POLECAMY

To TWOJA wina?! On odchodzi do młodszej przez... żonę i dzieci. Ten wywiad może cię wyprowadzić ze strefy komfortu

Historia mrożąca krew w żyłach: po dwudziestu latach wspólnego życia, całkiem udanego jej zdaniem, on odchodzi do młodszej. I nic się nie liczy, nawet dzieci. Dlaczego tak jest? Anna Maruszczeczko pyta psychoterapeutę Jacka Masłowskiego. Wywiad z Urody Życia 5/2017.
/ rok temu
To TWOJA wina?! On odchodzi do młodszej przez... żonę i dzieci. Ten wywiad może cię wyprowadzić ze strefy komfortu fot. Kolaż Polki/Fotolia

Anna Maruszeczko: Jak to jest, kiedy mężczyzna zostawia swoją partnerkę, żonę, dla młodszej.

Jacek Masłowski, psychoterapeuta, filozof: Dlaczego „zostawia”?

Odchodzi do młodszej.

To zdecydowanie lepsze określenie. Bo „zostawia” to trochę jak „porzuca”.

Ale tak de facto często jest. Przecież nie umawiamy się, że teraz ty odchodzisz.

Nie, bo my się nie umawiamy. To ja odchodzę i to moja decyzja. Faceci odchodzą. Jak odchodzą, to często do młodszych, choć często odchodzą w ogóle i z nikim się nie wiążą. Młodsza kobieta pojawiająca się w otoczeniu mężczyzny, który już decyzję podjął lub myśli o tym, jest tylko katalizatorem. Wyzwala tę decyzję.

Kiedyś kobieta częściej decydowała się na pozostanie z mężczyzną „dla dobra dzieci”. A teraz?

Taka jest kolejność?

Z zewnątrz to tak wygląda, że pojawiła się młodsza, więc on ją zostawił, ale w związku już wcześniej działo się coś, co spowodowało, że ci ludzie się od siebie oddalali. Proza życia powoduje, że choć pewnych swoich potrzeb relacyjnych nie zaspokajamy, to jednak różnego rodzaju rytuały, zobowiązania, utrzymują nas we względnej strefie komfortu. I dopóki nie pojawi się coś, co wyda się obietnicą czegoś atrakcyjniejszego lub zaspokojenia niezaspokojonych potrzeb, to właściwie niewiele się dzieje. I to jest udziałem zarówno mężczyzn, jak i kobiet.

Czyli on odchodzi wtedy, kiedy coś w związku szwankuje. Nie dostaje tego, na co się umawiali, bądź tego, czego by chciał, chociaż się na to nie umawiali. W każdym razie czegoś nie dostaje.

Tak nie sugeruję. (śmiech)

Nie?

Nie. To jest jedna z możliwości. Ten problem jest wbrew pozorom dosyć złożony. Otóż to może być utożsamiane z kryzysem wieku średniego, w przypadku, kiedy ta męska, idąc za Robertem Bly’em, „czerwona popędowość”, w okresie nastoletniości i wczesnej młodości była przez mężczyznę…

Tłumiona, wypierana?

Tak jest. Wtedy dochodzi do głosu na przykład właśnie około 40. roku życia.

To jest coś tak naturalnego i tak przemożnego, że nie można tego okiełznać?

To jest trochę tak, jak z potrzebą posiadania dzieci przez kobiety. Znam masę kobiet, które w pewnym momencie życia zaczynają czuć wręcz presję płynącą z ciała, z psychiki, z własnych emocji,
ale też z otoczenia.

Proza życia powoduje, że choć pewnych swoich potrzeb relacyjnych nie zaspokajamy, to jednak różnego rodzaju rytuały, zobowiązania, utrzymują nas we względnej strefie komfortu.

Na czym polega „okres czerwony” w wieku chłopięcym? Być może rzeczywiście jest tak, że ktoś, kto czegoś nie doświadczył w odpowiednim czasie, musi to przeżyć w przyszłości.

