Ile można mieć kosmetyków, kobieto?

Tak pyta mężczyzna, z pewnością nie tylko mój, na widok przeciążonych łazienkowych półek. A czy ja się pytam ile można mieć kabli i wtyczek?
Tak pyta mężczyzna, z pewnością nie tylko mój, na widok przeciążonych łazienkowych półek. A czy ja się pytam ile można mieć kabli i wtyczek?

To kolejna niewiarygodna bzdura, że niby powinniśmy być piękne i młode bez uciekania się w oszustwo w słoiczkach i tubkach, no i bez obciążania kart kredytowych. Mój luby jest dumny, że mi ludzie na oko dają 24 lata zamiast 30, ale już zapomina, ile w tym sukcesie zaginęło kremów, balsamów i olejków… Mam sobie rano wstać, umyć buźkę zimną wodą, potrzepać rzęsami i wyglądać jak boska Scarlett po trzech godzinach charakteryzacji.

Ile można mieć kosmetyków kobieto?

Jeśli więc czytasz, mężczyzno, cokolwiek poza wynikami ekstraklasy, cierpliwie wyjaśniam, że kosmetyków można mieć tony i każdy kolejny sprawia większą radość (następna bzdura, jak on mi mówi, że nie wie co na prezent, bo z nowym olejkiem do masażu czuje się jakby nosił drzewo do lasu). Pierwsza bowiem kwestia, to złożoność kobiecego ciała, która z pewnością cię, mężczyzno, po godzinach bardzo interesuje. Kremik Nivea, jakkolwiek cudowny, wszystkiego nie załatwi – do lśniących włosów trzeba mieć odżywkę i szampon, do oczu jeden kremik, do buzi drugi, a na noc trzeci. Sprężysty biust, którym zwykle nie gardzisz, wymaga balsamu ujędrniającego, a byś się nie wstydził spódniczki mini, trzeba jeszcze żelu antycellulitowego. Zmywaczy do paznokci, pianki do golenia, mascary czy podkładu to chyba tłumaczyć nie muszę. Nivea naprawdę odpada.

I to jeszcze nie koniec, bo jak naliczysz ze dwadzieścia tych niezbędnych kosmetyków, to teraz trzeba je jeszcze pomnożyć przez dwa lub trzy. Bo kobieta nie lubi monotonii, bo miewa humory, bo nie może być skazana na jeden szampon! Jakbym miała codziennie wklepywać w siebie balsam różany, to bym po dwóch tygodniach wycięła wszystkie ogrodnictwa w zasięgu jednego dnia podróży. Tusz niebieski jest na imprezy, czarny do pracy a wodoodporny na wakacje i basen. W marcu potrzeba mi jasnego podkładu, ale w maju już muszę mieć beż, bo przecież nie mogę robić za klauna na lato.
O perfumach to już w ogóle nie mówię – bo jeden na każdy dzień tygodnia wydaje się minimum. W końcu nie mogę tak samo pachnieć w biurze, na obiedzie u twojej mamy, w naszej rozkosznej sypialni. A jeszcze wersje letnie, świąteczne, bezalkoholowe na plażę…

Zamiast więc robić te głupie miny i wyrzuty, następnym razem kup pan flakon i ciesz się, że masz kobietę, co pięknie wygląda, pachnie i jest ciągle w dobrym humorze!

Agata Chabierska
SKOMENTUJ
KOMENTARZE (6)
/6 lat temu
miałobyć pięknie pachnie:D a nie pięknie kocha :P hehe
/6 lat temu
haha dokładnie, ja już swoich kosmetyków nie mam gdzie trzymać ;D jestem zakupoholicZką, pomimo, że mam np 15 balsamów do ciała, jak tylko zobaczę w sklepie kolejny, który pięknie kocha i krzyczy "kup mnie" to poprostu nie mogę się powstrzymać!! :D to samo w moim przypadku tyczy się ciuchów i dodatków, a zwłaszcza butów(48 par:D) iwszelkich innych kosmetyków :) pamiętaj- pieniądze szczęścia nie dają - dopiero zakupy :D
/6 lat temu
Ile można ? tyle ile się chce :))
POKAŻ KOMENTARZE (3)