Czarnogóra fot. www.montenegro.yu

Czarnogóra - Blisko nieba

Dlaczego Catherine Zeta-Jones i Michael Douglas chcą kupić tu apartament? Bo w Czarnogórze życie toczy się jak przed wiekami.
/ 26.02.2009 10:10
Czarnogóra fot. www.montenegro.yu
Czarnogórze nigdzie nie jest daleko, ale za to wszędzie wysoko – mawiają mieszkańcy. I nie ma w tym cienia przesady. Cały kraj, którego powierzchnia nie przekracza jednej trzeciej terenu Mazowsza, można przemierzyć w ciągu dwudziestu czterech godzin.

Ale niedostępne góry, kaniony, klify, fiordy, jeziora, oliwne gaje, plaże, porośnięte śródziemnomorską roślinnością, nadają Czarnogórze niepowtarzalny klimat. George Byron pisał, że: „...w momencie powstawania naszej planety to właśnie temu wybrzeżu Morza Śródziemnego przypadło najpiękniejsze połączenie ziemi z morzem”.

Najczystsze pod słońcem

Czarnogóra zawdzięcza swoją nazwę kupcom weneckim, którzy przybywali tu masowo w XIV wieku. Widząc szczyty górskie, które w słońcu sprawiają wrażenie czarnych, nazwali tę krainę Montenegro. Góry Dynarskie, które zajmują większą część kraju, do dzisiaj w dużej mierze pozostają niezdobyte i kryją wiele tajemnic. Wyprawa przez nie to prawdziwe wyzwanie. Ci, którzy zapuścili się w te rejony, twierdzą jednak, że wędrówka przez przełęcze, kaniony i otoczone czarnymi chmurami górskie szczyty jest niesamowitym przeżyciem. Na krętych górskich drogach wciąż łatwiej o spotkanie z dzikimi zwierzętami niż z ludźmi. A ci, którzy tu żyją, mieszkają w starych, czasem kilkusetletnich kamiennych domostwach. To tu właśnie na urwistych zboczach stoją jedne z najstarszych w Europie monasterów.

Najważniejszym jest Ostrog, główny z ośrodków religijnych serbskiej Cerkwi prawosławnej, wbudowany w zagłębienie pionowej skały masywu Prekornicy. Przechowywane są tu między innymi relikwie świetego Wasyla Ostrogskiego Cudotwórcy. Do części z tych wiosek czy monasterów nie można nawet dojechać samochodem, bo nie prowadzi do nich żadna droga. Ale dla mieszkańców tych rejonów to żaden problem. Twierdzą, że w razie czego zawsze można kupić osła.

Spacerkiem po Kotorze

W nadmorskich miastach postęp cywilizacyjny jest nieco większy. Na samym końcu jedynego fiordu Europy Południowej, Boki Kotorskiej, leży Kotor, najlepiej zachowane średniowieczne miasto na terenie byłej Jugosławii. Nawet po wojnie, która toczyła się tu w latach 90. XX wieku, ostało się wiele wspaniałych budynków. Wąskie, kręte uliczki otoczone są średniowiecznymi murami. Fortyfikacje sięgają Wzgórza Świętego Iwana, na którym znajduje się twierdza niegdyś chroniąca miasto przed najeźdźcami. Nieco włoski klimat nadają miastu nie tylko wszechobecne symbole Wenecji, czyli lwy świętego Marka.

Mieszkańcy miasta pozazdrościli Włochom nie tylko knajpek, ale też karnawału. Mawiają: „Wenecja ma swój karnawał, dlaczego nie miałby go mieć i Kotor?”. I ma. Co roku, w lutym, przez miasto przechodzi barwny korowód przebierańców. Nawet stojące w porcie łodzie są specjalnie udekorowane. Wtedy też podpala się „kukłę karnawału” symbolizującą całe zeszłoroczne zło. Swój karnawał, zwany Świętem Mimozy, ma też pobliskie Hercegnovi. Rozpoczyna się pod koniec stycznia i trwa trzy tygodnie. Jego nazwa wzięła się od tego, że karnawał przypada na okres, kiedy zakwita mimoza.

Powiew cywilizacji?

Spragnieni typowego kurortowego życia powinni więc skierować się raczej do Budvy. Stare miasto w Budvie, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się już w 186 roku p.n.e., okalają mury obronne, za którymi jest już inny świat. Po przekroczeniu jednej z dwóch bram: Morskiej lub Lądowej, przed oczami turystów otwierają się wąskie, kręte uliczki, zakamarki i centralny plac oświetlony pochodniami. Tutaj znaleźć można pozostałości wpływów rzymskich, bizantyjskich, serbskich, weneckich, tureckich, jugosłowiańskich, albańskich i czarnogórskich.Rybacy wracający z połowów prosto z kutrów sprzedają swoje zdobycze. Tu wije się ośmiornica, tam kalmary, a na chodnikach wygrzewają się żółwie. Czynne do rana dyskoteki, modne kluby i butiki stały się jedną z największych atrakcji miasta.

Warto też wybrać się do byłej stolicy kraju Cetinje, która dziś uznawana jest za centrum kulturalne kraju. Wiodąca do niej, przez przełęcz Krstać, droga to jedna wielka serpentyna. Ale za to nie ma drugiego takiego miejsca, z którego roztaczałby się wspanialszy widok na Kotor i Bokę Kotorską. Kiedy w Budvie świeci słońce, w Cetinje pada śnieg. Dziś mieszka tam nie więcej niż dwadzieścia tysięcy osób. Są to głównie emeryci. Wszędzie widać tu ślady dawnej świetności. Wszystko dlatego, że po II wojnie światowej stolicę kraju przeniesiono do Podgoricy. Niskie, najczęściej parterowe domki i pozostałości po XIX-wiecznych ambasadach największych mocarstw świata zachowały się może w nie najlepszym stanie, ale za to nie uległy socrealistycznym przeróbkom. Choć warunki lokalowe nawet tu pozostawiają wiele do życzenia, zwiedzających jest więcej.

Z bronią u pasa

W zadymionych kawiarniach, gdzie toczy się prawdziwe życie, siedzą prawie sami mężczyźni. Kobiety, szczególnie jeśli pojawiają się tam same, nie są najmilej widziane. Panowie, paląc i popijając ulubioną rakiję, potrafią od rana do nocy rozmawiać o polityce. Wciąż można tu spotkać mężczyzn uzbrojonych po zęby. Większość za pasem zatknięty ma przynajmniej pistolet, wszyscy – noże. Nie robią z nich użytku, ale zapytani o powody noszenia broni, odpowiadają, że to dla obrony przed zbójami. Cokolwiek by odpowiedzieli, na tym obszarze kulturowym jest to nieodzowny element męskiego stroju. Mieszkańcy Czarnogóry są mimo wszystko niezwykle gościnni i tolerancyjni. Spragniony turysta zawsze zostanie poczęstowany sokiem ze świeżych fig. Wszędzie może spróbować mamałygi, popary, czyli potrawy z czerstwego chleba, czy fig nadziewanych ikrą. Pod warunkiem, że nie wda się w polityczną dyskusję i nie będzie przeczył swojemu rozmówcy.