Gdy chłopiec zaczyna dojrzewać, w znacznym stopniu wzrasta w nim poziom testosteronu i to nakręca jego popędowość. Seksualną, ale nie tylko. Wtedy chłopcy są po prostu aspołeczni, ich zachowania nie są zachowaniami uznawanymi przez społeczeństwo za przyjazne, przyjemne, są po prostu trudni. Mało tego, ta popędowość rzeczywiście niezwykle nakręca popęd seksualny, który nie znajduje rozładowania. Wyobraź sobie 15-latka, który ma swobodny dostęp do kobiet i uprawia z nimi seks. To się w naszej kulturze nie dzieje.

Nie dzieje się, ale mamy zastępstwa, typu sport, harcerstwo.

Fajnie byłoby, gdybyśmy mieli, ale nie mamy, dlatego że w tej chwili w naszym systemie edukacyjnym i w ogóle w tej warstwie społecznej są to deprecjonowane formy funkcjonowania. WF: zwolniony. Harcerstwo: tylko dla niektórych…

Króluje towarzystwo ekranowe.

I na tych komputerach jest pornografia, gry i takie różne rzeczy. To wcale nie gwarantuje rozładowania tego napięcia.

Nie miałam pojęcia, że to taka dzika siła. Czyli chłopcy często nie przechodzą tego okresu?

Najczęściej w ogóle są szykanowani z tego powodu i to nie chodzi tylko o popędowość seksualną. Mają być grzeczni, mili, wyrabiać się w normach społecznych. Niektórzy się podporządkowują. I zaczynają spełniać oczekiwania. Drugi sposób jest taki, że chłopak idzie w subkulturę…

I staje się myśliwym? (śmiech)

Na to jest za młody. Teraz staje się kibolem albo narodowcem. (śmiech) I to może być niebezpieczne. Dzisiaj w większości przypadków chłopcy od razu mają wytłumianą fazę czerwoną i są „zapraszani” do wchodzenia w fazę białą – przestrzegam zasad, jestem porządnym gościem, dobrym ojcem itd. Wielu mężczyzn przez mniej więcej 20 lat rzeczywiście spełnia różnego rodzaju oczekiwania świata zewnętrznego, czyli chodzi do pracy, której nie lubi, robi wiele rzeczy, które wcale go nie uszczęśliwiają. Dlatego właśnie gdy pracuje się z mężczyznami, na przykład na psychoterapii, to zadaje się im takie pytanie: „Czy jesteś już wystarczająco zrozpaczony?”. Bo to jest tak naprawdę tłumienie w sobie rosnącej rozpaczy za tym, co chciałem, do czego dążyłem, ale czego w ogóle nie realizuję.

Ale to co z tym robić?! Decydując się na trwały związek z jakimś mężczyzną, musimy zrobić rekonstrukcję jego wcześniejszego życia? Mamy się na to przygotować, przepytać go na tę okoliczność, zawczasu pójść na terapię małżeńską?

To niestety nie jest takie proste.

Nie ma rozwiązania? On może sobie po prostu pójść za swoimi niespełnionymi wcześniej popędami i potrzebami? Czy my mamy na to pozwolić?!

Nie macie na to żadnego wpływu, choć bardzo chcecie mieć. To jest ten problem.

Wiązanie się z równolatkiem, zwłaszcza takim, który spod ręki mamy wychodzi do następnej „mamy”, jest, mówiąc wprost, po prostu dużym ryzykiem.

Kurczę…

Ale zauważ, że to jest problem związków równolatków. Przez całe eony kobiety wiązały się z dużo starszymi mężczyznami, którzy mieli już te „niebezpieczne momenty” za sobą. Nawet dzisiaj jest tak, że dwudziestoparoletnie kobiety są żywo zainteresowane mężczyznami około czterdziestoletnimi.

Dlaczego?

