Pieski Świat

„Bombon – El Perro” to kolejny (po „I twoją matkę też”, „Marii łaski pełnej” czy „Mieście Boga”) wart uwagi film z Ameryki Łacińskiej.
/ 16.03.2006 16:57
Tu, gdzie mieszka Juan Villegas, niebo nie tylko skąpi kropli deszczu, ale w ogóle skąpi wszelkich łask. Na przykład łaski posiadania pracy. Dlatego po 20 latach wiernego służenia na stacji benzynowej Juan zostaje wyrzucony – tyle że nie na bruk, ale prosto w pył argentyńskiej pampy.
Na próżno stara się odnaleźć w nowej rzeczywistości, sprzedając noże, do których sam wyrabia piękne rękojeści. Nie myślcie jednak, że „Bombon – El Perro” jest gorącym, interwencyjnym filmem społecznym o ludziach usuniętych na margines. Nawet jeśli pobrzmiewają tu takie akcenty, to bardzo delikatnie i nienatrętnie. To raczej opowiedziana jakby od niechcenia historyjka o przygodach zwyczajnego życia, bez tezy, bez sentymentów i bez morału.
Przygoda Juana (w tej roli mechanik Juan Villegas) zaczyna się w momencie, gdy pod jego opiekę trafia ogromny biały pies, tytułowy Bombon. I już myślimy sobie, że przyjdzie nam słodko zasnąć na sentymentalnej, pouczającej opowiastce o tym, jak człowiek i pies dzielą pieski los na pustej pampie oraz że ten ostatni jest najlepszym przyjacielem tego pierwszego, gdy okazuje się, że Bombon to czystej krwi argentyński dog. Rasowe, piękne zwierzę, warte kupę kasy, zdolne do polowań, wystaw, psich pojedynków. I nagle życie Juana rusza z kopyta, a wokół niego pojawiają się ludzie, którzy wiedzą, jak zarobić na psie, którzy potrafią zachwycić się wspaniałą psią szczęką albo zgrabną nogą.
I tylko Bombon, zupełnie nieświadomy własnej rangi, a już na pewno wartości, niechętnie poddaje się tresurze, upiększającym zabiegom i próbom wyswatania go z piękną suką. To właśnie wtedy, gdy dog zaprzecza wszystkim wyjątkowym cechom swojej wyjątkowej rasy, możemy wyraźnie zobaczyć, że rasa to obsesja ludzi, nie zwierząt. Film Sorina jest interesującym atlasem ludzi – począwszy od Juana, który, niestety, jest tylko poczciwym kundelkiem, po prawników i bankierów, rasowych jak cholera, posiadających jedyne w swoim rodzaju rodowody – długie wyciągi z konta. I „Bombon” opowiada właśnie o przygodzie kundla, który przypadkiem zaplątał się między rasowce.
„Bombon – El Perro” to kolejny (po „I twoją matkę też”, „Marii łaski pełnej” czy „Mieście Boga”) wart uwagi film z Ameryki Łacińskiej. Nowy Świat wyrósł w ostatnich latach na prawdziwego potentata winiarskiego i kinowego. Osobiście jednak wolę, żeby zalewały nas tamtejsze filmy, bo w przeciwieństwie do wina nie potrzebują żadnych polepszaczy.

Małgorzata Sadowska/ Przekrój

„Bombon – El Perro”, reż. Carlos Sorin, Argentyna 2004, Best Film,
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)