Zarażone nienawiścią

„Amatorki” Elfriede Jelinek – jeszcze mocniejsza i bardziej okrutna proza niż „Pianistka”!


Amatorki” z 1975 roku są jak ładunek wybuchowy. W tej powieści dobrze widać siłę wywrotową języka Jelinek. Atakuje całościowo: słodką Austrię, kraj porządnych ludzi, oszustwo miłości, czyli męską władzę nad kobietami, i całą strukturę społeczną. Ta powieść to totalna dekonstrukcja ludzkich relacji, nic się nie ostaje, nawet najlżejszy ciepły odruch. Na zgliszczach – wyobrażam sobie – siedzi sama Jelinek, ta ze zdjęcia na okładce. – A nie mówiłam? – uśmiecha się triumfalnie.
Na warsztat wzięła tym razem romans w odcinkach. Amatorki, dwie dziewczyny Paula i Brigitte, poszukują miłości i szczęścia. Paula chodzi za Erichem, a Brigitte za Heinzem. Imiona, jak wszystko inne, pisane są małą literą – postacie są nieważne, oglądamy tylko schemat. Bierzemy pod lupę ludzkie zbiorowisko i śledzimy dwa egzemplarze. Do czego dążą? Co osiągną, mróweczki?
Brigitte wie, że jej życie to Heinz. Nie żeby go kochała, przeciwnie, budzi w niej wstręt, ale dzięki niemu zrealizuje swoje cele: mała rodzinna firma, domek jego rodziców, dzieci. To będzie awans, stanie się kimś lepszym od pracownicy fabryki biustonoszy. Heinz to bezmyślna góra sadła przyzwyczajona do karmienia przez kobiety. I tak jest lepszy niż Erich, drwal i pijaczyna. Gdyby miał wybierać między Paulą i motocyklem, wybrałby oczywiście motocykl. Paula jednak ma nadzieję, że uda się z nim stworzyć dom. Paula zaczytana w pismach kobiecych „produkuje miłość jak hormon”. Jelinek pokazuje podszewkę banalnych pragnień i motywacje obu kobiet. I cóż tam widać?
Obiadek rodzinny. Starsi rodzice, synek Heinz, jego narzeczona Brigitte, jeszcze siostra Heinza i jej dziecko. Żarty i gruchanie. Pod powierzchnią tymczasem trwa seans nienawiści.
Brigitte nienawidzi dzieci, matka Heinza nienawidzi kobiety, która zabierze jej synka, nienawidzi też od lat swojego męża, któremu usługuje. Heinz, wypieszczony synek, nienawidzi swoich rodziców, chętnie wyśle ich niebawem do domu starców. Tutaj kobiety przekazują sobie nienawiść i krzywdy od pokoleń. Matka Pauli jako dziewczynka była wykorzystywana przez mężczyzn, podobnie jak jej babka. Poczynania Pauli, jej zabiegi wokół Ericha obserwuje cała wieś, inne kobiety, które nawzajem się nienawidzą. Erich pije, Pauli powija się noga, schodzi na złą drogę. Jak miło – cieszy się wieś! Gdyby była rozsądna, strzegłaby domowego ogniska, a nie próbowała zarabiać na dom. Jelinek mistrzowsko ujawnia i wyszydza tę siłę społeczności, która wytyka palcem, a potem przejeżdża po niepokornych jak walec.

W tym świecie, paradoksalnie, kobiet nie ma. Owszem, jest „przedmiot Paula”, ale istnieje tylko jako część mężczyzny, bezmyślnie opychającego się potwora. Roi się za to od „siedzących na progach, obumierających jak rozgniecione jednodniowe muszki kobiet (…) [które] bez przerwy obejmują wzrokiem swe małe domowe królestwa, tutaj są królowymi, sprawia to czasem płyn do płukania tkanin, a niekiedy nowoczesny szybkowar”. Żałosne kobiety karmią się złudzeniami z tanich romansów. Wszyscy są tu obrzydliwi: i kobiety, i mężczyźni (oni bardziej). Nawet Paula, ofiara. Jelinek przenikliwie obnaża potworności życia społecznego. Wystarczy przez chwilę zobaczyć własne życie z takiej perspektywy, a już poczujemy drżenie totalnej rozsypki. Jednak ten świat przy całej swojej sile deziluzji budzi opór. Może dlatego, że jest tak sadystyczny wobec bohaterów i wobec czytelnika. I dlatego, że sam hołduje iluzji, takiej choćby, że prawdziwa jest jedynie nienawiść. A to też tylko złudzenie.

Justyna Sobolewska/ Przekrój

Elfriede Jelinek „Amatorki”, przeł. Anna Majkiewicz i Joanna Ziemska, W.A.B., Warszawa 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)