Ostateczne wyjście

Nad wyraz sugestywny majstersztyk psychologiczny: czytelnikowi udzielają się lęki bohaterek, przyprawiające o bezsenność.
Nigdy nie widziałam rozczłonkowanych zwłok. Natsuo Kirino mogła je widzieć choćby na zainscenizowanej fotografii – w Japonii nie brakuje takich obrazków. Ale w jej powieści nie chodzi tylko o szokującą estetykę. „Ostateczne wyjście” to przede wszystkim historia kobiecego dojrzewania do niezależności.
Pierwszym pokawałkowanym jest mąż jednej z bohaterek. Zostaje on ukarany za zdradę, hazard i brutalność. Przyjaciółki zabójczyni pomagają jej usunąć zwłoki. Każda ze wspólniczek zbrodni ma własne motywy. Łączy je chęć odmiany życia, w którym nie ma miejsca na nadzieję, wiarę i miłość. Policja szybko wpada na trop zbrodni. Śladami przyjaciółek rusza jednak ktoś inny. O wiele bardziej niebezpieczny. Mnożące się makabryczne obrazki i wywołujące klaustrofobię napięcie są tu istotne, ale nie one decydują o mistrzostwie tej powieści. Kirino stworzyła majstersztyk psychologiczny, a zarazem niezwykłą mieszankę tragizmu z groteską. Nad wyraz sugestywną: czytelnikowi udzielają się lęki bohaterek, przyprawiające o bezsenność. Oraz cokolwiek absurdalne przekonanie, że wszystko skończy się dobrze. Przynajmniej dla tych, które naprawdę na to zasługują. Choćby, no cóż, nie miały czystych rąk.

Marta Mizuro/ Przekrój

Natsuo Kirino „Ostateczne wyjście”, przeł. Marek Fedyszak, Sonia Draga, Warszawa 2005
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)