„Marzenia są po to, aby wytyczać bieg życia – nie tylko je umilać” – Polka rzuciła pracę w korporacji, by organizować paramilitarne obozy w górach

„Nasz program to pobudka o 5:30, power joga, 7 godzin kondycyjnego marszu po szlakach górskich, ćwiczenia na płaski brzuch, masaże, ponownie joga i dieta oczyszczająca organizm. Dzień w dzień po 12 godzin ruchu i wycisku! Ludzie kochający aktywność odnajdują siebie na nowo, odrywają się od zgiełku i codzienności” – mówi Barbara Olszewska.
„Marzenia są po to, aby wytyczać bieg życia – nie tylko je umilać” – Polka rzuciła pracę w korporacji, by organizować paramilitarne obozy w górach fot. Barbara Olszewska

Co roku wyjeżdżasz na wakacje nad morze, by przez tydzień lub dwa leżeć na plaży, a po powrocie czujesz się jeszcze bardziej zmęczona niż przed urlopem? A może wolisz wyjazdy zagraniczne, w czasie których leniuchujesz, ale nie możesz przestać myśleć o tym, co zostawiłaś w kraju: obowiązkach, pracy, piętrzących się zadaniach do wykonania?

Barbara Olszewska do 37. roku życia pracowała w dużej korporacji. Jak sama pisze: „spełniałam się zawodowo, pracując w różnorodnym wielkokulturowym środowisku; wspaniali ludzie, bajeczne podróże, bardzo dobre warunki bytowe i finansowe”. Ta mama dwójki dzieci któregoś dnia postanowiła jednak zmienić swoje życie, rzuciła wygodną pracę na etacie i zajęła się prowadzeniem paramilitarnych obozów w górach, które nazwała „DajSobieWycisk”. Dlaczego podjęła taką decyzję? Skąd znalazła w sobie siłę, by tak diametralnie zmienić swoją codzienność? Dlaczego wybrała taką właśnie drogę życiową? I wreszcie: w czym obozy, w których całe dnie wypełnione są aktywnościami, są lepsze niż leniuchowanie i wypoczynek nad morzem?

Dlaczego zrezygnowała Pani z pracy w korporacji? To była kwestia wypalenia zawodowego, znudzenia, czy może jeszcze czegoś innego?

Barbara Olszewska: Pozostawiłam pracę w dużej korporacji po 15 latach (!), choć nie była to łatwa decyzja – firma była solidnym i bardzo dobrym pracodawcą, a praca w niej dawała mi sporo satysfakcji... Jednak po przekroczeniu magicznego w moim przypadku wieku lat 37 coraz więcej miejsca w moim sercu i głowie zaczęły zajmować „niewygodne” myśli na temat sensu życia. Czy ma to być codzienne chodzenie do pracy na etacie, który przecież zajmuje 90% mojego czasu? Chciałam sprawdzić, co jest po „drugiej stronie lustra” i stworzyć coś, co będzie miało wpływ na życie innych ludzi. I będzie wytworem mojej pracy od zera. Chciałam stworzyć coś, co zapamiętają moje dzieci, coś, co będę tworzyć na własnych warunkach.

Jak wpadła Pani na pomysł stworzenia turnusów Daj Sobie Wycisk? Na czym, według Pani, polega przewaga takich wyjazdów nad odpoczynkiem nad morzem czy w SPA?

Pewnego lata postanowiłam wybrać się na wakacje, gdzie będę miała więcej czasu, żeby zastanowić się nad tym, dokąd zmierzam, co jest dla mnie ważne i gdzie chcę być. Pojawiające się trudne pytania tłumaczyłam przemęczeniem. Postanowiłam odpocząć. Wyjechałam sama na tydzień. Spędziłam go w SPA – w błogiej atmosferze nic-nie-robienia i dbania-o-swoją-urodę.  To jednak nie było to, po dwóch dniach miałam ochotę wracać i prawdę mówiąc wróciłam nie tylko zmęczona, a dodatkowo znudzona.

