Polskie reprezentantki na Igrzyska Olimpisjkie Rio 2016

Stworzone do sportu - poznaj polskie reprezentantki na Igrzyskach Olimpijskich Rio 2016

Są dumne, bo reprezentują Polskę na Igrzyskach Olimpijskich Rio 2016. Oktawia Nowacka, Iwona Lewandowska i Aleksandra Socha jadą tam po sukces. Ich droga bywała wyboista: kontuzje, gorycz porażki, ale i smak zwycięstwa, bo są wielokrotnymi mistrzyniami w swoich dyscyplinach: pięcioboju, maratonie i szermierce.
/ 27.07.2016 06:00
Polskie reprezentantki na Igrzyska Olimpisjkie Rio 2016

Olimpijki przyznają, że sport je wychował i wiele nauczył. Nigdy nie żałowały decyzji, że wybrały taką drogę. Wszystkie trzy są też żołnierkami, należą do wojskowych klubów sportowych, przyzwyczajone do wytrwałości i dążenia do celu.

Opanowanie techniki to nie wszystko

Dla każdej z nich uczestnictwo w igrzyskach olimpijskich to spełnienie marzeń. Ale droga do Rio była drogą przez mękę, kontuzje, operacje. Nie każdy facet by to wytrzymał.

Oktawia Nowacka na Mistrzostwach Świata w Berlinie, 2015,
fot. Krzysztof Kuruc

Oktawia Nowacka, pół roku przed Londynem 2012, miała walczyć o olimpijskie kwalifikacje, ale zerwała więzadło krzyżowe. To wyeliminowało ją na dłużej. Kilka miesięcy temu też miała kontuzję, która sprawiała, że po rehabilitacji musiała wiele treningów zaczynać od nowa. Nie jest w szczycie formy, ale zrobiła wszystko, żeby jak najlepiej się przygotować.    
Oktawia nie chce ocenić swoich szans, bo w pięcioboju wiele zależy od tego, jak ułożą się wyniki innych w poszczególnych dyscyplinach. To pływanie, bieg, szermierka, strzelanie i jazda na koniu. Zdarza się, że wylosowując konia, z którym kompletnie się nie zgrywa, nawet faworyt może spaść na koniec tabeli.  
 - Do pracy ze zwierzęciem nie pomoże opanowanie techniki – mówi Oktawia. -  Losujemy konie, a każde zwierzę inaczej reaguje. Najważniejsze, żeby nie dać zjeść się emocjom, bo koń to bardzo wyczuwa.
Oktawia jest najlepsza w pływaniu i szermierce, w tych dyscyplinach będzie starała się zdobyć jak najwięcej punktów.

38 sekund do medalu

Iwona Lewandowska, Bieg Niepodległości 2014 Warszawa,
fot. Marek Biczyk

Iwona Lewandowska przyznaje, że maraton jest na tyle specyficzną konkurencją i trudno ocenić swoje medalowe szanse. Wpływ mają warunki atmosferyczne, dyspozycja sportowca danego dnia, specyfika rozgrywania biegu, a historia pokazuje, że nie zawsze wygrywają faworyci. - Gdy stoję na starcie myślę pozytywnie – opowiada Iwona. - Dla mnie każdy maraton to nowe rozdanie kart, każdy jest inny, ale każdy wzbudza we mnie wielki szacunek.
Do maratonu przygotowywał ją trener Marek Jakubowski, który ma ogromną wiedzę i wie, jak sprawić, żeby była w najlepszej życiowej dyspozycji. Chce pobiec na miarę możliwości, a jakby to dało medal, będzie najszczęśliwszą osobą na świecie.
Cztery lata temu do kwalifikacji na igrzyskach w Londynie zabrakło jej 38 sekund. Potem miała kontuzję kolana i operację
- Ale nie przestałam wierzyć w swoje możliwości –mówi. - Nie mogłabym później spojrzeć w lustro i żałować, że nie spróbowałam jeszcze raz. Cieszę się, że nie odpuściłam, bo dzięki temu lecę na moje pierwsze Igrzyska Olimpijskie do Rio – dodaje z euforią w głosie.

Faworyci też przegrywają

Aleksandra Socha czuje się dobrze przygotowana do zdobycia medalu
na Igrzyskach Olimpijskich Rio 2016,
fot. Szymon Sikora PKOL, wszelkie prawa zastrzeżone

- O tym, że olimpizm jest stanem ducha mówił baron Pierre de Coubertin – tłumaczy Ola Socha. -  Był szermierzem, tym bardziej jego słowa są dla mnie cenne, a idee ważne. Na Igrzyska olimpijskie czuję się dobrze przygotowana, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. W trzech poprzednich igrzyskach nie udało mi się zdobyć medalu. W Atenach zniszczył mnie stres, nie spałam, wymiotowałam, przed walkami leżałam wiecznie pod kroplówką. Wcześniej wszyscy zapewniali mnie, że świetnie sobie poradzę. A tu nic! W dodatku przegrałam z zawodniczką, z którą zawsze wcześniej wygrywałam. Igrzyska rządzą się swoim prawami, dziś już o tym wiem. Sport jednak uczy radzenia sobie nie tylko z wygraną, ale i z przegraną. Pogodzenie się z porażką w Atenach zajęło mi kilka lat. Ważne, że to co robię wciąż mnie cieszy i nie boję się mówić o swoich marzeniach. Już wiem z kim będę walczyć na początku, mam nadzieję, że wygram i pójdę dalej.          


