POLECAMY

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Czerwony dywan, który rozpościera się pod stopami wielkich gwiazd czy też tylko niewielkich gwiazdeczek to symbol splendoru, wielkiego świata, zapalonych reflektorów i błyskających fleszy aparatów fotograficznych.
Czerwony dywan, który rozpościera się pod stopami wielkich gwiazd czy też tylko niewielkich gwiazdeczek to symbol splendoru, wielkiego świata, zapalonych reflektorów i błyskających fleszy aparatów fotograficznych.

Jednak nie zawsze stąpająca po czerwonym dywanie gwiazda błyska pełnią swego blasku.
Bowiem sława – też człowiek i czasami może się pomylić w stroju, fryzurze, makijażu. Albo wręcz przeciwnie – podwoi swój blask i oczaruje swoich wielbicieli wspaniałą kreacją, która doskonale współgra z jej osobowością, figurą czy wyczuciem okazji na jaką została włożona. Makijaż zachwyci, a fryzura przykuje uwagę i tak bardzo nam się spodoba, że natychmiast ją odwzorujemy.
Może być różnie. Jak to w życiu. Tak czy inaczej przyjrzymy się bliżej znanym osobistościom wprost z czerwonego dywanu. Przeanalizujemy je i, że się tak obrazowo wyrażę – rozbierzemy na czynniki pierwsze. A potem nadamy im ocenę – zieloną uśmiechniętą buźkę na znak pełnej aprobaty, żółtą i neutralną, gdy pojawią się niedociągnięcia, a czerwona i wykrzywiona w smutnym grymasie oznaczać będzie, że gwiazda tym razem się nie popisała.

Wprost z czerwonego dywanu wielkiego świata gwiazdy trafiają więc do nas... na dywanik!
Jako pierwszą zajmiemy się aktorką, piosenkarką, a ostatnio także prezenterką show „Jak Oni śpiewają” - Joanną Liszowską.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Być może założeniem Joanny Liszowskiej było wyglądać szczuplej i bardziej zwiewnie, dlatego też założyła luźną i szeroką beżową, lekko połyskującą sukienkę na ramiączkach, bez wcięcia. Błąd. Taki krój sukienki uwydatnił jeszcze bardziej szerokie biodra gwiazdy, a nawet posunął się o krok dalej – u postronnych obserwatorów mógł wzbudzić podejrzenie początkowego stadium stanu błogosławionego. Sukienki o kroju tzw. „ciążowym” niestety niewdzięcznie prezentują się na bujnych biodrach i zamiast je kamuflować – jeszcze bardziej je poszerzają. A tym bardziej, gdy dodatkowo sukienka uszyta jest ze śliskiej, połyskującej tkaniny. Efekt blasku i hojności (kształtów i stroju) spotęgowała dodatkowo szczerozłota i migotliwa torba – worek.
Także uczesanie nie należało do najszczęśliwszych. Platynowe blond włosy poprzez częste rozjaśnianie bardzo łatwo się przesuszają. Jeśli odpowiednio się o nie nie dba – nawilża, odżywia, najlepiej na profesjonalnych zabiegach u dobrego fryzjera, wyglądają jak na załączonej fotografii: suche i spalone na końcach, a lekko błyszczące u nasady. Efekt? Wydawać by się mogło, że to dwa, całkiem odmienne rodzaje włosów.
W makijażu zostawiłabym tak jak są lekko połyskujące, delikatnie zaakcentowane oczy, natomiast świetlisty, różowy błyszczyk zmieniłabym na matową i ciemniejszą pomadkę. Błysku było już nadto.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Flamenco? Corrida? Moulin rouge? Styl kowbojski? Stanowczo zbyt wiele znaków zapytania. Tak samo jak stylów. Falbany nadają niepotrzebnej, bo dodatkowej do już i tak istniejącej samej przez się objętości. Pluszowy gorset powiększa i uwydatnia, tego, czego nie powinien (np. brzuszka). Kapelusz jest z zupełnie innej bajki, więc zostawię go w spokoju. A zajmę się warkoczem. Zupełnie inny kolor warkocza, a inny góry włosów nasuwa niechlubne podejrzenie o doczepioną treskę. Jednak my wiemy już, że to tylko podejrzenie. To wina tego nieposłusznego blondu, co to się nie tak samo tonuje.
Na pierwszy plan w makijażu wysuwa się makijaż oczu ze szczególnym naciskiem na makijaż rzęs. Hojny makijaż rzęs. Podejrzewam, że efekt ich sklejenia był zamierzony. Jednak wprowadził kolejny znak zapytania do opisywanej kreacji: Barbie?

