Sztuka przetrwania

Marianne Faithfull wystąpi w Warszawie jako wielka legenda, choć – jak sama mówi – ciągle uczy się śpiewać.
/ 31.10.2005 11:22
Kariera i życie Marianne Faithfull zatoczyły w ciągu 40 lat ogromne koło: od gwiazdy brytyjskich list przebojów i sceny londyńskiego Royal Court Theatre w latach 60., poprzez kliniki odwykowe w następnym dziesięcioleciu, a później triumfalny artystyczny powrót w latach 80., po udział – już obecnie – w ambitnych filmach i współpracę z najwybitniejszymi muzykami rockowymi.
Na życiowych zakrętach zmieniał się też jej głos. W 1964 roku słodkim szeptem wyśpiewała przebój "As Tears Go By" napisany dla niej przez Micka Jaggera i Keitha Richardsa. 15 lat później warczała z punkową wściekłością na płycie "Broken English". W ubiegłym roku nagrała mroczny album "Before The Poison", a jej charakterystyczna chrypka nigdy wcześniej nie brzmiała tak szlachetnie.

Czy ona potrafi śpiewać?
– To naturalne, że głos zmienia się wraz z wiekiem – mówi "Przekrojowi" Faithfull w rozmowie telefonicznej. – Na lekcje gry na fortepianie i naukę śpiewu chodziłam jeszcze w szkole, na długo zanim zostałam odkryta przez świat muzyki pop. Jednak dopiero w wieku 30 lat [Faithfull urodziła się 29 grudnia 1946 roku – przyp. red.] zaczęłam panować nad swoim głosem. A teraz znowu uczę się śpiewu. To dlatego, że Polly Harvey napisała dla mnie kilka piosenek w tonacji, w której nie mogłam ich zaśpiewać. Nie chciała ich zmieniać, więc wysłała mnie do nowojorskiego nauczyciela śpiewu, który szkolił nie tylko ją, ale też Bono i Micka Jaggera. I zaśpiewałam.
Jej matka była austriacką baronową pochodzącą z rodu Leopolda von Sacher-Masocha (to od niego wzięło się określenie "masochizm"). Po ojcu, wykładowcy uniwersyteckim, odziedziczyła nazwisko Faithfull (dosłownie: "pełna wiary"), które nie tylko okazało się prorocze, ale też pomogło jej w karierze.
– Z moim przyszłym mężem [Johnem Dunbarem – później znanym marszandem sztuki] poszliśmy raz na przyjęcie – wspomina. – Miałam 17 lat, a że nie mieliśmy pieniędzy, natychmiast rzuciłam się na jedzenie. Połykając coś łapczywie, usłyszałam, jak nad moją głową ktoś mówił: "Faithfull, co za niesamowite nazwisko, i do tego prawdziwe! Czy ona potrafi śpiewać?". To był Andrew Loog Oldham, menedżer Rolling Stonesów.
Tydzień później Marianne dostała od niego telegram zapraszający ją do studia.

Przerwa w życiorysie
W połowie lat 60. Londyn był stolicą artystycznego świata. Nowe kariery rodziły się tu każdego dnia, a konsekwencje szalonego życia bohemy nie były jeszcze odczuwalne. W ciągu jednego roku Marianne miała aż cztery przeboje w brytyjskiej Top 10 i choć później jej kariera piosenkarska podupadła, pozostała przewaga nad innymi – Faithfull była dziewczyną Micka Jaggera. A będąc pięknością z towarzystwa, szybko z wokalistki przeobraziła się w aktorkę. W 1968 roku wystąpiła z Alainem Delonem w filmie "Dziewczyna na motocyklu", później w teatrze zagrała u boku Glendy Jackson w "Trzech siostrach" Czechowa, a następnie wcieliła się w postać Ofelii. Tym razem partnerowali jej Anthony Hopkins i Nicol Williamson.
– Tak naprawdę to gram przez całe życie. Na scenie zaczęłam występować jako młoda dziewczyna i od razu trafiłam do najlepszych teatrów – wspomina dziś Marianne. – Chociaż od kiedy po przerwie w życiorysie powróciłam do mojego głównego zajęcia, muzyki, w teatrze pojawiam się sporadycznie.
Wspomniana "przerwa w życiorysie" nadeszła pod koniec lat 60. – Z zewnątrz "swingujący Londyn" wyglądał szalenie barwnie. Od środka był szalony, ale już nie tak wesoły
– mówi Faithfull. Kolorowe życie szybko przeistoczyło się dla niej w piekło. Narkotykowe odloty, orgie i alkoholowe libacje urozmaicane były policyjnymi nalotami, o których z lubością donosiła bulwarowa prasa. Marianne najpierw poroniła dziecko Jaggera, by w końcu, latem 1969 roku, łyknąć ponad sto tabletek barbituranów. W śpiączce spędziła kilka dni, potem żyła kilka lat w depresji i uzależnieniu od heroiny. Na siedem lat zniknęła z życia publicznego, przez jakiś czas była wręcz bezdomna. Ośmiomiesięczna terapia w klinice odwykowej przywróciła ją wprawdzie do życia, ale wielka kariera była zrujnowana. Zbawieniem okazał się punk rock. W 1979 roku Faithfull wyszła za mąż za Bena Brierly’ego, gitarzystę punkowej kapeli Vibrators, i wydała poruszający album "Broken English". Lata spędzone w rozpaczy, w heroinowym uzależnieniu, alkoholizm oraz tony wypalonego tytoniu sprawiły, że jej głos nabrał magnetycznej szorstkości. Znów trafiła na czołówki gazet, ale już nie ze względu na ekscesy, tylko dzięki sztuce.

