POLECAMY

Ile razy można nazwać dziewczynkę dziwką, żeby w końcu coś w niej pękło?

Ile razy można nazwać dziewczynkę dziwką, żeby w końcu coś w niej pękło i by powiedziała: „stop”? „Niestety z moich obserwacji wynika, że współczesne nastolatki w ogóle nie powiedzą »stop«, bo agresja i wulgaryzmy to norma wśród dzisiejszej młodzieży” - mówi socjolog i pedagog dr Iwona Chmura-Rutkowska w Urodzie Życia 10/2017
/ 8 miesięcy temu
Ile razy można nazwać dziewczynkę dziwką, żeby w końcu coś w niej pękło? fot. Fotolia

Krystyna Romanowska: Rozmawiała pani z 400 uczniami gimnazjów w dużych miastach i na prowincji.

Dr Iwona Chmura-Rutkowska: To było bardzo trudne doświadczenie – wylałam wiadro łez. Sama jestem matką dwóch synów. Za moment ten starszy będzie w wieku dzieciaków, z którymi rozmawiałam. Wyobrażam sobie, co go czeka…

Aż boję się zapytać...

60 proc. dziewczyn i 50 proc. chłopaków każdego dnia słyszy bardzo wulgarne określenia albo używa ich wobec innych. Rodzice i nauczyciele powinni przejrzeć te tabelki z setkami straszliwych wyrazów: dziwka, cipa, towar, fiut, lesba, pedał, dupa, świnia. Codzienne doświadczenie gimnazjalistów to określenia: „biegasz jak ciota”, „rzucasz jak pizda”, „zachowujesz się jak głupia blondynka”. To nie wszystko: 40 proc. dziewczyn i  30 proc. chłopaków doświadcza przemocy seksualnej! Najczęściej są to niepożądane dotknięcia, uściski, łaskotanie, klepanie, szczypanie, napieranie, ocieranie, blokowanie możliwości poruszania się.

„Porzuć nadzieję, że zapanujesz nad wszystkim. Co będzie – to się zobaczy”. Życie mamy trójki dzieci bywa skomplikowane

Molestowanie?

Molestowaniem seksualnym określamy tylko to, co się dzieje w pracy, wśród dorosłych. De facto nie mamy określenia na to, co robią sobie nawzajem młodzi ludzie w sferze naruszającej granice intymności. Ale dla mnie ważne i przerażające jest także to, co myślą o takich zachowaniach młodzi.

Co myślą?

Dziewczyny uważają, że to nie jest przemoc. Mówienie do nich: „dziwko” w ich przekonaniu nie jest przemocą.

Uczniowie dali mi zdjęcia, na których widać wyraźnie, jak podczas przerwy chłopcy oglądają na tablecie pornografię. Na tym samym zdjęciu zobaczyłam przechodzącego dyżurującego nauczyciela. Nie było żadnej reakcji z  jego strony.

Co to mówi o nas, o dorosłych?

Że profesjonaliści pracujący w szkołach i rodzice dają niejako przyzwolenie na takie zachowania. Na porządku dziennym jest pokazywanie, rozsyłanie zdjęć, filmów. Czy 40 penisów rysowanych w  zeszycie koleżanki, która właśnie poszła do odpowiedzi, to jest pornografia? Nie wiem. Ale częste jest oglądanie pornografii w obecności innych albo pokazywanie jej bez uzyskania zgody. Co  trzecia dziewczyna i co trzeci chłopak mówią, że „tak jest codziennie”. Uczniowie dali mi zdjęcia, na których widać wyraźnie, jak podczas przerwy chłopcy oglądają na tablecie pornografię. Na tym samym zdjęciu zobaczyłam przechodzącego dyżurującego nauczyciela. Nie było żadnej reakcji z  jego strony.

Dorośli udają, że w ogóle tego nie widzą. Przecież 80 proc. mężczyzn między18. a 35. rokiem życia z zamiłowaniem ogląda pornografię.

Trudno stworzyć zasadę pod tytułem „Nie oglądamy pornografii w szkole”, ponieważ – jak się okazuje – nie można używać słowa „pornografia”! Oto opowieść z moich badań: w jednym kwestionariuszu chciałam zadać pytanie: „Czy oglądasz pornografię?”. Rada pedagogiczna zaprotestowała: „Albo pani wyrzuci to pytanie, albo nie dopuścimy do badań”. Zmieniłam więc wyraz „pornografia” na określenie: „treść o charakterze erotycznym”. Później podczas wypełniania kwestionariuszy widziałam uczniów pękających ze śmiechu. Jeden z  nich podniósł rękę i zapytał: „A ta treść o charakterze erotycznym, to o co pani chodziło, o pornografię, tak?”. Myślimy, że jak nie będziemy używać słowa, to tego zjawiska w Polsce nie będzie? Przecież to śmieszne. A problem jest ogromny. Wszystkie dziewczyny zapytane przeze mnie, kiedy po raz pierwszy zostały nazwane dziwką albo suką, twierdziły, że  zaczęło się to w podstawówce.

