Kasia fot. onelittlephoto.com

Prawdziwe historie - opowieść dziewczyny poparzonej w wieku 3 lat - wywiad

Jak wygląda życie po takim wypadku? Poznajcie niezwykłą historię Kasi - 21-latki, której los odmienił się w ciągu zaledwie kilku sekund.
/ 08.04.2017 13:15
Kasia fot. onelittlephoto.com

Kasia, a właściwie Kate, to osoba, którą poznałam zupełnie przypadkowo w Niemczech. Chociaż, jeśli zastanowić się przez dłuższą chwilę, to uważam, że przypadki nie istnieją i było nam dane spotkać się "po coś".

Po kilku chwilach i rozmowie z Kate wiedziałam, że jest to niesamowita i inspirująca osoba. Osoba, którą postanowiłam wam przedstawić.
Często nie doceniamy życia i tego, czym jesteśmy obdarowani i co mamy. Wciąż gonimy za czymś nowym i uważamy, że my nie jesteśmy szczęśliwi, bo czegoś nam brakuje. A w rzeczywistości nie widzimy, jak wiele już posiadamy. I szukamy czegoś, co tak naprawdę mamy obok.

Patrycja Sikora: Mogłabyś się przedstawić i opisać swoją historię

Kasia: Tak, jak już wspominałaś nazywam się Kasia, w Niemczech nazywają mnie Kate. Jestem młodą, 21 - letnią kobietą, która już od początku swoich narodzin walczy o prawo do życia. Najpierw problematyczny poród z zatruciem płodu przez chemię i szansa na przeżycie w wysokości 3%. Potem w wieku 3 lat wypadek, który ukształtował moje dalsze życie. Usiądźcie teraz wygodnie, przygotujcie sobie kubek z herbatą lub kawą i poznajcie historię, która miała wtedy miejsce. Wydarzyło się to jednego, pogodnego, sierpniowego popołudnia w 1998 roku. Moja mama położyła mnie tak jak zwykle na popołudniową drzemkę i włączyła mi moją ulubioną bajkę - Króla Lwa. Jednak ten dzień był inni niż zwykle. Koniecznie chciałam spać w mojej ulubionej sukience, choć zazwyczaj w takie upalne dni miałam na sobie tylko bieliznę. Mama wyszła robić pranie. Mieliśmy wtedy Franię, która była niemiłosiernie głośna. Po tym, gdy wyszła z pokoju, wspięłam się na regał i sięgnęłam po zapałki, które się tam znajdowały. Zazwyczaj pytałam o pozwolenie, aby coś wziąć, więc nikt się nie spodziewał, że w tym dniu wydarzy się coś, co odmieni życie naszej całej rodziny. Odpaliłam jedną zapałkę, zdmuchnęłam. Wzięłam kolejną. Tą również chciałam zgasić, ale ta poparzyła mnie w palec. Upuściłam ją na sukienkę, która w mgnieniu oka była zajęta przez ogień.

Tego dnia moja mama miała złe przeczucia i postanowiła sprawdzić, co u mnie. Weszła do pokoju i zobaczyła mnie stojącą na tapczanie, całą w płomieniach. Nawet nie krzyczałam. Mama zareagowała natychmiast. Zerwała ze mnie płonącą sukienkę i pobiegła do łazienki. Wsadziła mnie do zimnej wody, w której uprzednio płukała pościel. Szybko zawinęła mnie w mokry ręcznik i pobiegła do sąsiadki, aby ta zadzwoniła po pogotowie. W czasie kiedy czekano na karetkę, oblewano mnie zimną wodą.Gdy zostałam przewieziona do szpitala w Wałbrzychu, lekarze dawali mi 1% szans na przeżycie. Poparzenia były bardzo głębokie, mięśnie naruszone. Dodatkowo zatrułam się spalinami. Czekano 3 dni, nim zaczęto podejmować kolejne kroki. Lekarze musieli upewnić się, że wyjdę z szoku pourazowego. Później przewieziono mnie do kliniki pooparzeniowej w Polanicy, gdzie specjaliści przeszczepili mi zdrową skórę z pośladków i ud na poparzone miejsca, a także dawkowali morfinę, by załagodzić ból. Tam spędziłam pierwsze 3 miesiące. Nie widziałam się w ogóle z mamą, bo kiedy tylko ta się pojawiała, wpadałam w szał.