Bo on jest gwarantem stabilizacji i bezpieczeństwa z tego też powodu, że właśnie przeszedł te wszystkie zawirowania. Wiązanie się z równolatkiem, zwłaszcza takim, który spod ręki mamy wychodzi do następnej „mamy”, jest, mówiąc wprost, po prostu dużym ryzykiem.

Ale z drugiej strony nie możemy liczyć, że taki model związków wróci?

Wraca.

Tak czy owak, osiągnięciem naszych czasów jest właśnie partnerstwo. Nie wyobrażam sobie partnerstwa w takim układzie, kiedy ona ma 20, a on 40 lat, bo ci ludzie się mijają. Tam nie można zbudować trwałej, głębokiej więzi, takiej ludzkiej, też z przyjaźnią.

Dlaczego nie? Słowo „nie wyobrażam sobie” jest tutaj bardzo dobre. Jeżeli mówimy o partnerstwie, to zwykle jest to myślenie życzeniowe. My chcielibyśmy być w takich związkach, ale ja nie znam wiele takich. Często opacznie to rozumiemy. Dla nas partnerstwo to jest to, że wszyscy robią to samo i to po równo.

Proszę państwa, ślubu jednak nie będzie. O tych, co uciekli sprzed ołtarza

Ja tego tak nie rozumiem.

Wiem. Ale większość ludzi myśli w ten sposób. Potem pojawiają się licytacje, że ktoś więcej, a ktoś mniej. Trzeba wziąć pod uwagę jedno: relacja, żeby trwała, musi być ekwiwalentna, czyli ja i ty musimy mieć poczucie, że to, co ci daję i to, co dostaję, jest zrównoważone. To nie znaczy, że równe. Mogę ci dać jedną rzecz, ty mi pięć, i oboje będziemy czuć, że to jest ekwiwalentna relacja.
Druga sprawa: podstawą długotrwałych relacji są fundamentalne wartości wyznawane przez członków tej relacji. Rzeczywiście pojawia się ryzyko, kiedy jest młodsza kobieta i starszy mężczyzna, ponieważ z wiekiem te wartości mogą się rozjechać, ale nikt z nas nie myśli o tym, co będzie za 20 lat, zwłaszcza kiedy dochodzi do tego sfera emocjonalna i popędowa. Nie rozwiążemy tu problemu pod tytułem „W jaki sposób będąc partnerką mniej więcej równoletniego dwudziestoparolatka, wesprzeć go w tym, żeby konstruktywnie przeszedł przez kryzys wieku średniego”. Ale niestety wiele kobiet próbuje kontrolować takich mężczyzn, czyli robi dokładnie to samo, co robiły poprzedniczki, mama i nauczycielki. Jednym z powodów, dla których mężczyźni odchodzą, jest nierozwiązany kryzys wieku średniego. I na dłuższą metę najczęściej przegrywają.

Podobno wielu mężczyzn współcześnie czuje się oszukanych w relacjach.

Nie mówią tego głośno, przeżywają to w sobie i mówią dopiero wtedy, kiedy pozwolą sobie na pełną otwartość. Opowiem, jak to wygląda. Spotykam kobietę, podobamy się sobie nie tylko fizycznie, czujemy się ze sobą dobrze, myślimy i marzymy, że tak będzie zawsze. Za jakiś czas okazuje się, że w naszych relacjach zaczynają się pojawiać potrzeby, które nie są nasze wspólne. Naprawdę większość mężczyzn decyduje się na dzieci, bo chcą tego ich partnerki.

Ale potem są szczęśliwi?

No to poczekaj. (śmiech) Pojawiają się dzieci. I pojawia się potężna próżnia. Dla młodych mężczyzn kobieta ma być atrakcyjną towarzyszką zabaw, a nie kimś, z kim podejmują trud życia. Jesteśmy pełni marzeń, życie jest lekkie, a do tego ten cały marketing, wszędzie uśmiechnięte gęby i wszyscy są szczęśliwi. Faceci czują się oszukani. „Umawiałem się z tobą na to, że będziemy się fajnie bawić, a tymczasem pojawiają się dzieci, a ja ląduję na sofie. Dzieci coraz bardziej cię angażują, coraz mniej mnie widzisz, a na dodatek malujesz się tylko jak mamy wyjść na miasto.

