"Trzy połówki jabłka"

Zagrać w życie jeszcze raz...
Jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy kiedyś podjęli inną decyzję? Co by było, gdyby cofnąć czas i spróbować pójść inną drogą...? Z takimi dylematami zmagają się bohaterowie książki Antoniny Kozłowskiej "Trzy połówki jabłka", opublikowanej przez Wydawnictwo Otwarte.



Inspiracją do napisania książki były wypowiedzi na kobiecych forach internetowych. Okazało się, że kobiety po trzydziestce często wracają myślami do najważniejszych momentów w swoim życiu, do podejmowanych w przeszłości decyzji. Zastanawiają się, co by było, gdyby ich życie ułożyło się inaczej, gdyby dokonały innych wyborów.

"Ten 'powrót do przeszłości' nie jest czymś, co przeżywa tylko Teresa, bohaterka powieści
– opowiada autorka – jest wspólnym, szerszym doświadczeniem. Przyznam, że kiedy to odkryłam, wpadłam na pomysł napisania tej książki".

"Trzy połówki jabłka" są opowieścią dla tych czytelniczek, które mają już trochę dość obowiązkowo optymistycznych i uśmiechniętych heroin po trzydziestce i chciałyby poznać historię i dylematy kobiety "z krwi i kości", podobnej do nich, pełnej rozterek i podejmującej decyzje, których konsekwencje trzeba czasem ponosić przez całe życie. A może jednak nie trzeba...

Losy Teresy, Krzysztofa i Marcina to historia, w której czytelnik odnajdzie cząstkę własnego życia. Przeszłość upomina się o każdego z nas i to w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Nie jesteśmy w stanie temu zapobiec, ale możemy się z naszą przeszłością zmierzyć. Teresa – główna bohaterka książki, kobieta po trzydziestce – ma pracę, męża i dwójkę dzieci. Jest szczęśliwa, jednak czasami zastanawia się, czy z kimś innym jej życie nie byłoby ciekawsze. Kiedy pewnego dnia spotyka Marcina, swoją młodzieńczą miłość, staje przed trudnym wyborem: spróbować życia z dawnym ukochanym i przekreślić ostatnie dziesięć lat czy być wierną żoną i zmagać się z ciągłym uczuciem niespełnienia?

"Nikt do tej pory tak wyraziście nie skonstatował, że zadawanie sobie pytania - co by było, gdyby...? - to powszechne doświadczenie kobiet, przekraczających smugę cienia. Trzy połówki jabłka to historia inspirowana życiem, utkana z prawdziwych opowieści i dramatów – mówi Robert Chojnacki, prezes i redaktor naczelny Wydawnictwa Otwartego – Uznaję ten debiut za bardzo dojrzały, gdyż książka ma wyraziście nakreśloną grupę odbiorców, konsekwentną stylistykę i formę. Autorka mówi własnym głosem, sprawdza różne kombinacje warsztatowe. Wynika to zapewne z jej wielkiego samorodnego talentu".


Fragment rozmowy z autorką:
– (...) bohaterka Pani książki, Teresa, ma właściwie to samo i jest szczęśliwa Pani zdaniem?
– Nie, w żadnym razie. Teresa jest niespełniona. Jej czegoś brakuje. Ma męża, który jej nie zauważa. Ona jego zresztą też, co nie dziwi, bo jej decyzja o wyjściu za mąż nie była przemyślana. Nie wiadomo, po co to zrobiła. Może żeby sobie coś udowodnić, pokazać, że jest dorosła... W dziwnej sytuacji, w której ma naraz dwóch mężczyzn, ona raptem decyduje się wyjść za mąż, choć właściwie też się nie decyduje, tylko daje się zaciągnąć do ołtarza...
– A to nie jest tak, że wyczuwając, z kim łatwiej może zbudować trwały związek, rezygnuje z wielkiej namiętności?
Być może, ale ja chyba na jej miejscu w ogóle bym się nie pakowała w taką sytuację. Z niej tak naprawdę dobrego wyjścia nie ma.
– Rozumiem, ale potem wydawało się, że w życiu Teresy wszystko jest w porządku. To skąd ten powrót do przeszłości?
Kiedyś na jednym z forów internetowych rozmawiałyśmy o przekroczeniu trzydziestki i wtedy się okazało, że ten "powrót do przeszłości", jak Pan to nazwał, jest jakimś wspólnym, szerszym doświadczeniem. Przyznam, że wtedy wpadłam na pomysł napisania tej książki. To nie jest coś, co przeżywa tylko Teresa.
Ale dlaczego?
Czy ja wiem... Widzi Pan, z jednej strony jesteśmy szczęśliwe. Mamy dzieci, dom, to, czego chciałyśmy. Ale człowiek kończy trzydziestkę i budzi się pewnego dnia rano z poczuciem, że ma już tyle lat, a wokoło nic się już nie zmieni – zawsze będzie ten sam mąż, ta sama praca, te same dzieci, to samo mieszkanie w bloku. I jeśli wtedy mamy choćby cień wątpliwości, czy dokładnie tego chciałyśmy, pojawia się pytanie: Co by było, gdyby...? Chyba najważniejszym "gdyby" w życiu kobiety jest mężczyzna. "Ten były" zwykle pozostaje w sferze myśli i marzeń, ale gdy się napatoczy, może być gorąco. Różnie bywa, choć na ogół się nie wie, czego się chce.
To po co w to wchodzić, po co Teresa tak robi?
– A po co ludzie w ogóle robią takie rzeczy? To chyba nie jest tak do końca świadome. A może to jakiś syndrom trzydziestki, jakaś kobieca smuga cienia? Świadomość, że już mam to wszystko, czego chciałam, ale też i dziesięć kilo więcej, i rozmaite pamiątki po dzieciach na ciele…
To aż takie ważne?
Tak. Mężczyźni tego nie rozumieją, ale tak. Ja wiem, zawsze jest coś w zamian. Za nastolatkami mężczyźni się oglądają, a z trzydziestolatkami rozmawiają, ale niełatwo się z tym pogodzić, zaakceptować to i docenić. Zawsze pozostanie w nas jakiś żal. Jeśli wtedy bilans nie wychodzi na plus, a pojawi się w pobliżu coś (lub ktoś), co (kto) wytrąci nas z równowagi, wszystko może stanąć na głowie. Zawsze jest w nas pokusa, żeby zagrać w życie jeszcze raz. To ludzkie, prawda?
Rozmawiał: Robert Chojnacki



Fot. Spotkanie autorskie - Antonina Kozłowska i Kinga Rusin.

Tekst i zdjęcie: materiały od wydawnictwa.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)