Przyznaję, że w tym czasie lekarze bardzo się o mnie troszczyli i robili co mogli, jednak podczas wypisu jeden z nich popełnił duży błąd. Nie powiedział mojej mamie, jak powinno wyglądać dalsze leczenie. Co miesiąc musiałam pojawiać się na kontrole, jednak warunkiem była zgoda na robienie zdjęć. Moje blizny stawały się pancerzem, który uniemożliwiał mi normalne poruszanie się, jedzenie, czy wykonywanie codziennych czynności. Mimo to, żaden z lekarzy na to nie reagował. Dodatkowo w tym okresie byłam na "odwyku" morfinowym. Często wpadałam w histerię. Moja mama nie wiedziała, jakie są tego przyczyny. Po rozmowie z lekarzem dziecięcym zostałam skierowana do neurologa i dopiero tam dostałam pierwszy syrop na uspokojenie i skierowanie na rehabilitację. Moja rehabilitantka miała już do czynienia z podobnym przypadkiem i poinformowała nas o specjalnym uciskowym ubranku i plastrach żelowych, które powinnam nosić, aby zmiękczyć blizny.To nie było ot tak dostępne, dlatego moja mama sama szukała kogoś, kto podjąłby się uszycia takiego "ubrania". Przez ten cały czas byłam pod opieką szpitala w Polanicy. Po roku powiedziano mojej mamie, że na kolejną operację jest jeszcze za wcześnie. Dodano, że przy wypisie ze szpitala powinni nas poinformować o konieczności załatwienia specjalnego ubrania i plastrów. Lekarz, który się nami zajmował przemilczał jednak ten fakt, bo sądził, że jesteśmy zbyt biedni, aby sobie na to pozwolić.

Królowa piękności wykorzystuje popularność do tego, by mówić o swojej „niewidzialnej” chorobie

Pewnego razu nieznajoma kobieta zaczepiła moją mamę, widząc blizny na moim ciele. Poleciła nam klinikę plastyczną we Wrocławiu. Tam jednak nas nie przyjęli, ponieważ klinika nie była wyposażona w odpowiednie aparaty do narkozy dla dzieci. Lekarz wypisał skierowanie do szpitala im. Marciniaka. Kiedy się tam pojawiliśmy, zapytano mamę, dlaczego dopuściła do stanu, w którym jestem. A przecież to nie była jej wina. Przecież nikt jej nie poinformował, jak powinno wyglądać leczenie.

Dopiero tam poczułam, że trafiłam w dobre miejsce. Na początku podawano hormony na blizny, które zmiękczały skórę. Po 6 miesiącach zaczęto przeprowadzać liczne przeszczepy skóry, usuwano przerośnięte blizny i przykurcze. Do dnia dzisiejszego poddaję się wielu operacjom. Ostatnią miałam 2 lata temu. W ciągu całego życia miałam ich już 30. Dzisiaj, będąc wszystkiego bardziej świadoma, wiem, że wiele zawdzięczam chirurgom z Polanicy, lekarzom z Marciniaka i moim rehabilitantom. Mogę żyć normalnie, uśmiechać się i cieszyć się życiem. Nie zapominam również o osobach, które miały dobre serce i pomagali nam przez ten cały czas.

PS: Czy będąc kilkuletnią dziewczynką, pamiętasz coś z tamtego dnia, czy wszystko opiera się na wspomnieniach rodziny?

K: Moja rodzina myślała, że nic nie pamiętam. Bo przecież jak takie małe dziecko, będące w tak wielkim szoku, może przypominać sobie tak tragiczne wydarzenie? Dopiero po 3 latach, kiedy moja mama opowiadała komuś całą historię, a ja ją poprawiłam i powiedziałam, że było inaczej, dotarło do nich, że jednak to zostało w mojej głowie. Później nie chciałam się wypowiadać na ten temat, a dziś niewiele wiem z tego dnia. Wydaje mi się, że mój umysł sam wymazał to z pamięci. Mam w głowie czarną dziurę. Moje wspomnienia zaczynają się od pierwszego dnia zerówki.