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Jedna chusta, dwie chusty, trzy chusty... Zagadka: z ilu chust składa się ta sukienka? Jedno jest pewne - są w dwóch kolorach: czarnym i białym. Efekt końcowy? Look alla Pavarotti z okresu świetności. Chustom spływającym spod biustu aż do ziemi w wydaniu dla puszystych pań mówimy stanowcze NIE.
Włosy tym razem chyba się ze sobą nie dogadały. Góra dała grzecznie się zakręcić w lekkie fale, dół się zbuntował i pozostał prosty. Zawsze można powiedzieć, że właśnie tak miało być. No cóż, jednak podejrzenia zostaną.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

No i znowu połysk. Tym razem niczym pył księżycowy, w dwóch odcieniach srebra. Sukienkę ratuje to, że nie leje się zwojami materiału i nie robi zbędnego szumu i sztucznego tłumu jaki mają w zwyczaju lubiane przez aktorkę falbanki czy zwiewne zwoje chust. Jednak cały efekt psuje kolejny niepotrzebny dodatek – to coś na kształt bolerka, co wydobywa się spod boków w okolicach biustu i opasuje w ścisłym objęciu ramiona, plecy, szyję. No właśnie: gdzie jest szyja?
Włosy zostały bezlitośnie potraktowane (należało im się) i zostały związane w kucyk. I tym samym na pierwszy plan wybiły się kolczyki. Odrobinę zbyt bogate. Ot, wystarczyłaby jedna kulka.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Połyskująca sukienka w ciepłej, beżowej tonacji. Obcisła. Aż za bardzo, wystaje co nie powinno, a także prześwituje.

Na dywaniku: Joanna LiszowskaNa dywaniku: Joanna Liszowska

Czarne, kudłate, ciężkie, to znaczy przyciężkie futro w wersji rozpiętej i zawiązanej skórzanym pasem. Ale dlaczego ono jest takie masywne? Aha, chyba żeby pogrubić. No dobrze, przyznaję – nie rozumiem.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Nareszcie okiełznane włosy w interesującym uczesaniu, które dodatkowo wysmukla twarz. Makijaż także wysmakowany, ładnie podkreślone „kocie oczy”. Zapowiadało się tak dobrze. Aż tu nagle... Czarny garnitur z rybiej łuski. Nie! Nie ma nic bardziej dodającego kilogramów i masywności. W takim stroju nawet anorektyczna modelka wyglądałaby na kwalifikującą się na przymusową kurację odchudzającą. No szkoda.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

Pomimo falbanek sukienka miała to szczęście, że udało jej się wysmuklić, a na pewno nie dodatkowo poszerzyć. Skromne dodatki – tym razem tylko malutka kopertówka w wersji maksi blask, nie torba – worek. Makijaż ok, włosy nie zdążyły się napuszyć. Jedno małe „ale” - chyba trzeba trochę dokładniej wydepilować pachy.

Na dywaniku: Joanna Liszowska

No, w końcu jest czym oko nacieszyć! Bluzka w lubianym przez aktorkę stylu chusty, ale to tylko bluzka, a w dodatku przewiązana paskiem. Do niej proste w stylu i kroju dżinsy. Buty i torebka w tym samym, brązowym kolorze. Jest dobrze. Czerwone, koralikowe kolczyki ślicznie komponują się z bluzką i uczesaniem. Nie jestem pewna, czy duże, widoczne odrosty to zamierzony zabieg zważywszy na ostatnią modę (patrz Madonna), ale to tylko jeden mały szczegół. Podoba mi się. Bardzo.

Anna Łyczko Borghi
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (14)
/9 lat temu
Faktycznie świetnie wygląda w tej ostatniej stylizacji. W tej czarnej, zwiewnej sukience także prezentuje się nieżle, pozostałe jej stylizacje są beznadziejne. Nie pasują do jej figury. Ta czarno- biała sukienka chusta nie jest zla. Dobrze na niej wygląda. Ona często ma żle zrobione włosy i często posiada odrosty. Natomiast ma piękną twarz.
/9 lat temu
ble
/9 lat temu
A może odpieprzycie się od Joanny i zaczniecie oceniać sami siebie?
POKAŻ KOMENTARZE (11)