Sherlock Holmes fot. Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.

Londyn: Na tropie Sherlocka

Po sukcesie filmu "Sherlock Holmes" Biura podróży proponują już wycieczki „śladami wielkiego detektywa”. Jakie są główne punkty takiej wyprawy?
/ 27.01.2010 10:28
Sherlock Holmes fot. Warner Bros. Entertainment Polska Sp. z o. o.
Ojcem chrzestnym nowej ekranizacji przygód najsłynniejszego detektywa świata, bohatera powieści sir Arthura Conan Doyle’a, jest znany reżyser Guy Ritchie. Były mąż Madonny, który nawet dla niej nie porzucił Londynu (po ślubie para zamieszkała w prestiżowej dzielnicy Holland Park – sercu brytyjskiej stolicy), nie miał wątpliwości, że przeważająca część zdjęć do filmu musi powstać w jego ukochanym mieście.

„To prawda, że zmieniliśmy postać Sherlocka. Nie jest on już dystyngowanym sztywniakiem, całymi dniami rzępolącym na skrzypkach i pykającym fajkę, którego znaliśmy z książki i wcześniejszych filmów. Zrobiliśmy z niego prawdziwego faceta z krwi i kości, który potrafi siarczyście zakląć i przyłożyć w zęby” – przyznaje reżyser. – „Mimo to nie chcieliśmy go przenosić w inne miejsce. Producenci mieli co prawda pomysł, żeby wysłać Sherlocka w podróż do Nowego Jorku i tam kręcić zdjęcia, ale szybko z niego zrezygnowaliśmy. Cóż to byłby za Holmes bez Londynu?!”. Mimo że Sherlock pozostał w Anglii, Amerykanie przyjęli go z otwartymi ramionami. W Stanach film pobił świąteczny rekord kasowy (należący dotąd do komedii „Poznaj moich rodziców” z Robertem DeNiro i Barbrą Streisand), a nowi fani detektywa już bukują loty do Londynu. Co chcą tam zobaczyć?

BAKER STREET

To właśnie na tej ulicy mieszkać mieli bohaterowie powieści Doyle’a – Sherlock Holmes i jego nieodłączny kompan, doktor John H. Watson. Kiedy w 1887 roku pojawiła się (i od razu została bestsellerem!) pierwsza książka o przygodach detektywa, zatytułowana „Studium w szkarłacie”, setki czytelników ruszyły na Baker Street, aby zobaczyć, jak wygląda dom Holmesa. Spotkało ich zaskoczenie, bo budynek figurujący w powieści pod numerem 221B w rzeczywistości... nie istniał! Teraz jednak można go znaleźć, tyle że trzeba – niczym rasowy detektyw – trochę powęszyć. Znajduje się on bowiem na końcu ulicy, nieopodal jednego z ulubionych miejsc wypoczynku londyńczyków – Regent’s Parku, między numerami 237 a 241. Czemu tak oryginalnie? Otóż, pod koniec lat 80. władze Londynu zdecydowały się stworzyć Muzeum Sherlocka Holmesa.

Baker Street wydawało się wymarzonym miejscem jego lokalizacji. Sęk w tym, że jedyny wolny tam lokal mieścił się pod numerem 239. Po naradach i kłótniach (nie obyło się nawet bez interpelacji w parlamencie!) wykupiono go, a następnie zmieniono numer na 221B. Londyńczycy szybko zaakceptowali ten matematyczny nonsens, a muzeum stało się jednym z najpopulaniejszych w Anglii. Przez pokoje, wyposażone zgodnie z opisami z kart książek Doyle’a, przewija się co roku ponad 3,5 mln turystów! Obejrzeć mogą oni m.in. rękopisy sir Artura Conan Doyle’a, zbiór szkiców do komiksu o przygodach słynnego detektywa (to właśnie on posłużyły Guy’owi Ritchie jako inspiracja do nakręcenia filmu), a także liczące ponad 150 lat skrzypce, na których – jak czytamy w opisie – „mógłby grać” Holmes.

Ulicę Baker Street rozsławia nie tylko muzeum Holmesa, ale i głośne przestępstwo, jakiego dokonano tu w 1971 roku. Nieznani sprawcy włamali się wtedy do banku Lloydsa. Pomysłowi złodzieje wydrążyli pod ziemią kilkunastometrowy tunel prowadzący do skarbca, a ich łupem padła gotówka i biżuteria wartości kilku milionów funtów. Pikanterii sprawie dodał fakt, że przebieg kradzieży do złudzenia przypominał zagadkę rozwiązaną przez Holmesa w opowiadaniu „The Read Headed League” – z tą jednak różnicą, że sprawcy pozostali bezkarni. Policja musiała zaś przełknąć gorzką pigułkę, jaką był dla niej wykonany przez włamywaczy napis na wewnętrznej ścianie sejfu: „Może Sherlock Holmes spróbuje wam rozwiązać tę sprawę!”.

ZA ZDROWIE HOLMESA!

Z Baker Street wolnym krokiem udajemy się przez Regent Street nad Tamizę. Po drodze mijamy jeden z najbardziej charakterystycznych placów Londynu – słynny Piccadilly Circus i dochodzimy do Northumberland Street. Tu pod numerem 10-11 znajdziemy „Sherlock Holmes Pub & Restaurant”. Choć na pozór lokal ten nie różni się od setek innych londyńskich pubów, to wystarczy tylko rzut oka na menu, by każdemu miłośnikowi przygód Holmesa zrobiło się raźniej na duszy. Za jedyne dwanaście funtów można uraczyć się takimi daniami, jak „Ulubione przysmaki Sherlocka”, „Diabelskie grzybki dr. Moriarty” (sprawdziliśmy – zjadliwe!), czy „Pies Baskervillów” (spokojnie, nie jest to danie z milusińskiego czworonga, ale zwykłe angielskie kiełbaski). Oprócz smacznych dań i wybornego piwa w pubie znajdziemy także niewielką ekspozycję „pamiątek” po Sherlocku.

A SKORO JUŻ JESTEŚMY...

...w Londynie, to możemy zabawić się w szukanie mniej znanych śladów Holmesa. Każdego dnia pojawia się ich tu coraz więcej. Na Baker Street 106 kilka lat temu otworzono hotel Park Plaza Sherlock Holmes (niestety, nawet samego detektywa nie byłoby stać na spędzenie tu nocy, bo doba w najtańszym pokoju kosztuje ok. 1000 zł!). Charakterystyczny znak Holmesa – wizerunek jego cienia w czapeczce i z fajką – znajdziecie na stacji metra Baker Street, a jego samego, już po postacią Roberta Downeya Jr., obejrzycie w słynnym gabinecie figur woskowych Madame Tussaud. Gdzie jeszcze można w Londynie spotkać Sherlocka? Nic więcej już nie podpowiemy, tylko zachęcimy was do przeprowadzenia własnego śledztwa. Powodzenia!