Litości! My także chcemy luzu. Poza tym ten trud związany z opieką nad dzieckiem i trud budowania rodzinnego stadła to treść życia i może być fascynujący.

Może, ale pod warunkiem, że ja tego chcę, a nie jestem postawiony przed faktem dokonanym. A jeżeli chodzi o dwudziestoparoletnich mężczyzn, to na ogół odpowiadają na potrzeby swoich partnerek. Zresztą wielu z nich myśli w taki sposób: „Jeżeli się na to nie zgodzę, to mnie zostawi”. To jest… Szantaż to za mocno powiedziane. Po prostu jesteś z kimś, z kim ci jest dobrze, ale ta osoba zgłasza coraz częściej, że dzieci i dzieci…

Czyli my, kobiety, kochając mężczyznę i chcąc mieć dziecko, pełną rodzinę w przyszłości, musimy wszystko precyzyjnie uzgadniać z potencjalnym ojcem.

To nie do końca od was zależy. To mężczyzna powinien zadać sobie pytanie, do czego w życiu dąży. Ale teraz już tak się dzieje, że coraz częściej kobiety zaczynają myśleć o dzieciach po trzydziestce i to trochę ratuje tę sytuację. Najczęściej rozstają się pary, które weszły w związek w okolicach dwudziestki. Koło czterdziestki to już jest 15 lat życia razem i wtedy właśnie rozpadają się więzi.

Wracając do naszej wyjściowej. Dzieci są w tzw. trudnym wieku, czyli już nastolatki. Z lękiem patrzą na to, co się dzieje, że rodzice się rozstają, to znaczy ojciec odchodzi: „Tato, nie odchodź”, proszą.

I czasem słyszą: „Kochani, ale czy wy nie chcecie, żeby tatuś był szczęśliwy?” Nie ukrywam, że go popieram.

Nie mogę w to uwierzyć!

My się nie wiążemy ze sobą dla dzieci, tylko dla siebie. Rodzicielstwo to jest epizod w życiu. Prymarna relacja to jest relacja partnerska, a nie rodzicielska, Wiele kobiet tego nie widzi. Zostają matkami, a mężczyzna ląduje na marginesie. A potem jest syndrom opuszczonego gniazda i to podwójnie, bo nie tylko nie ma dzieci, ale i partnera. Nawet jak on jest w domu, to właściwie nic jej z nim nie łączy, to taki kolejny mebel. W Polsce wiele kobiet z mlekiem matki wysysa przekonanie, że jak urodzi dzieci i się dla nich poświęci, to jest już spełniona.

Coraz częściej kobiety poświęcają się też dla pracodawcy. Jesteśmy oddane, nie możemy nawalić, więc nawalamy w relacjach z partnerem.

My mamy tylko jeden pojemnik z energią i on nie jest nieskończony, więc rzeczywiście alokacja tej energii jest istotna. Kobieta często nie widzi mężczyzny, nie chodzi z nim do łóżka, nie dba o niego,
a on pracuje, musi oddawać jej pieniądze i jeszcze ma słuchać, że nie wyniósł śmieci.

A on ją widzi?

Ale nawet jakby chciał, to nie jest w stanie tego zrobić, bo ona jest zajęta opieką nad dziećmi albo pracą.

My, wy, oni, konflikt, miłość, przyjaźń - o relacjach, często niełatwych czytaj na Polki.pl

Mężczyźni odchodzą, zostawiają dzieci, które wcześniej hołubili, opiekowali się nimi, kochali. Czy mężczyźni z natury nie są w stanie mocno kochać?