Pytała pani chłopaków, dlaczego to robią?

Oczywiście. W odpowiedzi usłyszałam… śmiech! Prawie się pokładali na ławkach, tak ich rozbawiło moje pytanie. Kiedy już się uspokoili, zapytałam: „Czy nie sądzicie, że to jest krzywdzące?”. Usłyszałam: „Nie, nie jest krzywdzące, ponieważ tak się mówi”. „A gdyby ktoś powiedział tak do waszych mam?”, dopytałam. I tu pojawił się bunt, wyraźny sprzeciw. Czyli rozumieją jednak, że to jest słowo raniące. Więc dlaczego używają go wobec swoich koleżanek?

Dzieci katolików są mniej życzliwe niż dzieci osób niewierzących

Bo one się z tego śmieją?

Tak. Mało – one używają tych samych słów wobec siebie. Są równie wulgarne i agresywne. Do ulubionych „zabaw” gimnazjalistów zalicza się np. udawanie czynności seksualnych. Dziewczyna z chłopakiem łapią kolegę z tyłu za biodra i zaczynają symulować ruchy kopulacyjne. Mamy też „przypadkowe” dotknięcia intymnych części ciała – piersi, pośladków, genitaliów, ściąganie ubrań, szarpanie, zabieranie bluzki, spódnicy czy pociąganie za ramiączka biustonosza, słynne strzelanie ze staników. Lubią też uporczywie się sobie przyglądać, śledzą się. Pięciu chłopaków siedzi na schodach i prowadzi dziewczyny wzrokiem do klasy. Nie dotykają ich, nic nie mówią, ale wyciągają smartfony i je filmują. Telefony stały się bronią. Robienie komuś niechcianych zdjęć, nagrywanie filmów, a potem upublicznianie ich w internecie to standard.

W głośnym amerykańskim serialu „Trzynaście powodów” o samobójstwie nastolatki smartfony odgrywają ważną rolę.

Podczas badań ujawniła się także kategoria, która rozsadza stary podział na przemoc werbalną, relacyjną i emocjonalną. To rodzaj przemocy, który polega na rozpowszechnianiu szkodliwych kłamstw na temat czyjegoś zachowania. To zresztą także doskonale pokazane jest w serialu, o którym pani wspomniała. Dziewczynom dostaje się tu najwięcej, młodzież powtarza plotki, z kim całowała się Kasia, komu Iza dała się obmacać... Nawet jeśli 99 proc. tych historii nie miało miejsca, legenda snuje się po szkolnym korytarzu, przekazywana z ust do ust. Stereotyp „rozwiązłej suki” ma się doskonale. A od niego już tylko krok prowadzi do agresji. Ktoś o kimś powiedział, że ten jest gejem albo że tamta całowała się z chłopakiem innej. Konsekwencją tego są więc „ustawki” w stylu: „Ten gościu jutro przyjdzie i napluje tamtemu na gębę za to, że dotknął jego dziewczyny”. Popularne jest także wyciąganie z plecaka różnych prywatnych rzeczy – podpasek, tamponów – i pokazywanie ich wszystkim dookoła, a potem obśmiewanie posiadacza danego przedmiotu. Chłopcy „uwielbiają” także zabierać kolegom ubrania i chować je. Któryś musi więc wyjść z szatni z gołym tyłkiem albo w samych gaciach, a reszta doskonale się wtedy bawi. Obie płcie są w równym stopniu wytrenowane do akceptowania przemocy. Dziewczyny jej w ogóle nie zauważają. Zadałam im pytanie, ile razy można nazwać je dziwką, żeby w końcu coś w nich powiedziało: „stop”? Kiedy zaczyna robić się źle? Po którym razie? Okazuje się, że one, aby przetrwać, przyjmują zasadę: „W szkole jestem twarda, nauczyłam się z tym żyć, bo to jest normalne. Nie ma sposobu, by z tym walczyć. Tego się nie zmieni. W szkole mam więc pancerz, maskę, udaję, że to mnie nie rusza”. Ale później w domu przychodzą refleksja i załamanie. Jednak dziewczyny nie mówią o tym nikomu. Część z nich musi się wyryczeć, więc płaczą. Inne zaczynają źle o  sobie myśleć, szukają w  sobie wad, deprecjonują siebie.

A może to po prostu taki etap rozwoju?

Przemoc nigdy nie jest rozwojowa. Co  prawda, kiedy czyta się podręczniki dotyczące etapów rozwoju seksualnego, trudno określić, co w tym wieku jest normą, a co nie. Wiadomo, że nie tylko dzieciaki, młodzi ludzie, ale i dorośli mają problemy z właściwą oceną, na ile pewne zachowania między dwojgiem ludzi – zwłaszcza dwojgiem nieletnich niedojrzałych – zaliczają się jeszcze do normy, a na ile są już czymś, co nazywamy nadużyciem. Tu jest jeszcze bardzo obszerne pole do przebadania i  do ustalenia odpowiednich standardów. Tylko nie widać chętnych, którzy podjęliby się takiego zadania, każdy się boi, bo wszyscy podświadomie czujemy, że to bardzo wrażliwa i delikatna materia.

