trafią do stolicy legalnej marihuany – Amsterdamu. Jak myślicie, czy tym razem Panem Młodym zostanie Alan?

Fot. Filmweb

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)