Dbaj o pH skóry!

Równowaga w życiu to klucz do szczęścia. I to samo odnosi się do naszej skóry, choć tak rzadko myślimy w tych kategoriach próbując raczej zwalczyć problem. Tymczasem, u źródła wszelkich kłopotów może leżeć właśnie brak zrównoważonego pH.
/ 13.12.2011 07:12

Równowaga w życiu to klucz do szczęścia. I to samo odnosi się do naszej skóry, choć tak rzadko myślimy w tych kategoriach próbując raczej zwalczyć problem. Tymczasem, u źródła wszelkich kłopotów może leżeć właśnie brak zrównoważonego pH.

Owszem, wiele kosmetyków kusi nas marketingowymi hasłami „fizjologicznego pH”, ale to niewiele nam jeszcze mówi i niekoniecznie musi być prawdą. A więc wyjaśniamy krok po kroku…

 

Co to jest pH?

Skalę pomiaru kwaśności substancji chemicznych wymyślił duński badacz na początku XX stulecia proponując 14 stopniowy zakres, który obejmuje maksimum kwaśności (0) oraz zasadowości (14). Magiczna cyfra 7 pH wyznacza nie tylko środek skali, ale też obojętny odczyn danej substancji.
I tak dla przykładu:
0 pH to kwas akumulatorowy
2 pH to sok z cytryny
5 pH to banany
7 pH to woda
9 pH to soda
12 pH to woda mydlana
14pH to płynny kret do czyszczenia zlewów

 

pH a skóra

O dziwo, dla dobra naszej skóry ideałem nie jest wcale neutralna, zrównoważona „siódemka”, ale umiarkowana kwaśność. Płaszcz ochronny skóry to bowiem właśnie kwaśne środowisko stanowiące pierwszą barierę dla bakterii wokół nas.

Niemowlaki rodzą się prawie bezbronne, bo ich skóra ma ok. pH 7 i dopiero z czasem, pod wpływem okresu dojrzewania, zaczyna kwaśnieć schodząc do zdrowego poziomu między 4,5 a 6 pH. Pomagają temu procesowi gruczoły łojowy i mieszki włosowe, a także system hormonalne. Taka kwaśna warstwa gwarantuje zdrową promienną cerę bez infekcji, oznak suchości czy podrażnień.

Potem z biegiem czasu, pH znowu zaczyna się obniżać sprzyjając pojawianiu się zmarszczek. To konsekwencja osłabiających mechanizmów produkcji kolagenu i zaburzeń gospodarki skórnej.

 

Zła zasadowość

Skóra, która staje się zbyt alkaliczna (powyżej 6 pH) jest zwykle łatwa do zidentyfikowania - to trądzikowa, przesuszona lub przetłuszczająca się cera. Jednym słowem ewidentnie zaburzona. Bakterie tworzące trądzik obecne są bowiem na epidermie każdego z nas i to słabe mechanizmy ochronne takie jak kwaśność zapobiegają ich rozmnażaniu i stanom zapalnym. Przy pH 5,5 można zwykle spać spokojnie nie bojąc się rano lustra. Co więcej, zasadowa skóra jest również bardziej podatna na zmarszczki i łatwiej ulega zniszczeniom posłonecznym.
Jak dochodzi do utraty kwaśności? Podstawowym winnym jest zwykle mycie, zwłaszcza mydłem, które ma odczyn między 9-11 pH.

 

Jak być kwaśnym?

Najważniejsze to raz na zawsze pożegnać się ze wszystkimi mydłami - i do twarzy, i do ciała, i nawet do rąk. Jakkolwiek rewolucyjnie to nie brzmi i nie oburzy zwolenników tradycyjnego szarego mydła, w naszych czasach flora mikrobiologiczna jest tak zniszczona wszechobecną chemią, że kwaśność skóry trzeba naprawdę pielęgnować i wspierać. I wtedy jest nadzieja, że nie będzie wyprysków, przetłuszczania, łuszczenia i innych dermatologicznych problemów, z którymi boryka się co drugi z nas.
Przechodzimy zatem na łagodne żele, kremy i mleczka do stosowania bez wody, zgodnie z zasadą, że im mniej się pieni, tym lepiej. Takie delikatne kosmetyki są paradoksalnie najlepsze dla trądzikowej cery, bo nie niszczą naturalnej warstwy ochronnej.
Pomóc też mogą peelingi glikolowe o umiarkowanym natężeniu z uwagą, aby nie przesadzać, bo za dużo złuszczania przynosi efekt odwrotny: skóra staje się zasadowa.

 

Reszta ciała a pH

Paradoksalnie, jakkolwiek skóra powinna być kwaśna, wnętrze naszego organizmu wymaga środowiska alkalicznego. Krew powinna mieć odczyn między 7,35 a 7,45 pH, aby jej komórki spełniały swoje funkcje i podobnie jest z innymi tkankami. Na szczęście, nie ma w kwaśnej powierzchni i zasadowym wnętrzu sprzeczności, bo oba systemy są w tym zakresie dość niezależne.

Podtrzymywanie zasadowości ustroju służy wspieraniu odporności, pomaga trawieniu, zapobiega chorobom degeneracyjnym (od reumatyzmu po nowotwory), a także… poprawia jakość skóry! Nic dziwnego, że w modzie na diety pojawiła się i taka opcja, aby jeść pokarmy alkalizujące (zielone warzywa, pomidory i cytrusy), a unikać zakwaszających (nabiał, alkohol, kofeina, słodkie owoce, mięso, przetworzone produkty). Ponoć okresowy detoks oparty na takiej zasadzie przywraca naszą gospodarkę wewnętrzną do stanu równowagi.

 

I jeszcze damska kwaśność

Podobnie jak w przypadku skóry, intymne wnętrza kobiety również wymagają odczynu kwaśnego do obrony przed bakteriami - w rzeczywistości nawet kwaśniejszego. Pożądany odczyn w pochwie waha się pomiędzy 3,8 a 4,5 pH i jego pomiar, przy użyciu papierka lakmusowego, może wiele powiedzieć nam o stanie zdrowia intymnego. Wynik powyżej 4,6 pH świadczy zwykle o infekcji bakteryjnej, nawet jeśli nie ma symptomów. Drożdżyce pojawiają się w niższych poziomach kwaśności (ok. 4,4-4,6 pH) i utrzymywanie wewnętrznego środowiska ok. 4 pH zapobiega większości zapaleniom.

Niestety, oprócz zasadowych mydeł i żeli pod prysznic, których do higieny intymnej nie wolno używać, na kobietę czyhają jeszcze inne alkaliczne pułapki - sperma, krew miesiączkowa i menopauza to wszystko czynniki zwalczające naszą kwaśność i nic dziwnego, że przy okresie czy współżyciu bardzo często powodują przykre dolegliwości. Dlatego tak ważne jest regularne przyjmowanie probiotyków dopochwowych, które pomagają regulować mikroflorę i chronią przed namnażaniem się bakterii i grzybów.