A jaki jest układ sił: sprawca – ofiara w tych gimnazjalnych konfiguracjach?

Najłatwiejszymi ofiarami są ci o… usposobieniu ofiary!

Dyscyplinujemy dziewczynki: „Nie krzycz, nie mów brzydkich wyrazów, bądź skromna”. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób je osłabiamy i właśnie wychowujemy potencjalne ofiary.

To znaczy?

To znaczy te dzieci, które akceptują przemoc w milczeniu, nie bronią się w żaden sposób, bo nie posiadają do tego narzędzi. Takie dziecko wysyła do innych sygnał: „Można mi to robić”. Patrząc na uległość dziewczynek, widzimy dokładnie działanie takiego mechanizmu. One przestały być chronione. Bo co robimy? Kultura łączy kobiecość z delikatnością, słabością, nieumiejętnością obrony. Dyscyplinujemy dziewczynki: „Nie krzycz, nie mów brzydkich wyrazów, bądź skromna”. Nie zdajemy sobie sprawy, że w ten sposób je osłabiamy i właśnie wychowujemy potencjalne ofiary. Cudowanie jest, jeśli taka dziewczynka ma wsparcie w domu. Ale są różne domy, także takie, w których dziecko widzi przemoc i brak reakcji na nią. Bo wszyscy uważają, że tak jest OK. Do kogo taki człowiek może się zwrócić, komu ma się poskarżyć? Ofiary to zwykle dzieci nieśmiałe, delikatne, gorzej radzące sobie z  relacjami, zahukane.

A kim są agresorzy?

Tworzą często niewielkie grupy z jedną, dwiema osobami dominującymi, zwykle chłopakami atrakcyjnymi fizycznie i  sprawnymi intelektualnie. Zwykle są lubiani przez nauczycieli, bo są wygadani, mają luz i poczucie humoru.

Po prostu fajne chłopaki…

Trudno się do nich przyczepić. W starciu z nimi dziewczyna z gorszej dzielnicy, która na dodatek nosi tipsy, nie ma żadnych szans. Nikt jej nie uwierzy, gdy narzeka na tego świetnego gościa.

Skala molestowania seksualnego jest przerażająca. Najlepiej pokazuje to akcja z hasztagiem #JaTeż

Gdzie dorośli popełnili błąd?

My, 40-latkowie, jesteśmy kolejnym pokoleniem wychowanym bez edukacji seksualnej. Jeżeli rozmawiamy o seksie, najczęściej rozmawiamy o przemocy albo sprowadzamy wszystko do żartu. Nie potrafimy mówić o seksualności jako o sferze więziotwórczej, duchowej. Jesteśmy bardzo niedojrzali. A niedojrzali dorośli nie są w stanie wychować nastolatków na dojrzałe osoby. Mam takie zdjęcie ze szkoły: na ścianie wisi krzyż, pod nim tablica, a na tablicy narysowany wielki penis. Katechetka prowadzi lekcję. Nie zmazuje rysunku ani nie komentuje go w żaden sposób.

Prawdopodobnie nie wie, jak miałaby go skomentować… Czy jest w ogóle możliwe, aby młody nastolatek miał już wypracowany w tym wieku szacunek do swojego ciała?

Oczywiście, że tak. Powiedziałabym nawet, że to już najwyższy czas. Szacunek wobec ciała buduje się od samego początku, od urodzenia.

Czy te dzieciaki go nie mają?

Myślę, że nie. Nie mają wobec własnego ciała, więc tym bardziej wobec cudzego.

Moim zdaniem dzieje się tak dlatego, że zanika dziś pojęcie wstydu. A zanika, bo kapitalizm zorientował się, że wstyd nie sprzedaje seksu, dlatego tego wstydu młodych ludzi pozbawił. Czy jest szansa, żeby się tego szacunku do swojego ciała nauczyli?

Wiemy z różnych badań, że jeden mądry dorosły potrafi zmienić myślenie i nastawienie dziecka. Ja bym życzyła tym dzieciakom, które poznałam, spotkania z mądrą kobietą, mądrym mężczyzną. Czasami może to być fajna ciotka albo druh w harcerstwie, trener w drużynie.

„Dlaczego nie mogę wyjść, wyglądając jak chcę, żeby jakiś facet nie złapał mnie za tyłek?”

Iwona Chmura-Rutkowska, pedagożka i socjolożka, pracuje na stanowisku adiunkta w Zakładzie Socjologii Edukacji na Wydziale Studiów Edukacyjnych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Więcej ciekawych tekstów na Polki.pl

 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)