Powrót do Warszawy
Przez następne ćwierć wieku wydała 10 autorskich albumów, w tym dwa z songami Kurta Weilla. Specjalnie dla niej komponowali Stevie Winwood, Bono, Angelo Badalamenti, Daniel Lanois, Elton John, Beck i Billy Corgan. Na ostatniej płycie w roli współpracowników Faithfull pojawili się: wspomniana PJ Harvey, Nick Cave, Damon Albarn (Blur) i amerykański kompozytor Jon Brion.
– Chciałam ją nazwać "Mystery Of Love", ale zdałam sobie sprawę, że żyjemy w zbyt okrutnym świecie, by moja płyta nosiła taki słodki tytuł. Szczególnie, że z Polly [Harvey] uznałyśmy, iż będzie to najbardziej mroczny album w mojej karierze – mówi Marianne. – Ludzie często pytają mnie, jak bardzo osobiste są moje piosenki. Oczywiście wiele z nich powstało na podstawie moich doświadczeń. Kiedy ma się dwadzieścia parę lat, to jest się zafascynowanym sobą i swoją relacją ze światem, ale później, kiedy człowiek dorasta, kiedy jak ja ma się 58 lat, już na pewno przestaje się skupiać na sobie.
Faithfull nie tylko spełnia się teraz, pisząc teksty i wykonując piosenki, ale wreszcie została doceniona jako aktorka filmowa. – Zapewne mam pewien talent aktorski, wcześniej obsadzano mnie w różnych rolach ze względu na moją powierzchowność – mówi. – Teraz bardziej liczy się typ charakteru, jaki prezentuję, niż mój wygląd.
Jako aktorka została doceniona w 2000 roku po roli w filmie "Intymność" Patrice’a Chereau. – Wywołał wiele kontrowersji, ale też wyprzedził swój czas – mówi dziś Faithfull. – To wówczas dostrzegli mnie Christian Leight i Sofia Coppola. Praca z Sofią przy jej najnowszym filmie "Marie-Antoinette" była dla mnie dużym wyzwaniem. Występuję tylko w drugoplanowej roli Marii Teresy, ale za to mogę już teraz powiedzieć, że będzie to wybitny film.
W dniu warszawskiego koncertu Marianne Faithfull, 2 listopada, ukaże się w Polsce autobiografia artystki. Sam występ też zapowiada się szalenie interesująco. – Nie byłam zadowolona z mojego występu we Wrocławiu [w ubiegłym roku]. Graliśmy w ogromnej sali, a ja lubię intymną atmosferę. W Warszawie byłam już wcześniej jako turystka i bardzo mi się podobało.
– Nie, nie było to podczas wizyty Rolling Stonesów [w 1967 roku] – dodaje Faithfull. – Ale trudno mi sobie przypomnieć datę. Przygotujcie się na długi wieczór, bo zaprezentuję utwory z całego mojego życia.

Najlepsze albumy
Marianne Faithfull "Marianne Faithfull" (Decca 1965)
Debiutancki, a zarazem najpopularniejszy. W Wielkiej Brytanii dotarł do 15. miejsca, a za oceanem nawet o trzy pozycje wyżej. Popularność zawdzięcza przebojom "As Tears Go By" i "Come And Stay With Me". Wokalistka śpiewa zaaranżowane w barokowej konwencji utwory Jackie De Shannona, spółki Bacharach-David oraz piosenki z repertuaru Beatlesów, Herman’s Hemits i Petuli Clark.

"Broken English" (Island 1979)
Zapomniana gwiazdka lat 60. powróciła jako dojrzała kobieta po przejściach, rozdrapująca swe najboleśniejsze rany (gorzka "Why’d Ya Do It") oraz w sposób nowatorski interpretująca klasyka Johna Lennona "Working Class Hero" i "Ballad Of Lucy Jordan" znaną z repertuaru zespołu Dr. Hook.

"Before the Poison" (Naive 2004)
Możliwe, że jest to najlepszy album Marianne, choć nie zyskał takiego zainteresowania jak "Broken English". W pewnym sensie jest odwrotnością tamtej płyty. Zamiast buntu przynosi gorzkie, poetyckie refleksje na temat miłości, przyjaźni i odkupienia. Emocje doskonale podkreśla muzyka napisana przez wybitnych gości, w tym PJ Harvey i Nicka Cave’a.

Radosław Dżordżewski

Marianne Faithfull – 2.11 Warszawa, Sala Kongresowa

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)