Przekrój muzyki: selekcja klubowa

Historia muzyki klubowej – na nowej płycie „Przekroju” i w zestawieniu poniżej.
/ 16.03.2006 16:57
Gitara jest dziś cool, prawda? – zapytano niedawno Erica Claptona w telewizji.

– Była – odpowiedział. – Teraz są didżeje.
Trendy na rynku klubowym zmieniają się tak szybko, że trudno na nie zareagować w prasie, a co dopiero mówić o kompilacji muzycznej. Dlatego kolejną składankę z serii „Przekrój muzyki”, „Selekcja klubowa”, poświęciliśmy nie najnowszym rytmom, lecz historii tanecznych brzmień – od chicagowskiego house’u (Mr. Fingers), przez drum’n’bass (Goldie), bigbit (Chemical Brothers, Fatboy Slim), aż po chilloutową elektronikę (Royksopp). Jeśli ktoś chciałby wyjść poza 16 utworów zawartych na płycie, powinien sięgnąć po poniższe pozycje:

The KLF „The White Room” (1991)
Prowokujący The KLF nie mieli sobie równych w kpinie z show-biznesu. Krótko po wydaniu tego hołdu dla rewolucji 1988 roku, jaka wybuchła w brytyjskich klubach (i dała początek zjawisku, które nazwano clubbingiem), udali się na muzyczną emeryturę. Wcześniej przed kamerami rytualnie spalili milion funtów w gotówce.

Orbital „Orbital” (1991), „Orbital 2” (1992)
Umiejętność poszukiwania piękna w układach scalonych swoich komputerów bracia Hartnoll posiedli już na starcie kariery. Rok po roku powstały te dwa albumy i zarazem dwa arcydzieła współczesnej elektroniki zwane z racji koloru okładek „zielonym” i „brązowym” – do tańca, ale nie tylko.

Leftfield „Leftism” (1995)
Nikt tak sugestywnie nie wkomponował w wysokooktanowy techno-house elementów jamajskiego dubu i afrykańskich wpływów. Nikt też nie zrobił lepszego użytku z charyzmy Johna Lydona z Sex Pistols.

Goldie „Timeless” (1995)
Arcydzieło drum’n’bassu, połamanej odmiany klubowych rytmów – a zarazem jeden z niewielu albumów gatunku, który przetrwał próbę czasu. Błysku talentu enfant terrible londyńskich salonów nie starczyło na długo. Gdy po sukcesie „Timeless” Goldie uwierzył, że jest klubowym Góreckim, błyszczały już tylko jego złote zęby.

The Chemical Brothers „Exit Planet Dust” (1995)
Gdy debiutowali tym albumem, przypięto im łatkę ojców chrzestnych bigbitu. Kolejne płyty dowiodły, że bogatej w tropy i wątki muzyki Chemicznych w jednej szufladzie zamknąć się nie da. I dobrze – dzięki temu z powodzeniem działają do dziś.

Daft Punk „Homework” (1996)
Robespierre i Danton francuskiej rewolucji tanecznej ukryli twarze pod maskami, na widok publiczny wystawiając tylko swoją twórczość – brudny elektroniczny funk, w którym odżył duch klubowych protoplastów, od Kraftwerk po pionierów house’u.

Basement Jaxx „Remedy” (1999)
Nowe gwiazdy, które wprowadzały scenę taneczną w XXI wiek. W muzyce Basement Jaxx idealnie przejrzało się barwne, multikulturowe londyńskie Brixton, z którego pochodzą. Dumnie kontynuują pochód przez parkiety całego świata.

Royksopp „Melody AM” (2001)
Była chłodna jesień 2001 roku, gdy z norweskich fiordów niespodziewanie powiało ciepłem, jakiego w chilloutowych komnatach nie słyszano od debiutu Air. Wysoką temperaturę Royksopp potrafili zresztą utrzymać również na parkiecie.

Płyty wybrał i opisał Bartek Winczewski/ Przekrój

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)