Uszy wszech czasów

Niecodzienna codzienność Murakamiego.
/ 16.03.2006 16:57
Bycie przeciętnym jest takie przeciętne. Chociaż zarabiamy przyzwoite pieniądze, żona rzuca nas dla innego. Jeździmy zwykłym samochodem i mieszkamy w zwykłej dzielnicy. Tak też wygląda codzienność bezimiennego bohatera „Tańcz, tańcz, tańcz”.

Ani przystojny, ani brzydki. Nie byłoby w nim nic interesującego, gdyby nie sny. Śni mu się hotel Delfin, a w nim dziewczyna Kiki, właścicielka najpiękniejszych uszu w świecie. W „Tańcz, tańcz, tańcz”, będącym luźną kontynuacją „Przygody z owcą”, Murakami miesza powieść obyczajową z fantastyką (w hotelu Delfin jest przejście do innego świata) i kryminałem.

Czyni to po swojemu, z finezją i wyczuciem. Jednak obecne w „Tańcz... ” mroczne przejścia do innych wymiarów, zaginione kochanki i szafy z trupami stanowią jedynie barwne tło dla prawdziwej opowieści, w której autor sakralizuje codzienność. Tutaj jedzenie hamburgera, picie whisky i kochanie się z dziewczyną jest sakramentem, modlitwą oswajającą ze śmiertelnością.

Robert Ziębiński/ Przekrój

Haruki Murakami „Tańcz, tańcz, tańcz”, przekład Anna Zielińska–Elliot, Muza, Warszawa 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)