Nie zgadzam się. Natomiast często uzależniają swoją dyspozycję do opiekowania się dziećmi siłą miłości do ich matek. Mam dziecko z partnerką. Dopóki między nami jest dobrze, to siłą rzeczy pełnię swoje funkcje opiekuńcze, wychowawcze itd. Kiedy więzi się rozpadają, dzieci w większości przypadków przestają być podmiotami, a stają się przedmiotami walki pomiędzy rodzicami. Najczęściej uprzedmiotawiają je matki. Widać w sądach, jak limitują dostęp ojca do dziecka. Wielu mężczyzn podejmuje wtedy decyzję: „Skoro ty wykorzystujesz Jasia do tego, żeby mnie upokarzać poprzez wyciąganie ode mnie pieniędzy, to ja ci teraz pokażę!”.

I on też odgrywa się na tej kobiecie poprzez dziecko.

Ta para – podkreślam: równorzędnie – uprzedmiotawia w ten sposób dziecko. Ono po prostu nie jest kochane. Bez względu na to, co mu powiemy, używamy go. „Bo on się związał z młodszą, to ja mu nie pozwolę na to, żeby dzieci miały z nim kontakt”. To jest klasyczna zemsta.

Wczujmy się w sytuację tej 45-letniej kobiety. On ma szansę u młodszej, bo tak to jest w naturze, a ona, zostając z dwójką dzieci, szanse na ułożenie sobie życia z kimkolwiek ma mocno ograniczone. Dlaczego my, kobiety, musimy się wzbijać na wyżyny wspaniałomyślności?

On urządza sobie drugie życie z kimś innym i ja mam mu to ułatwiać? Muszę robić tak, żeby mu nie poprawić.

Tak.

A gdzie dzieci? Przedmioty. To jest żeton?

Nie denerwuj mnie… (śmiech)

To jest żeton, który jak mu oddam, to on będzie miał wszystko, a ja już w ogóle nic. To jest naprawdę bardzo słabe, mówiąc wprost. Bardzo niedojrzałe.

Ona jest totalną bankrutką. On ma przed sobą nowy rozdział w życiu, a ona zostaje sama, z obowiązkiem, żeby nie powiedzieć z brzemieniem.

Ale jaki obowiązek?

Dzieci.

„To czemu się tym nie podzielisz?” „Nie podzielę się, bo on już wtedy będzie miał wszystko, a ja nic”.

Ale często jest też tak, że jego nowa partnerka chce mieć z nim dziecko, bo chce przeciąć wszystkie nitki łączące go ze starym życiem. A jemu po prostu nie starczy energii na dwie rodziny.

Nie znam takich przypadków. Nie mówimy o patologii. Mężczyźni odcinają relacje z dziećmi dlatego, że kontakt z dziećmi jest kontaktem z ich matką, która zatruwa życie tej nowej pary.

Jakie to jest trudne... Nie wiem, czy potrafiłabym dobrze myśleć i dobrze mówić o drugiej rodzinie mojego męża.

Nie chodzi o to, żeby myśleć o nowej rodzinie męża, tylko o ojcu dla dzieci. Nie ma znaczenia, czy on ma rodzinę, czy jest sam, czy jest z kimś. To jest ojciec twoich dzieci. Takiego wybrałaś. Mało tego, za 20 lat będziesz największym wrogiem swojego dziecka, jeśli ono odkryje, a odkryje, że cały negatywny obraz ojca, który ma w głowie, to obraz przeżuty przez ciebie i wrzucony mu jako jedyny istniejący.

Czy takiego mężczyznę, który decyduje się odejść, można zatrzymać?

Pewnie, że tak!

Większość mężczyzn, pisze o tym profesor Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni”, jak zaczyna mieć rodzinę, to zaczyna się czuć, jakby to była karaza grzechy, bo jest cała masa zobowiązań
i zero nagród.

A nie jest tak, że im bardziej chcemy go zatrzymać, tym bardziej on ucieka?

