POLECAMY

Bez rodziny, znajomych, telefonu i internetu… Zostawiła rodzinę i od 7 lat żyje z dwa razy starszym mężem w dziczy

Miriam napisała nawet książkę o swoich przygodach.
Marta Słupska / 11 miesięcy temu
Bez rodziny, znajomych, telefonu i internetu… Zostawiła rodzinę i od 7 lat żyje z dwa razy starszym mężem w dziczy

Większość z nas wpada w panikę, gdy zapomni zabrać telefonu z domu, a nawet krótka awaria internetu wydaje się być dla nas katastrofą. Wyobraźcie sobie więc, że żyjecie bez smartfona, komputera, ba! – nawet bez zegarka, elektryczności i możliwości odkręcenia w kranie ciepłej wody. Odcięci od świata, rodziny, znajomych i wszelkich wygód kojarzących się z XXI wiekiem… Brzmi jak plan na idealne więzienie o zaostrzonym rygorze? A jednak są ludzie, dla których taka wizja to spełnienie marzeń.

Śpią, polują, gotują i wędrują

Holenderka Miriam Lancewood ma 33 lata i jest żoną o 30 lat starszego od siebie Petera. Gdy kilka lat temu małżeństwo udało się na pieszą wędrówkę po Holandii, zdecydowali, że chcieliby spróbować na rok odciąć się od wszystkiego i wszystkich i zamieszkać w dziczy w Nowej Zelandii.

Spakowaliśmy 85 kg w torby ze wszystkim, czego mogliśmy potrzebować, od płatków owsianych, poprzez mleko w proszku, drożdże i miód, aż po ryż i warzywa. Wszystko dokładnie przeliczyliśmy, nawet torebki z herbatą
– powiedziała Lancewood.

Bez kontaktu ze światem zewnętrznym żyło im się jednak tak dobrze, że rok zamienił się w kolejny i kolejny… i tak przeżyli w głuszy już siedem lat. Początkowo nie było łatwo – Miriam wspomina, że przed przeprowadzką uczyła się strzelać z łuku, ale mimo że dobrze celowała do celu, polowanie na żywą zwierzynę było dla niej trudne. Musiała jednak wraz z mężem zdobywać mięso, by mieć możliwość jedzenia ciepłego posiłku. To była dla niej kolejna nowość – do tej chwili Miriam była bowiem wegetarianką.

Całkowicie polegaliśmy na pogodzie, w ogóle nie mieliśmy pojęcia która jest godzina. Wstawaliśmy kiedy wschodziło słońce i szliśmy spać, gdy słońce zachodziło. W zimie spaliśmy po 13, 14 godzin, ale na początku nie spało nam się dobrze. Budziliśmy się z bólem brzucha od zimna. Wiedzieliśmy, że musimy zacząć polować, żeby mieć coś ciepłego w żołądku
– wspomina Miriam.

Sporadyczny kontakt z cywilizacją

Państwo Lancewood odwiedzają miasto raz na jakiś czas tylko po to, by uzupełnić zapasy żywności. Kupują je, płacąc pieniędzmi z bankomatu. Czasem Miriam zarabia, grając na gitarze przed centrum handlowym. Krótki kontakt z cywilizacją wykorzystuje też na odebranie e-maila od rodziny. Pisze do nich jednak listy tradycyjne, które przekazuje myśliwym, a ci wrzucają je do skrzynki pocztowej.

Miriam nie tęskni za swoim dawnym życiem – jak sama mówi, dzięki mieszkaniu w dziczy zyskała spokój umysłu, lepiej sypia, jest szczęśliwsza i nauczyła się patrzeć na wszystko z innej perspektywy. Niedawno zrobiło się o niej głośno, ponieważ wydała książkę, w której opisuje, jak żyje jej się w głuszy.

Nauczyłam się jak małe są nasze problemy i dlatego moje osobiste problemy wydają się malutkie i żałosne. To było bardzo pomocne dla moich lęków. Czuję się szczęśliwa, zdrowa, a eksplorowanie daje mi dużo radości i energii. Niby czemu miałabym wracać do swojego starego życia?
– mówi.

Piękność czy monstrum? Oto polska Barbie, która uważa, że nie przesadziła z operacjami plastycznymi. Serio?

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)