POLECAMY

„Od kłamstwa jest bardzo krótka droga do rozpadu relacji, bo traci się bliskość”. Rozmawiajcie zamiast robić dobrą minę do złej gry!

„Kłamstwo bywa diagnostyczne dla związku, bo może wskazać jego najsłabsze punkty. Ale jednocześnie zaburza dynamikę relacji. Od niego droga do jej rozpadu jest bardzo krótka. Więc jednak warto odważyć się i mówić prawdę”, tłumaczy psycholog Karolina Strojecka w Urodzie Życia 3/2017
/ 11 miesięcy temu
„Od kłamstwa jest bardzo krótka droga do rozpadu relacji, bo traci się bliskość”. Rozmawiajcie zamiast robić dobrą minę do złej gry! fot. Fotolia

Krystyna Romanowska: Przed świętami krążył w sieci taki mem: „Boże, spraw, żeby wszystkie zakupy, które zamówiłam w internecie, przyszły, kiedy męża nie będzie w domu”. Małe kłamstwo? Nieważne?

Psycholog Karolina Strojecka: Jeżeli twierdzenie, że kłamstwo jest produktem ubocznym strachu, jest prawdziwe, to każde niemówienie prawdy jest znaczące. Według badań kłamiemy od jednego do trzech razy dziennie. Kłamstwo z zakupami on-line zakwalifikowałabym jako „kłamstwo egotystyczne”. Ma ono w założeniu podnieść naszą samoocenę. Albo raczej jej nie obniżyć. Modląc się o nieobecność męża w domu, kobieta nie chce się skonfrontować z jego oceną. W naszych codziennych relacjach występuje jeszcze kłamstwo mimowolne i ono zalicza się do tych najbardziej nieszkodliwych: dzieje się tak wtedy, jeżeli trochę koloryzujemy historie, które nam się wydarzyły, albo na pytanie: „Jaki masz nastrój?”, odpowiadamy: „W porządku”, chociaż nie do końca tak jest. Kłamstwo altruistyczne stosujemy wtedy, kiedy kłamiemy, nie chcąc zrobić przykrości drugiej osobie. Np. kiedy dostaniemy prezent, który się nam nie podoba.

Wszyscy znamy najczęstsze kobiece kłamstwo: „Kochanie, kupiłam na wyprzedaży ten płaszcz. Był bardzo tani”.

W rzeczywistości był trzy razy droższy. Taka sytuacja stawia ludzi na nierównych pozycjach. Przestają być partnerami, komunikującymi się na tym samym poziomie, czyli dorosły – dorosły. Żona stawia się niżej od męża, oszukuje go, bo widzi w nim „krytycznego rodzica”, który ją – dziecko ukarze. To niby jest błaha rzecz, ale proszę zobaczyć, ile niepokojących rzeczy takie kłamstwo ujawnia.

„Dotyk jest najczulszym barometrem związku”. Kiedy ostatnio przytulałaś się do partnera?

Co ujawnia?

Jej strach przed oceną (on powie: „Jesteś rozrzutna”). Ale także jego stosunek do pieniędzy. Bo dlaczego ona właściwie mu tego nie mówi?

Wie, że jej mąż jest sknerą. Ale był sknerą zawsze czy stał się nim niedawno?

Był zawsze, ale na początku kobieta myślała, że jest po prostu oszczędny. To trzeba o tym porozmawiać. Nie bez kozery pytałam, czy stał się sknerą, bo jeżeli tak, to znak czegoś niepokojącego w relacji. Zakładając, że kobieta zarabia na siebie, może sobie kupić nawet drogi płaszcz. I ma do tego prawo. Chyba że nie zarabia albo rodzina jest nie za dobrze sytuowana, a ona mimo wszystko wydaje pieniądze na zbędne rzeczy. Coś w takim razie jest nie tak. Albo – wpadła w szpony zakupoholizmu i usiłuje zapełnić dziurę emocjonalną. Może związek jest w kryzysie, a ona chce zwrócić uwagę męża atrakcyjnym wyglądem. Czyli jedno małe kłamstwo, a ile możliwych interpretacji problemu.

Jej partner wie, że ten płaszcz kupiła, bo była na zakupach z koleżanką. On jej nie znosi. Wobec tego, kiedy ona idzie się z nią spotkać, mężowi mówi, że wybiera się do kosmetyczki albo na zakupy.

Ale dlaczego?

Bo nie chce, żeby grymasił: „O rany, znowu spotykasz się z tą idiotką”. Robi to dla dobra związku, unika konfliktu.