To nie jest tak, że żyjecie 15 lat w związku i jest niedziela, on rano wstaje i mówi: „Już mi się nie chce. Kaśka ma 20 lat mniej, to ja do niej odchodzę”. To jest proces. Bierzesz aktywny udział w tym procesie. Wiele kobiet tego w ogóle nie widzi: „Jak to, przecież byłam dobrą żoną. Dbałam o dzieci, sprzątałam, gotowałam…”. Bliskość z mężczyzną buduje się poprzez wspólne działanie, a wiele kobiet w ogóle tego nie robi, bo „on ma jakieś dziwne pasje, interesuje się jakimiś głupimi rzeczami”.
Większość mężczyzn, pisze o tym profesor Zimbardo w książce „Gdzie ci mężczyźni”, jak zaczyna mieć rodzinę, to zaczyna się czuć, jakby to była kara za grzechy, bo jest cała masa zobowiązań i zero nagród. Kiedy prowadzę warsztaty z mężczyznami, to słyszę: „Kobiety zawsze nam mówią, że coś w nas jest nie tak. A my chcemy wreszcie poczuć się akceptowani, mieć święty spokój”. U większości mężczyzn, którzy mają już staż w relacjach, ich główną potrzebą jest święty spokój.

Biedni… (śmiech)

Tu już nie ma seksu, nie ma wspólnego wychodzenia, nie ma cieszenia się sobą, tylko jest: „Idź. Zrób. Przywieź. Czemu nie wyniosłeś śmieci? O której wrócisz?”. Po 20 latach człowiek ma naprawdę dosyć. Jak pojawia się kobieta, która mówi: „Wiesz co, jesteś fajny i ja cię widzę”, to macie wtedy problem. Na tym polega ta sztuczka.

Nawet jeżeli kobietę oświeci, że rzeczywiście on miał z nią tutaj trochę słabo, to czy wystarczy zadeklarować: „Dam ci święty spokój i wolność”, żeby go zatrzymać? Jaka jest ta wasza natura?

To już jest za późno. To, że on odchodzi z domu do innej, to oznacza, że tej relacji już nie ma. On już nie jest w związku. On tam tylko mieszka, ten związek od dawna nie jest zasilany. Mężczyzna, który jest zaangażowany w relację, nie odejdzie do młodszej. Może mieć kochankę na jakiś czas, ale wróci, bo gdzieś tam na boku załatwia pewne potrzeby, które na przykład mogą płynąć z tego nierozwiązanego okresu popędowości, tego „czerwonego rycerza”, ale nie odejdzie od żony.

Są też takie układy, gdzie ktoś z boku mówi, że taka świetna rodzina, a z drugiej – ona komunikuje: „Niby jest dobrze, ale czuję, że on ma kochankę” „Trudno, najważniejsze, żeby dzieci miały ojca”.

To jest właśnie słabe. Jesteś dla mnie nieważny. Ja cię potrzebuję tylko w jednej sprawie. Ten facet po prostu czuje, że jest niepotrzebny. Znakomita większość facetów w relacjach, które mają potencjał do rozpadu, ma poczucie, że że oni są ważni tylko w roli gościa, który przynosi pieniądze, który pomaga przy dzieciach. I to tyle, dziękuję za uwagę. Jako człowiek nie istnieje.

A czy jeżeli jest dobry związek, satysfakcjonujący obie strony, to on nigdy nie odejdzie do młodszej?

Tego nie mogę powiedzieć.

Czy rzeczywiście mężczyźni mają tego zdobywcę w naturze?

Nieprzypadkowo plemniki produkujemy non stop i to w dużych ilościach.

Są takie egzemplarze, które bez względu na to, czy się tam dobrze dzieje w stadle, czy nie…

Są. To dotyczy nie tylko mężczyzn, żeby było jasne.

Tutaj kobieta niewiele już może zrobić?

Podziwiam za to kobiety, bo w ich przypadku zdrada fizyczna jest mniej bolesna niż emocjonalna. U mężczyzn jest odwrotnie. Zdrada fizyczna to dla nich katastrofa. To też pokazuje, jak inną mamy biologię. Nasza jest silnie popędowa. Nie znam faceta, który nie powiedzie wzrokiem za ładną dziewczyną.

