"Dziewczyna w czerwonej pelerynie" - We-Dwoje.pl recenzuje

A wydawałoby się, że opowieść o Czerwonym Kapturku nie ma najmniejszych szans stać się podstawą do pełnometrażowego, bardzo mrocznego thrillera. A tutaj proszę, dziewczyna w czerwonej pelerynie sunie z gracją przez interesujący, przyjemny i dobrze zrobiony thriller. Najwyraźniej Hollywood może wszystko!
/ 10.01.2008 23:33

A wydawałoby się, że opowieść o Czerwonym Kapturku nie ma najmniejszych szans stać się podstawą do pełnometrażowego, bardzo mrocznego thrillera. A tutaj proszę, dziewczyna w czerwonej pelerynie sunie z gracją przez interesujący, przyjemny i dobrze zrobiony thriller. Najwyraźniej Hollywood może wszystko!

Początkowo film miał pojawić się w kinach właśnie pod tytułem „Czerwony Kapturek”, szybko jednak zrezygnowano z tego pomysłu. Kto wie, może producenci bali się, że na film pójdą dzieci, rodzice których będą ich później podawać do sądu za straty emocjonalne. A przyznać trzeba, że to nie jest film dla dzieci. Czerwonym Kapturkiem, tym razem bardziej nastoletnim niż dziecięcym jest w filmie Catherine Hardwicke Valerie, urodziwa mieszkanka średniowiecznej wioski, położonej gdzieś w bliżej nieokreślonym kraju czy mieście. Wioska leży oczywiście w pobliżu lasu, w którym grasuje zły wilk, od lat terroryzujący wszystkich mieszkańców. Ci od czasu do czasu poświęcają mu jakieś zwierzątko, a wilk – w zamian za to – nie tyka mieszkańców. Do czasu oczywiście. Kiedy wilk, a raczej wilkołak zabija siostrę Valerie, mieszkańcy wiedzą, że nie zaznają już spokoju. Ruszają do lasu, aby wytropić potwora. Do miasteczka przyjeżdża też ojciec Salomon, doświadczony w walce z wilkołakiem. Wraz ze swoimi żołnierzami chce sam wytropić bestię. Ma informacje, których brakuje mieszkańcom. Kim tak naprawdę jest ta bestia?

Catherine Hardwicke stała się bardzo popularna tuż po tym, jak wyreżyserowała pierwszą część sagi „Zmierzch”. Nie podpadła milionom fanów na całym świecie i to też tam udowodniła, że umie wykreować magiczny, przykuwający oko widza klimat. Także tutaj widać jej pewną rękę oraz doskonały zespół fachowców. Już od pierwszej sceny całość urzeka magiczną atmosferą. Dzięki świetnej ręce grafików i autora zdjęć, na pierwszy plan wychodzi doskonała operacja kolorem i zestawienie przeciwieństw. Ciemne z jasnym, kolorowe z szarym i bezbarwnym, a ponad wszystkim królujący krwistoczerwony płaszcz głównej bohaterki. Całość ogląda się trochę jak dobrej jakości obraz, przykuwający uwagę aurą tajemniczości. Oprawa jest znacznie lepsza niż sama historia, w gruncie rzeczy sprowadzająca się do poszukiwania wilkołaka wśród wszystkich bohaterów, obstawiania kolejnych potencjalnych kandydatów i eliminowania ich z listy możliwych wilkołaków. Rozwiązanie przynosi spore zakończenie, chociaż całość nie uniknie kilku schematycznych scen. Dodatkowym atrybutem filmu jest doskonała obsada, nie tylko w wykonaniu Amandy Seyfried czy Garego Oldmana, ale też obsady drugoplanowej – wspaniałej Virginii Madsen czy chociażby Billego Burke’a. Oni i cała oprawa wynagradzają wszystkie niedociągnięcia. Przyjemna rozrywka, chociaż z takim Czerwonym Kapturkiem lepiej się nie zadawać.

Fot. Filmweb

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)