POLECAMY

"Czarny łabędź" - We-Dwoje.pl recenzuje

O tym, co dzieje się w środowisku baletowym wielu z nas słyszało, ale niewielu miało okazję zobaczyć, jak wygląda ono od środka. „Czarny łabędź” to opowieść o dążeniu do perfekcji, przekraczaniu granic własnej fizycznej i psychicznej doskonałości oraz skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Opowieść perfekcyjna w każdym calu. (Uwaga! Recenzja zawiera zakończenie filmu.)

O tym, co dzieje się w środowisku baletowym wielu z nas słyszało, ale niewielu miało okazję zobaczyć, jak wygląda ono od środka. „Czarny łabędź” to opowieść o dążeniu do perfekcji, przekraczaniu granic własnej fizycznej i psychicznej niedoskonałości oraz skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Opowieść perfekcyjna w każdym calu.

Niezwykle trudna, a co za tym idzie, przynosząca prestiż w świecie baletu, rola Odetty w "Jeziorze łabędzim" jest marzeniem każdej baletnicy. Balerina, która dostępuje zaszczytu zatańczenia tej partii, musi być jak poezja. Tu nie ma miejsca na choćby niewielkie odchylenia od doskonałości. Pytanie, czy są jakieś granice w dążeniu do ideału? Podczas prób krew, pot i łzy płyną stumieniami.

„Ja tylko chcę być perfekcyjna” - to zdanie wielokrotnie pada z ust głównej bohaterki Niny Sayers (Natalie Portman), której całe życie podporządkowane jest karierze baletowej. Pod tym zdaniem z pewnością mógłby podpisać się również reżyser „Czarnego łabędzia”, Darren Aronofsky, któremu należą się brawa równie gromkie, jak te, które rozbrzmiewają w ostatniej scenie filmu. Jego najnowszy obraz to murowany kandydat do Oskara, i to nie jednego.

"Czarny łabędź" jest perfekcyjny na wszystkich możliwych płaszczyznach: estetycznej (doskonale skomponowane kadry), muzycznej (zachwycająca interpretacja Czajkowskiego) a także reżyserskiej. Mistrzowska wielowymiarowa narracja, w której przeplata się rzeczywistość z obsesyjnymi urojeniami głównej bohaterki; sposób prowadzenia kamery, która niejako śledzi Ninę, dzięki czemu możemy być bardzo blisko postaci; piękne zdjęcia, stylistycznie utrzymane w nieco mrocznej konwencji – wszystko to sprawia, że film trzyma w psychodelicznym napięciu od początku do końca. A całość doskonale zagrana. Natalie Portman rozwinęła swe (łabędzie) skrzydła i wzbiła się na wyżyny aktorstwa, co zostało już przez gremium przyznające Złote Globy. Z niezwykła wiarygodnością ukazuje najciemniejsze zakątki ludzkiej psychiki, które dają o sobie znać, wtedy, kiedy ktoś próbuje stanąć na drodze do osiągnięcia wymarzonego celu. Cel zostaje osiągnięty, jednak koszty poniesione w dążeniu do niego, są bardzo wysokie...

Olśniewająca Natalie Portman w finałowej scenie „Jeziora łabędziego” ogrywa desperacki skok w przepaść. Dla Portman może to być trampolina do Oskara. W tej roli była perfekcyjna.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)