"Burleska" - We-Dwoje.pl recenzuje

Zdumiewająco przyjemny film z gatunku musical, z powodzeniem plasujący się wśród tych lepszych w swoim gatunku. Przynajmniej w ostatnich latach. Mimo bardzo niskich oczekiwań, film Steve’a Antina okazuje się być idealną kinową rozrywką, opakowaną we wspaniałą muzykę i doskonale przez wszystkich zagraną. Tak, nawet przez Christinę Aguilerę. Bo to ona zdaje tutaj największy test ze wszystkich. I zdaje go śpiewająco.
/ 10.02.2008 13:32

Zdumiewająco przyjemny film z gatunku musical, z powodzeniem plasujący się wśród tych lepszych w swoim gatunku. Przynajmniej w ostatnich latach. Mimo bardzo niskich oczekiwań, film Steve’a Antina okazuje się być idealną kinową rozrywką, opakowaną we wspaniałą muzykę i doskonale przez wszystkich zagraną. Tak, nawet przez Christinę Aguilerę. Bo to ona zdaje tutaj największy test ze wszystkich. I zdaje go śpiewająco.

Fabuła jest prosta jak konstrukcja przysłowiowego cepa, na dodatek znana z wielu (oj bardzo wielu) innych filmów. Ali (Aguilera) przybywa do Los Angeles z małego miasteczka, mając w kieszeni głównie marzenia o wielkiej karierze scenicznej. Szukając pracy trafia do klubu Burleska, prowadzonego przez Tess (Cher). Tego samego wieczoru dostaje pracę kelnerki a chwilę później szansę na udowodnienie, że jej głos jest niepowtarzalny. Rodzi się nowa gwiazda. Ale sława, jak to sława ma swoje konsekwencje. I prędzej czy później stawia przed wyborami.

O „Burlesce” było głośno już dawno, głównie za sprawą zatrudnienia w głównej roli Christiny Aguilery. Obdarzona jednym z najlepszych głosów na świecie, Aguilera nie dała się wcześniej poznać jako aktorka. Tutaj ma okazję zaprezentować kolejny raz swój wyjątkowy dar, ale też udowodnić, że umie więcej. I zadanie wykonuje. Śpiewająco. W przeciwieństwie do innych koleżanek po fachu (fatalna Keys, tragiczna ponad wszelkie standardy Britney Spears), Aguilera zdumiewa naturalnością. Jest świeża, spontaniczna, ciekawa, na dodatek bardzo ładna, czego nie widać na co dzień pod ogromną ilością makijażu. Nie jest to oczywiście aktorstwo najwyższego lotu, ale nie razi. Można z powodzeniem mówić o sukcesie.

Aktorstwo najwyższego lotu to w tym filmie (jak i w każdym) wspaniały Stanley Tucci i mimo wszystko jednak Cher. Po licznych zabiegach aktorka zatraciła wiele ze swojej mimiki twarzy, dalej jednak pozostaje jedną z lepszych w swoim fachu. Także wokalnie dalej jest na bardzo wysokim poziomie. A w tym filmie przecież o wokal chodzi. Dla Cher i Aguilery to bez wątpienia jedna z kolejnych okazji na zaprezentowanie swoich wokalnych umiejętności. W zestawieniu dwóch, lepiej wychodzi Aguilera, ale jej głos jest po prostu niepowtarzalny i zachwycający. Ona po prostu brzmi lepiej od najlepszych. Dostanie też ku temu wiele okazji, bo Burleska opakowana jest w doskonałą ścieżkę dźwiękową. Tytuł zawsze o czymś świadczy a w tym wypadku świadczy o doskonałej, żywej muzyce i przyjemnej dla oka choreografii. Wszystko jest żywe, wartkie, kolorowe – na tyle, że „Burlesce” z powodzeniem można wybaczyć niemalże dosłowne zapożyczenia z innych filmów i płytki, przewidywalny scenariusz. Ten film jest tak przyjemny dla oka, że wszystko to odchodzi w zapomnienie. Ogląda się go i słucha z przyjemnością. Wprost zdumiewające. To przecież miała być tragedia.

Fot. Filmweb

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)