Droga do Guantanamo

Winterbottom słusznie obnaża faszystowskie niemal metody Amerykanów i absurdalną, wojenną maszynkę, która miele wszystko na oślep.
Podejrzliwy widz chętnie zadałby reżyserowi kilka niewygodnych pytań: czy nie za bardzo uwierzył swoim bohaterom? Czy nie dokonuje manipulacji? Czy zestawianie tragedii zwykłych ludzi z politycznymi frazesami Busha nie jest zabiegiem nazbyt prostym? Wątpliwości pojawiają się jednak dopiero później, bo podczas seansu ostra jak brzytwa „Droga do Guantanamo” nie pozostawia na nie miejsca. Hipnotyzuje, przeraża i dystans skutecznie zagłusza.

Od pierwszych minut opowieść ma tempo przygodowego kina akcji. Bo właśnie przygód i wrażeń szuka czwórka głównych bohaterów – muzułmańskich Brytyjczyków z Tipton. Ruhel, Asif, Shafiq i Monir (mają od 19 do 23 lat) jadą do Pakistanu na ślub jednego z nich, ale niespodziewanie decydują się ruszyć do Afganistanu. I to w momencie, gdy USA zrzucają tam pierwsze bomby. – Może trzeba pomóc? Zdobyć nowe doświadczenie? Spróbować miejscowego chleba? – zastanawiają się chłopcy. No i przy okazji chcą sobie zrobić wakacje. Podróż jest niebezpieczna i barwna, ale cel szybko rozczarowuje – mężczyźni włóczą się, jedzą, piją piwo. Gdy chcą wracać, dookoła szaleje już wojna. Ledwo uchodzą z życiem spod bomb i ognia kałasznikowów, widzą stosy martwych ciał. Trafiają w ręce talibów, potem afgańskich bojowników z Sojuszu Północnego (bez Monira, który zaginął i nigdy się nie odnalazł), a wreszcie do Guantanamo.
Tu najmocniej sprawdza się metoda Michaela Winterbottoma, który w konwencji reportażu odtwarza wydarzenia opowiedziane przez trzech bohaterów (grają ich amatorzy). Widzimy codzienność „gułagu naszych czasów”, niekończące się przesłuchania przy jaskrawym świetle, zakaz chodzenia i rozmawiania, cogodzinne pobudki, szantaże, wyzwiska („jesteś kupą g...”) i maltretowanie heavymetalową muzyką. Karykaturalnie brzmią telewizyjne newsy o wojnie, deklaracje Rumsfelda („Bóg jest z nami!”) i Busha („Ci z Guantanamo to mordercy”): żadnej winy w bohaterach – podobnie zresztą jak w ogromnej rzeszy więźniów z GITMO – nie znaleziono.
Nagrodzony Srebrnym Niedźwiedziem w Berlinie Winterbottom słusznie obnaża faszystowskie niemal metody Amerykanów i absurdalną, wojenną maszynkę, która miele wszystko na oślep.
Faktem są antymuzułmańskie fobie i imperialistyczne zapędy USA, ale faktem są także terroryzm i zbrodnicza działalność Al-Kaidy. Na tragiczny, kilkuletni epizod bohaterów trudno patrzeć bez tego skomplikowanego kontekstu, który reżyser konsekwentnie pomija. Dzięki temu film jest mocniejszy, ale czy bardziej uczciwy?

PaweŁ T. Felis/ Przekrój


„Droga do Guantanamo”, reż. Michael Winterbottom, Wielka Brytania 2006, Kino Świat, premiera 2 lutego





SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)