Kiedyś znowu podczas kolejnego krótkiego urlopu wylegiwałam się na plaży, mój synek budował zamek z piasku, a ja czytałam kolorowy magazyn angielski. Znalazłam tam wzmiankę o formule radykalnej regeneracji, podczas której wyciska się ostatnie poty z uczestników, poddając ich diecie. ReneeZwellweger po roli Bridget Jones podobno tak zaczęła powrót do dawnej formy. Czułam to, wiedziałam, że to działa, bo sama podczas zajęć fitness lub tańca miałam wrażenie, że po godzinie biegania lub kondycyjnego fitnessu mogę przenosić góry. A po 2 tygodniach wczasów klasycznych czułam raczej rozleniwienie, przejedzenie i przepicie lokalnym winem. Postanowiłam, że sama spróbuję takiej formy odpoczynku. Wyjechałam na tydzień na BootCamp na Majorkę i nie pomyliłam się. To było to, czego mi brakowało. Wróciłam totalnie zregenerowana, pełna energii, a moja głowa pękała od nowych pomysłów. Czułam, że żyję.

W kobietach siła! Himalaistka Kinga Baranowska opowiedziała nam o swoich wyprawach i o tym, dlaczego trzeba umieć zawrócić tuż przed szczytem

Wiele z nas wyjeżdża na wakacje i mimo odpoczynku po przyjeździe często czuje się bardziej zmęczonych niż przed urlopem. Dlaczego tak się dzieje? Czy aktywny odpoczynek bardziej relaksuje niż ten bierny?

Obserwuję, że wiele osób bardzo zapracowanych czuje się podobnie po typowych dwutygodniowych wczasach. Właściwie dopiero przed ich końcem zaczynamy czuć się wypoczęci. Pierwsze 10 dni nasz organizm źle znosi bezczynność. Z codziennych zawirowań wpadamy nagle w czarną dziurę bezczynności! I nie wiemy, co robić. Jak przestawimy się na relaks, okazuje się, że urlop się już kończy… Przekonałam się na własnej skórze, że najgłębszy odpoczynek jest wtedy, gdy jest aktywny. Tylko wtedy jesteśmy zupełnie oderwani od codziennych spraw i obowiązków. Leżąc na plaży cały czas nasze myśli krążą wokół pracy, domu i obowiązków. Natomiast gdy mamy bardzo rygorystyczny harmonogram dnia, wszystko jest dokładnie zaplanowane, jesteśmy w nowej grupie, mamy niesamowitą możliwość do totalnej regeneracji, ponieważ nasze myśli przestawiamy na nowe tory. Aktywny wypoczynek daje ujście wszystkim negatywnym emocjom i doładowuje nas pozytywną energią.

Kto i dlaczego uczestniczy w takich organizowanych przez Panią wyjazdach?

Uczestnicy to ludzie poszukujący nowych doświadczeń, ciekawi świata, otwarci na piękno,  chętni przełamywać własne ograniczenia, podróżować w głąb siebie, zdeterminowani, żeby zmienić coś w swoim życiu. Przedział wiekowy: bardzo szeroki! Przyjeżdżają mężczyźni i kobiety. Przyjeżdżają osoby wysportowane, ale w większości są to osoby „wyciągnięte zza biurek”, prowadzące siedzący tryb życia. Przede wszystkim chcą, żeby nie mieć wyboru, pokus, alternatyw i wymówek. Dyscyplina często bardzo pomaga wyzbyć się wątpliwości, rozterek… Poddajemy się czemuś bez wykrętów i dylematów.