źródło: onelittlephoto.com

PS: Jak sobie radziłaś przez te wszystkie lata z tym, że nieco różnisz się od swoich rówieśników?

K: To były bardzo ciężkie lata. Nie mogłam bawić się tak, jak moi rówieśnicy. Zawsze musiałam uważać na to, aby się nie uderzyć czy nie przewrócić, bo w innym wypadku mój przeszczep skóry mógłby się nie przyjąć. Myślę, że dla mnie jako dziecka nie było to aż tak trudne, bo uważanie i ostrożność były codziennością i nie znałam niczego innego.

Prawdziwe problemy zaczęły się w szkole. Tam odczuwałam, że jestem inna, że ludzie patrzą na mnie inaczej. Nie rozumiałam, dlaczego tak jest. Wszyscy dookoła tłumaczyli mi tylko, że nie powinnam się tym przejmować.

PS: Jak reagowali twoi rówieśnicy w przedszkolu, a później w szkole? Dzieciom trudno jest wytłumaczyć to, co się stało.

K: Tak, to prawda. Dzieciom trudno jest wytłumaczyć, ale jest to możliwe.
Do przedszkola nie chodziłam, bo nie było takiej możliwości. Blizny były zbyt świeże i większość czasu spędziłam w szpitalu. Dopiero kiedy poszłam do zerówki, a później do szkoły, miałam styczność z mobbingiem. Dzieci wyśmiewały mnie, dziwnie się na mnie patrzyły. Nie chciały się ze mną bawić.

W zerówce mój brat musiał osobiście porozmawiać z jednym z chłopców, aby przestał. W klasach 1-3 grożono mi nawet, że obetną mi włosy. Później dużo czasu spędzałam w bibliotece, próbując uciec od rzeczywistości.
Piątą klasę spędziłam na nauczaniu domowym, ponieważ mój układ odpornościowy bardzo się osłabił.

W gimnazjum odcięłam się od wszystkich i wykreowałam swój własny świat, świat marzeń. Kiedy wracałam do domu, czas spędzałam w internecie. Przyznaję, że zawsze czułam się jak jakiś obcy człowiek, który przybył z innej planety. Ludzie traktowali mnie w ten sposób. Opowiadając o tym nie mogę zapomnieć o osobach, które mimo wszystko akceptowały to, jaka jestem. Była ich garstka, ale byli dla mnie bardzo ważni.

PS: Co myślisz, patrząc w lustro?

K: To bardzo ciężkie pytanie (śmiech). Patrząc w lustro myślę, że powinnam być sama z siebie dumna, że tyle przeszłam i że potrafię nadal się uśmiechać. Widzę również moje piękne oczy (...) I widzę też osobę z problemami.

Każdego dnia na nowo mówię sobie, że ta osoba stojąca przed lustrem jest piękna, że musi podnieść głowę i dumnie iść przez życie. Powtarzam sobie, żebym się nie przejmowała niepowodzeniami i walczyła z demonami własnego umysłu. I jestem wdzięczna za swoje blizny. One były moją udręką, ale także najwspanialszym prezentem, jaki otrzymałam w życiu. Dzięki nim stałam się człowiekiem, którym jestem teraz. To one mnie ukształtowały. I to one zrobiły ze mnie tak silną kobietę.

PS: Jak na to wszystko patrzą twoi rodzice i znajomi?

K: Cytując moją mamę: "Każdego dnia jestem dumna z mojej córki. Przed nią jeszcze długa droga, jednak wiem, że jest silna i że jej się to uda. To wszystko uodporniło ją na przeciwności losu."

Moja mama przeszła ze mną przez piekło. Przez pierwsze 3 dni po wypadku nie mogła się nawet zdrzemnąć, bo musiała mi czytać. Potem nie widziała mnie przez 3 miesiące. A następnie jeździła ze mną po wszystkich szpitalach, na rehabilitację i wysłuchiwała ode mnie, jaka jest okropna, bo na to wszystko pozwala.