Moim zdaniem, robi to ewidentnie dla swojego dobra. Boi się, że partner skrytykuje ją albo jej koleżankę. Jestem przeciwna – to buduje mury między ludźmi w bliskich relacjach i krzywdzi obie strony. Może lepiej porozmawiać z partnerem, dlaczego jej nie lubi? Chociaż właściwie wcale nie musi jej lubić.

To TWOJA wina?! On odchodzi do młodszej przez... żonę i dzieci?

No dobrze, ale jak jej mąż robi sceny o spotkanie z przyjaciółką, to ona ma się na to uodpornić? Nie zwracać uwagi?

„Uodparnianie” i „niezwracanie uwagi” to właśnie stawianie muru w relacji. Taka postawa nie zmieni zachowania partnera, a tylko zaostrzy konflikt. Zasugerowałabym rozmowę. Partner nie musi lubić naszych koleżanek, ale to ciekawe, czemu tej tak strasznie nie znosi.

Może wie, że żona będzie opowiadać przyjaciółce o sytuacji w ich małżeństwie, która nie jest za różowa...

No właśnie, kłamstwo goni kłamstwo. Jedno nakręca drugie. Zdarza się, niestety, że zamiast rozwiązywać problemy w związku, myślimy, że znajdziemy rozwiązanie poza relacją. Najczęściej okazuje się, że po prostu dajemy sobie poczucie ulgi, obgadując partnera w rozmowie z przyjaciółką. Zalegająca złość nie zostaje wyrażona w partnerskiej relacji i marnuje się ją przez to, że jest skierowana do osoby trzeciej. Przynosi to wiele strat: koleżanka przestaje lubić naszego partnera, zachęca nas do rozstania. My nie chcemy się rozstać, bo już nam lepiej i zależy nam na partnerze.

No dobrze, czyli ona już poszła na to spotkanie. Po powrocie do domu ma przyznać się do kłamstwa?

To zależy od intencji kłamiącego. Może być tak, że wyznanie prawdy po prostu skrzywdzi partnera. Czyli: okłamuję go, że idę gdzie indziej, a potem wyznaję, gdzie naprawdę byłam. Po pierwsze – to jawna manipulacja, a po drugie – co chce się przez to osiągnąć? Pokazać partnerowi, jak łatwo daje się oszukać? Warto uświadomić sobie swoje intencje.

A jeśli ona zauważa, że partner kłamie? Mówi, że jedzie do pracy, a umawia się z kolegą. Robić awanturę?

To nie jest powód do awantury, ale do rozmowy – na pewno. Przede wszystkim po to, żeby się pozbyć emocji złości. Pamiętajmy o metaforze garnka z mlekiem. Jeżeli cały czas jest podgrzewany pod przykrywką na gazie, to po jakimś czasie mleko wykipi. Lepiej powiedzieć partnerowi: „Wiem, że mnie oszukałeś, skłamałeś” niż trzymać emocje w sobie, a potem wybuchnąć i zrobić awanturę. Partner okłamał z jakiegoś powodu. Może nie powiedział, bo jestem kontrolująca?
Czyli zabraniam partnerowi spotkań z kolegami i oczekuje ciągłego kontaktu. Albo on boi się bliskości? Czyli na każdym kroku udowadnia sobie, że zerwał się z wyimaginowanej smyczy i jest prawdziwym samcem alfa, którego nie da się usidlić.

My, wy, oni, konflikt, miłość, przyjaźń - o relacjach, często niełatwych czytaj na Polki.pl

Kłamanie z błahych powodów jest równie groźne, jak kłamstwa np. dotyczące zdrady?

Myślę, że jeżeli już, to lepiej kłamać w błahych sprawach. Kłamstwo mimowolne charakteryzuje się często tym, że orientujemy się, dopiero gdy je wy powiemy, że minęliśmy się nieco z prawdą. Takie kłamstwo nie niesie za sobą poważnych konsekwencji  w postaci czyjejś krzywdy.

Nie mówić partnerowi: „Wiesz, pociąga mnie twój najlepszy przyjaciel”?

Nie mówić. Chyba że sam spyta.

Wtedy wyznać?