Na turnusie DajSobieWycisk nie mamy czasu ani potrzeby nad niczym się zastanawiać. Wszystko dzieje się samo, ekipa dopilnuje, żebyśmy we wszystkim uczestniczyli, przerwy mamy podczas posiłków, masaży i prysznica... Nasi uczestnicy już drugiego dnia wpadają
w „trans”, przyjemny stan wymiatania z głowy natrętnych myśli. Odcięci od codziennej rutyny, telefonów i laptopów podziwiają piękno natury i pokonują kolejne bariery. Po tygodniu wyglądają i czują się jak po trzech tygodniach w uzdrowisku! Ruch, dieta, masaże, odpowiednio dobrane, robią swoje – z naszymi ciałami i umysłami!

Mam taką klientkę koło 40-tki, która przyjeżdża na turnus prawie co rok i robi to, żeby nie zwariować. Ma bardzo odpowiedzialną i stresującą pracę, męża i nastolatka w domu. Wraca po pracy, widzi sterty prania, mieszkanie do sprzątania, myśli o pracy bez przerwy, w zasadzie nigdy nie ma dobrego okresu, żeby wziąć wolne. Zaczyna chodzić poirytowana, wylewa stresy na domowników. Zaczyna „kipieć jej pod pokrywką”, jak to określa. Wtedy wie, że już czas. Trzeba wziąć tydzień wolnego, zaszyć się z nami w górach i oddać się w nasze ręce, bez kontaktu z codzienną rutyną. Nie dzwoni, nie czyta maili i…. daje sobie wycisk. Wraca spokojniejsza, uśmiechnięta. Mąż co roku wspiera ją w decyzji wyjazdu, bo wszyscy widzą, jak ją ten tydzień zmienia. Ona sama mówi, że wraca jak nowa i z nową energią, którą może się dzielić. Więc korzysta nie tylko ona!

Zdarza się też czysto sportowe, wręcz zawodowe podejście. Nasza zawodniczka olimpiady w Londynie (kolarstwo szosowe) kilka lat temu przyjechała w ramach uzupełnienia treningu przed zawodami. Dla innej kobiety – tydzień w Tatrach był rozgrzewką i przygotowaniem przed wyprawą w Himalaje.

Każdy ma swoje Himalaje… Codzienność, odpowiedzialność, małżeństwo, partnerstwo, praca, rodzicielstwo, wyzwania to także takie nasze Himalaje, do których musimy się nieraz przygotować, żeby dać radę.

Na czym, poza aktywnością fizyczną, skupiają się podczas wyjazdów uczestnicy Daj Sobie Wycisk?

Na sobie. To właśnie jest potrzebne. Tzw. zdrowy egoizm. Ten tydzień jest dla ciała i duszy danego uczestnika. Właśnie dlatego najczęściej przyjeżdżają w pojedynkę, żeby skupić się na sobie.  Robią to  poprzez połączenie skrajnego wysiłku fizycznego z duchową kontemplacją. Hasło „Wędrówka w góry - podróż w głąb siebie" najlepiej oddaje intencje tego programu i potrzeb ludzi, którzy nas znajdują. Nie szukają typowych wczasów... Szukają przeżyć. Ci, którzy stoją przed jakąkolwiek życiową decyzją – z większą łatwością potem ją podejmują. Inni zmieniają swoje życie, dietę, tryb życia, nieraz pracę. Połączenie elementów obozu kondycyjnego z masażami, jogą i warsztatami relaksacyjnymi, które uczą oddychania, odblokowują kanały energetyczne, uczą wsłuchiwania się w swoje potrzeby, to kombinacja, która umożliwia te życiowe zmiany.

Kiedyś na turnus przyjechał przystojny i bardzo skryty mężczyzna ok. 50-tki. Mało się odzywał, ale jak już coś powiedział, to potrafił rozbawić całe towarzystwo. Aura tajemniczości i powściągliwości, która go otaczała, sprawiły, że stał się ulubieńcem wszystkich. Cierpliwie znosił nasz „reżim”, ćwiczył jogę, w milczeniu pokonywał kilometry na szlakach. Po sezonie znalazłam jego opinię na portalu, na którym znalazł nasz program odnowy. Pisał, że przyjechał, żeby zawalczyć z depresją po utracie ukochanej osoby. Nie wierzył, że stanie się cud, ale pierwszy raz po tragedii, zaczął się wysypiać, odremontował mieszkanie i znowu zaczyna żyć!