To ja powinnam powiedzieć, że jestem z niej dumna. Kto tak cierpliwie potrafiłby to znosić jak ona? To moja mama była moją jedyną przyjaciółką przez długi czas. Jest nią nadal. Pomimo tego, że jestem już dorosła i mam nadal wiele problemów wiem, że mogę na nią liczyć.

Jej jest też ciężko o tym mówić. Czasami jest wściekła na los. Nie rozumie, dlaczego właśnie mnie to spotkało. A mimo wszystko widzi też wiele pozytywnych stron i to właśnie na nich skupia swoją uwagę. Jeśli chodzi o moich znajomych, to oni już nie zauważają tych blizn. Są ze mną ze względu na mój charakter i to, jaką jestem osobą, a nie ze względu na mój wygląd.

Moi przyjaciele i bliscy znajomi są wspaniałymi ludźmi, którzy powinni być przykładem dla wszystkich. Dzięki nim czuję się normalną dziewczyną, która mogłaby góry przestawiać. To w głównej mierze dzięki nim uwierzyłam sama w siebie i za to jestem im wdzięczna.

PS: Mając 16 lat wyjechałaś do Niemiec. Czy coś się wtedy zmieniło?

K: Oj zmieniło się i to dużo. Na początku bałam się nowego życia w obcym kraju. Nie wiedziałam, jak zostanę przyjęta, nie znałam języka. I nie sądziłam, że tak szybko spotkam na swojej drodze tyle cudownych osób. Na początku miałam przyjaciółkę, Polkę. Chodziłyśmy razem do szkoły, to z nią zaczęłam moje nastoletnie życie. Jednak w pewnym momencie nasze drogi się rozeszły.

Przypomniała mi się właśnie sytuacja, która miała miejsce na samym początku. Dużą rolę odegrała w niej moja obecna przyjaciółka, Turczynka.
Ona się tutaj wychowywała. Widziała mnie, jak stałam z papierosem. Podeszła i się przedstawiła. Razem z nią było też wiele innych dziewczyn. Przyjęli mnie, jak gdyby nigdy nic.

Od samego początku pobytu tutaj zauważyłam zupełnie inną mentalność. Ludziom było wszystko obojętne. Jeśli chcieli coś wiedzieć, to po prostu podchodzili i pytali. Zmiana we mnie nastąpiła, kiedy skończyłam 18 lat. Przyjaciółki i mój były chłopak otwierali mi oczy i pokazywali, że jestem tak samo wartościową osobą, jak wszyscy inni. Mówili mi, że jestem piękna. Namawiali, żebym wierzyła w samą siebie.

Jestem mu za to wdzięczna. Spędziliśmy cudowne 2,5 roku. Wydaje mi się, że gdyby nie on, to do tej pory miałabym negatywne nastawienie do wszystkiego. Z moim przyjaciółmi spędziliśmy wiele chwil pełnych śmiechu, ale też i płaczu. Zawsze byli przy mnie. Jestem wdzięczna im za to, że mogłam z nimi rozmawiać o swoich problemach, a ci wysłuchiwali mnie i służyli dobrą radą. Mogę powiedzieć, że przyjazd do Niemiec był moim drugim startem w życiu. Z Kasi zamieniłam się w Kate.

Sumienie to myślenie? Czy wierzący mają łatwiej, a religia ogranicza refleksję? Rozmowa z psychoterapeutą

PS: Jak postrzegasz swoją osobę?

K: Uważam, że jestem osobą, która podąża za swoimi celami. Jestem perfekcjonistką, na dodatek samokrytyczną. Zawsze twierdzę, że mogłabym więcej i więcej... Jestem też bałaganiarą. Lubię nieład. Nazywam go artystycznym chaosem.

