Maestro Gwinciński

Pod charakterystycznym dla yassowców banalizowaniem swej twórczości kryje się szlachetny brzmieniowo projekt.
/ 26.04.2005 14:52
Po latach od czasów grupy Miłość i pierwszych sukcesów sceny yassowej już wiadomo, kto wygrał, kto przegrał, kto zdobył Fryderyki, a kto paszporty. Wiadomo też, kto wybrał drogę outsidera – i odniósł sukces artystyczny. Tomasz Gwinciński.
Nagrał w ostatnich latach znakomity album „Clever Nonsense”, kilka dobrych ilustracji teatralnych, ale w przeciwieństwie do Tymańskiego i Możdżera sławy nie zdobył. Łatwo powiedzieć: bo grał nie dla ludzi. Tymczasem nie o to chodzi. W nowej muzyce Gwincińskiego nagranej z grupą Maestro Trytony, jak zwykle osobnej i oryginalnej, nie ma odwracania się tyłem do słuchacza. Pod charakterystycznym dla yassowców banalizowaniem swej twórczości („gówniana transgresja, kotlety z liści marchwi, muzyka malukka” – pisze we wkładce autor) kryje się szlachetny brzmieniowo projekt, w którym od jazzu i rocka Gwinciński płynnie, lekko przechodzi do kameralistyki w klasycznym ujęciu. A jego tematy tak się mają do melodii popowych piosenek jak rachunek różniczkowy do tabliczki mnożenia.

Bartek Chaciński/ Przekrój

Maestro Trytony „Heart of Gold”, Chemo Q.R.G.
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)