Zamierza być najmłodszą Polką, która zdobędzie Koronę Ziemi. Został jej już tylko jeden szczyt! Poznajcie niezwykłą Miłkę Raulin

Czy takie wyjazdy są dla wszystkich? Komu je Pani poleca, a komu odradza?

Program DajSobieWycisk jest dla wszystkich. Polecam poszukującym czegoś wyjątkowego i „większego” niż wczasy. Przyjeżdżają wysportowani, ale też tacy, którzy nie lubią aktywnego trybu życia, ale chcą się do niego przez tydzień przymusić i... uzależnić!

Odradzam zaś wyjazd tym, którzy mają konkretne przeciwwskazania do przebywania w klimacie górskim i do wzmożonej aktywności fizycznej.

Wiele osób jest tak przepracowanych, że nie wyobraża sobie, aby być aktywnym jeszcze na wakacjach. Jak przekonałaby ich Pani, że siedzenie i „nic nie robienie" wcale nie jest dla nich dobre?

Solidna porcja kondycyjnego marszu w górach – nie tylko dla kondycji, lecz by odnaleźć wewnętrzną harmonię,  na nowo obudzić swoje marzenia? Do tego joga, boskie masaże, trening na płaski brzuszek, przepyszna dieta i relaksacja... To skusi każdego. Dodatkowo, nie trzeba o nic się martwić, trzeba tylko poddać się słodkiemu reżimowi, słuchać ekipy i czuć się coraz lepiej!

Odnoszę wrażenie, że Pani życie w ciągu ostatnich lat bardzo się zmieniło. Co zyskała Pani na tej zmianie?

Spełnianie marzeń to trudna ścieżka, często pod górkę, ale zdecydowałam się na nią wejść. Ponieważ moim marzeniem zawsze były podróże, a one mają to do siebie, że poszerzają horyzonty, dodają odwagi, odsłaniają to, co ważne, pomagają poznać siebie – w ich trakcie poznałam nowych ludzi i miejsca. Wstałam zza biurka i zaczęłam budować własny projekt. To z kolei nauczyło mnie bardziej świadomie budować swoje życie w ogóle. Inaczej podchodzę teraz do rodziny, jakości czasu, doboru przyjaciół. Ważne jest dla mnie, jaki ślad pozostawię. Spotykam ciekawych ludzi z różnym bagażem życiowym. Niektórzy dzielą się ze mną swoimi historiami. Wiem też, że wielu klientów DajSobieWycisk zmieniło swoje życie po tygodniu w górach z nami. Te historie uczą empatii i dystansu do codziennych kłopotów.

Czy przedsięwzięcie było ryzykowne?

Chyba tak… bo oparte głównie na moim zapale i wierze, że to, co mnie fascynuje, pociągnie za sobą innych zwolenników. Mogłam się mylić… Ale strzał był w dziesiątkę. Okazało się, że wielu od dawna poszukiwało czegoś takiego, radykalnego sposobu zabrania się za siebie – i miejsca, które im to ułatwi.

Działania towarzyszące wprowadzeniu jej na rynek polski były mieszanką intuicji i doświadczenia zdobytych podczas pracy w korporacji. Intuicji i wiary było w moich działaniach zawsze bardzo dużo – może dlatego program jest unikalny i tak lubiany.

Nie ma postępu bez ryzyka. A postęp i rozwój leżą w mojej naturze. Dlatego ryzyko nawet mnie ekscytuje. Jest obietnicą czegoś nowego, najczęściej odkrywczego.

Inne ciekawe wywiady na Polki.pl

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)