Ale to jeszcze nie katastrofa

To nie musi od razu oznaczać, że mu odpaliły fajerwerki i za nią pobiegnie. Mężczyźni są różni. Jednak cielesność ma znaczenie i dwudziestoparolatka ma po prostu fajne ciało, a w tym fajnym ciele jest fajna energia. Energia młodości I to się czuje. Możliwości, radość. Wielu mężczyzn daje się uwieść właśnie w ten sposób: „Z nią moje życie będzie lepsze!”. Ja im mówię: „Od siebie nie uciekniesz”.

Z drugiej strony można się czuć bardziej staro, za przeproszeniem, przy takiej młodej dziewczynie.

To raczej nie.

Nie?

Takich to ja nie znam. (śmiech) Wręcz przeciwnie, większość facetów ma turbodoładowanie i czuje się bardzo młodo. I to się wręcz w ich wyglądzie zmienia. Ale po kilku latach może się okazać, że nowa partnerka jest o wiele bardziej wymagająca niż się wydawało. I niekoniecznie w takim sensie, że on ma częściej wynosić śmieci, ale energetycznie i seksualnie. Wielu mężczyzn nie bierze tego pod uwagę i może mieć z tym problem.

A teraz zmierzając do puenty, czy mężczyźni mogą okiełznać swoją naturę?

Mogą. Tylko muszą mieć powód. A właśnie wielu nie ma, bo kobiety im tego powodu nie dostarczają. To jest w ogóle paradoksalna sytuacja. Kobieta dojrzała to jest kobieta piękna, kobieta młoda jest ładna. Tyle że ja bardzo często tę moją piękną kobietę oglądam przez szybę, ona jest dla mnie niedostępna, więc nie mam żadnego powodu, żeby to okiełznać.

Nie ma powodu?! Niedostępna?!

Bo ona mi się nie oddaje i wcale nie chodzi o seks. Ona po prostu ze mną już nie żyje. Ona tylko ode mnie wymaga albo traktuje mnie jako kogoś zastanego, zresztą z wzajemnością. Jest koło mnie kobieta, która kiedyś ze mną była, i ona rzeczywiście ma bardzo dużo, ale nie dla mnie. Nawet na Facebooku widać żarty: „Moja żona jak są goście – uśmiech, moja żona jak wychodzą – wrrr…”. To dlaczego ja mam z tobą być, jak wszystko, co najgorsze, dajesz mnie, a wszystko, co najlepsze, dajesz światu?

Dlatego faceci nie chcą się wiązać? Bo to jest dzisiaj jarzmo, a kiedyś to był przywilej

Czyli gdybyśmy tylko chciały... No nie, przecież z naturą nie jesteśmy w stanie wygrać! Z młodością, z gładkością…

Ale potrzeba bliskości jest naturalna, tylko niestety kobiety zastępują bardzo szybko relację z mężczyzną innymi relacjami, a wobec mężczyzny stają się wyłącznie roszczeniowe.

Nie wiem, czy mogę w to uwierzyć

Zimbardo to tak pięknie opisał: „Dlatego faceci nie chcą się wiązać? Bo to jest dzisiaj jarzmo, a kiedyś to był przywilej”. Ja musiałem czymś się wykazać i dostawałem nagrodę. Miałem szacunek, pozycję, ale też miałem zagwarantowane, że na starość ktoś się mną zaopiekuje, a dzisiaj musisz się wykazywać i wykazywać, ciągle, i nie masz żadnych nagród, a jeszcze tracisz kobietę, bo przecież ona jest matką, ma pasje, rozwija się...

A może mężczyźni odchodzą do młodszych i zastępują w pewnym sensie swoją miłość do dzieci miłością do młodej partnerki.

To się rzadko zdarza.

To nie jest zastępstwo?