Jestem też osobą odpowiedzialną i pogodną. Staram się myśleć wyłącznie o dobrych rzeczach, aczkolwiek ciemne chmury też się czasami pojawiają.
Trzymam dystans. Tego nauczyło mnie życie. Staram się każdego dnia rozwijać i przechodzić przez wszystko z uśmiechem. Postrzegam siebie jako normalną kobietę w moim wieku.

PS: Czym jest dla Ciebie szczęście?

K: Szczęściem dla mnie jest życie, miłość i zdrowie. Szczęściem jest dla mnie być otoczoną przez ludzi, których kocham i szanuję. Szczęściem jest dla mnie pomaganie  innym. Czasami myślę sobie, że mam dwie osobowości. Bo szczęście dla mnie to także cisza i spokój. Kiedy jestem sama, mogę zatopić się w swoich myślach i odpocząć od rzeczywistości. Uważam, że tego pojęcia nie da się konkretnie opisać.

PS: Mogłabyś nam wyjawić swoje najskrytsze marzenie?

K: Hmm, nie jestem pewna, czy takie istnieje. Samej sobie dużo nie życzę. Ważne jest dla mnie to, aby osoby, które odgrywają dużą rolę w moim życiu zostały przy mnie, były zdrowe i szczęśliwe. Chciałabym pomóc ludziom, którzy mają problem z samoakceptacją. Bo przecież każdy z nas jest piękny.

PS: Rozmawiając z tobą czułam, że przede mną stoi niezwykła i silna kobieta. Co dało ci tą siłę, którą masz w sobie?

K: Myślę, że całe moje życie i to wszystko, co mnie w nim spotkało sprawiły, że jestem tą "niezwykłą i silną kobietą." Musiałam się zmierzyć z wieloma przeciwnościami losu, z wieloma przeżyciami. Siłę dali mi przyjaciele. Moja rodzina, która bardzo mnie kocha. Myślę, że Bóg również się do tego przyczynił. Dla mnie Bóg jest wszędzie i jest wszystkim, co nas otacza. Dla mnie jest On w każdym z nas.

PS: Kto jest Twoją inspiracją w życiu? Dlaczego?

K: Przyznam, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Myślę, że jest wiele takich osób. Na przykład Hannah Pixie Snowdown, tatuażystka, która stara się zmienić świat na lepszy. Jan Paweł II, który zawsze był za dziećmi.
Nie mogę zapomnieć o największej inspiracji. Jest nią moja mama.
Silna kobieta, która przeszła przez wiele upokorzeń i problemów. To ona dbała o nas najlepiej, jak potrafiła. To ona stawała i nadal staje przed trudnościami losu z podniesioną głową, chociaż czasami musi robić dobrą minę do złej gry. Chciałabym być taka silna jak ona. MAMO, JESTEŚ WIELKA!

PS: Jakim mottem życiowym się kierujesz?

"Zanim mnie osądzisz, bądź pewny, że sam jesteś perfekcyjny". Sądzę, że świat byłby lepszy, gdyby ludzie nie oceniali pochopnie siebie nawzajem, ale najpierw poznali samych siebie.

PS: Może chciałabyś coś dodać od siebie?

K: Chciałabym tym wszystkim, którzy wątpią w siebie, powiedzieć, że wiem jak to jest z własnego doświadczenia. Ja się przez to znalazłam na granicy mojej wytrzymałości i chciałam to jak najszybciej zakończyć. Na szczęście w porę się otrząsnęłam i wybrałam trudniejszą drogę. Drogę przez życie.
Teraz jestem szczęśliwą, młodą kobietą ze swoim bagażem, którego nikt mi nie zabierze, a który sprawił, że jestem tą osobą, którą możecie spotkać. Jestem osobą, z której jestem dumna. Jeśli ktoś z was miałby ochotę do mnie napisać, to znajdziecie mnie na Instagramie @95spirits.

PS: Kasia, dziękuję!

Ta dziewczyna schudła ponad 80 kg i jest szczęśliwa, ale… nie uwierzysz, co ukrywa pod ubraniem

wywiad przeprowadziła Patrycja Sikora: lawendowy-motyl.blogspot.com
Zdjęcia: onelittlephoto.com
Kate na Instagramie: @95spirits