Tak, bo wyraźnie coś przeczuwa. Ale nie skupiałabym się na emocjonalnym przeżywaniu fascynacji przyjacielem przy partnerze, tylko zastanowiłabym się, co konkretnie podoba mi się u jego przyjaciela. Może to mi uświadomić moje niezaspokojone potrzeby. A przecież najpierw musimy sobie coś uświadomić, żeby móc to zrealizować. Czyli może ten kolega jest spontaniczny, a do naszego związku wkradła się rutyna. Albo wręcz przeciwnie – jest ostoją spokoju, a ja potrzebuję wyciszenia. Myślę, że tu nie chodzi o kolegę, ale o konkretną rzecz, która mnie w nim pociąga.

Czy sensownym usprawiedliwieniem własnych kłamstw jest mówienie: „Kłamałam, bo się bałam odrzucenia”?

Tylko prawdziwa przyczyna jest sensowna, bo dzięki niej rozwiązujemy konflikt i zyskujemy większą bliskość w relacji.

A co jeżeli ona/on mówi partnerowi: „Kocham cię. Nie zdradzam cię”, a nie kocha go i zdradza? Czyli kłamie w sprawach zasadniczych.

Ciekawe, po co w takim razie jest w związku. Jakie ma korzyści i czemu krzywdzi drugą osobę? W takiej sytuacji zdecydowanie zaprosiłabym na terapię. Terapia to właśnie relacja pozbawiona kłamstwa. W bezpiecznych okolicznościach może nauczyć mówić prawdę.

Jak zacząć mówić prawdę? Można sobie powiedzieć: od dzisiaj nie kłamię?

Jeżeli chociaż raz powiemy prawdę, to już mamy sukces, dzięki czemu poczujemy satysfakcję i wzmocnimy oczekiwane zachowanie.

Nie do końca wierzę w to, że partnerzy, którzy siebie okłamują, nagle usiądą i porozmawiają o prawdziwych uczuciach…

Jasne, że to trudne, ale jeżeli nie usiądą i nie poprawią swojej komunikacji, związek się rozpadnie.

Jakie pytania powinno się zadać, jeżeli nagle zauważy się w sobie dużą tendencję do kłamania?

Przyczyny mogą być różne, ale nie zaczynałabym analizy od szukania winy w sobie, oceniania i biczowania się. Lepiej przyjrzeć się swoim emocjom, bo często po nich łatwiej można dostrzec, co się dzieje. Zadać sobie pytanie: czy czuję lęk, smutek, złość i jakie myśli mi towarzyszą? Taka analiza może być otwierająca także na partnera. Jeżeli ktoś zaczyna kłamać, to muszę zastanowić się nad tym, co się z nim dzieje. I co się dzieje ze związkiem. Kłamstwo jest diagnostyczne. Wskazuje najsłabsze punkty w związku. Zaburza dynamikę relacji. Od kłamstwa jest bardzo krótka droga do rozpadu relacji, bo traci się bliskość.

Czy partner, który do tej pory mówił prawdę, widząc, że jest okłamywany przez drugą stronę, może przejąć tę strategię?

Okłamywany partner zapewne czuje silną złość i szuka jakiejś satysfakcjonującej go formy odwetu. Wybiera broń, którą sam został zraniony i zaczyna kłamać.

A jeżeli okaże się, że kłamstwa są sposobem obrony przed gniewem partnera?

To zależy, czy partner jest przemocowy i lęk jest adekwatny, bo może on jest kontrolujący i zakazuje partnerce kontaktów z innymi? Wtedy trzeba się po prostu rozstać. Może jednak się okazać, że nie ma przemocy, tylko ona boi się, jak będzie oceniona.

Kobieta kłamie, bo chce utrzymać swój fałszywy obraz w jego oczach?

Może tak być. Na przykład może chcieć, żeby on myślał o niej, że jest zimną suką albo – na odwrót – cichą myszką. Tylko że to strategia na krótką metę. Stworzenie dobrej relacji to pozwolenie na to, żeby partner zobaczył mnie taką, jaką naprawdę jestem. Jeżeli ma mnie odrzucić, to niech odrzuci na początku związku.

Ale kiedy jesteśmy ze sobą już 10 lat i nagle się okazuje, że zbudowaliśmy naszą relację na kłamstwie?

Każde kłamstwo jest możliwe do odczarowania. Jeżeli obie strony tego chcą. Mniej istotne jest to, jacy jesteśmy, bardziej – czego chcemy. Gdy mamy wspólny cel, to się może udać.

Więcej ciekawych tekstów na Polki.pl

Karolina Strojecka - psycholog, psychoterapeutka poznawczo-behawioralna, prowadzi psychoterapię indywidualną i partnerską.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)