To w ogóle tak nie działa. Chodzi o to, że jak jestem sobie w moim domu, mam dzieci, mam partnerkę i jestem dla nich nieważny, to znaczy jestem usługodawcą. A teraz mam partnerkę młodszą od siebie i jestem dla niej autorytetem. Ona widzi we mnie gościa i mówi: „Wow, ale ty jesteś mądry! Ale z tobą to można przeżyć fajnie życie!”. Wiesz, co od niej dostaję przede wszystkim? Uznanie. Jednym z podstawowych problemów współczesnych mężczyzn jest właśnie to, że nie dostają uznania od swoich partnerek na żadnym polu.

Jacek Masłowski - psychoterapeuta i filozof, prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn,
prezes Fundacji Masculinum, pracuje w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Psychiatrii.

Więcej ciekawych wywiadów na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (7)
/miesiąc temu
Na uznanie trzeba sobie zasłużyć. A po 15 lat w zwiazku mężczyzna już nic nie daje. Chce spokoju? Chce być doceniany? Nie chce byc usługodawcą? To co: kobieta sprząta, gotuje, pierze, prasuje, jest niańką, kochanką i ma jeszcze dać Paniczowi święty spokój i go docenić? A co on robi? Czy jej pomaga, czy ją wspiera, czy ją docenia? "Kochanie, bardzo Cię Kocham, że tak dbasz o dom i o dzieci." czy któraś kobieta kiedykolwiek usłyszala takie zdanie? Ja nie. Ale to że "chce mieć święty spokój" nie raz.
/10 miesięcy temu
Ola - właśnie sobie zaprzeczasz, piszesz: ,,Jeśli chodzi o te nagrody o których Pan pisze, to uważam, że przesadza Pan. To, że kobieta jest z mężczyzną bo go kocha, dba o niego, kocha go, sypia nim, rodzi mu dzieci, dba o dom to niewystarczające nagrody?" rozbierzmy co na napisałaś na części pierwsze: 1. ,,kocha" - to jest nagroda? on też kocha więc żadnej nagrody tu nie ma; 2. ,,dba o niego" - hmm tzn jak? Pakuje mu codziennie pełnowartościowe śniadanie do pracy? Pilnuje wyników badań? Sprawdza czy zrobił przegląd w aucie? jak współczesna i (co ważne) przeciętna kobieta dba? Bo wiem jak dbały nasze babki i prababki ale u współczesnych kobiet tego nie widzę , ale może się mylę jeśli tak napisz i podaj przykłady. 3. ,,sypia z nim" - to prawda kobiety traktują często (nie wszystkie na szczęście) sypianie jako nagrodę dla mężczyzny , ale czy tak powinno być ? I czy to naprawdę jest nagroda w dzisiejszym świecie tindera i rozwiązłości gdzie seks pozamałżeński jest częstszy niż ten małżeński?; 4 ,,rodzi mu dzieci" - wskaż mi te kobiety, które poświęcają się dla niego (nie dla siebie) i rodzą dzieci dla niego. Motywacja w rodzeniu dzieci jest ON. 5. ,,dba o dom" - naprawdę? Czyli co , nie jesteś za partnerstwem? On nie musi dbać o dom? Aaaaa mają dbać razem - ale ja w takiem razie nie widzę tu nagrody. Gdy facet jest samotnym singlem, albo żyje ze współlokatorem to też ,,dba razem o dom/mieszkanie". Nie potrzeba to żony, wystarczy współlokator. ,, Często taki mężczyzna nie zaspokaja właściwie swojej żony i być " tu zgodzę się z Tobą całkowicie. Ale weź pod uwagę. że zupełnie inne podniecenie wyzwala 40 letnia (i wieloletnia zarazem) partnerka niż 18 czy 20 letnia. Czasami zastrzyk testosteronu jest wręcz ogromny.
/11 miesięcy temu
Żenujący wywiad. Kobieta winna jest zawsze, ta od której odchodzi mąż, ta do której odchodzi mąż. Świat się zmienia, kobiety się zmieniają a Oni ciągle tkwią w biblijnym świecie, bo zawsze jest wina kobiety.
POKAŻ KOMENTARZE (4)