Gdy sport staje się pracą

W sporcie wyczynowym liczy się nie tylko talent w danej konkurencji, ale i ciężka praca. Bez takich cech jak cierpliwość, zaangażowanie, samozaparcie, czy wiara w siebie, niczego się nie osiągnie.
 - Każdy sportowiec musi wiele razy podnosić się z kolan, przełknąć gorycz porażki – mówi Oktawia. – To nie jest tak, że za każdym razem pędzę radośnie na trening. Mam samodyscyplinę, nie zastanawiam się nad tym, po prostu idę i ćwiczę.
Oktawia pochodzi ze Stargardu Gdańskiego, jej oboje rodzice byli lekkoatletami, a dziadek trenerem.  - Gdy dziecko widzi, że rodzice ćwiczą, to sport wydaje się naturalny – mówi. – Oni nigdy mnie do niczego nie zmuszali. Gdy tata zaczął pracować jak trener w klubie KS Agro Kociewiew, uparłam że będę tam chodzić na treningi.
W gimnazjum pojawił się dwubój nowoczesny: pływanie i bieg. Gdy miała 14 lat wyjechała do Ośrodka Szkolenia Sportowego Młodzieży w Łomiankach pod Warszawą. Tam nauczyła się kolejnych konkurencji i zaczęła odnosić sukcesy na arenie polskiej i międzynarodowej w trójboju, czwórboju, a na końcu w pięcioboju nowoczesnym.
- Trudne momenty? To chyba wtedy kiedy przechodzi się do sportu wyczynowego. Sport oprócz zabawy i pasji staje się również pracą. Wzrastają też oczekiwania i rośnie presja, której trzeba stawić czoła.

Oktawia Nowacka podczas zawodów
o Puchar Świata, Kecskemet, 2014, fot. Krzysztof Kuruc

Dzidą można walczyć na olimpiadzie

Ola żartuje, że jest takie powiedzenie: „Tradycje rodzinne powodują, że dzieci muszą robić to samo, co rodzice”. Ona zapewnia, że nie musiała. Gdy miała 11 lat zobaczyła matkę w łódzkich wiadomościach, gdy ta wystąpiła w turnieju oldboyów, była florecistką. „Chcę być w telewizji i walczyć dzidą”, powiedziała, a mama zapisała ją do rodzimego klubu Zjednoczeni Pabianice. Ola była szybka, dynamiczna, miała smykałkę do floretu. Kiedyś pojechała na turniej szablistów w Łodzi. Czuła, że musi spróbować takiej walki, bo wtedy szabla oficjalnie była tylko męską dyscypliną. Szabliści zgodzili się na to, pożyczyli jej maski, kombinezon i broń.  Posłuchała szybkich instrukcji trenera i… wygrała cały turniej. Szabla po raz pierwszy znalazła się na igrzyskach jak kobieca dyscyplina na olimpiadzie w Atenach. Dziś już szermierka kobieca, to walka trzema rodzajami broni floretem, szablą, szpadą. Choć różnią się od siebie, inne jest pole trafienia i zasady, to też wiele je łączy.
Szybko przyszły pierwsze sukcesy, Ola jest wielokrotną indywidualną mistrzynią kraju i świata.

Aleksandra Socha podczas wygranej walki w 1/16 finału turnieju olimpijskiego w Londynie z Kanadyjką Sandriną Sassine 15:7, Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012,
fot. Bartek Zborowski, PKOL
, wszelkie prawa zastrzeżone

Wiara w sukces dodaje sił

Iwona mówi, że sport w jej życiu był obecny od zawsze. Pamięta swoje pierwsze zawody biegowe już w podstawówce. Treningi rozpoczęła w szkole średniej, zdobyte medale powodowały, że apetyt na sukcesy wzrósł. - Zawsze dawałam z siebie wszystko i wierzyłam w siebie – opowiada Iwona. -  Stając na starcie, nie zastanawiałam się, kto jest mocny, kto nie. Po strzale startera liczyła się walka. Wiele razy byłam rozczarowana, ale gdybym wtedy nie wierzyła w siebie, to nie byłoby mnie teraz w tym miejscu.  
Gdy Iwona przeniosła się do Warszawy na studia doktoranckie była zmuszona do zmiany trenera, a co za tym idzie, wydłużenia dystansu biegu.- Ale to nie szokowało mnie tak bardzo jak to, że trener z taką pewnością, spokojem i wiarą powiedział, że za dwa lata pobiegnę maraton 2:30. To ta wiara we mnie sprawiła, że przestałam się zadawać niepotrzebne pytania i wzięłam się ostro do pracy – dodaje.

Iwona Lewandowska specjalnie dla was

Treningi rodzinne

To bywa trudne, jednak nasze olimpijki znajdują czas na życie prywatne. Choć ich codzienność to pot i łzy, pozostają dziewczęce.  
Kobiecość to poczucie własnej wartości i szczęścia –mówi Iwona. - Wystarczy nasza wrodzona wrażliwość, tajemniczość, pewność siebie, optymizm, inteligencja i seksapil. Kobieta, która cieszy się chwilą, akceptuje siebie taką, jaka jest, zatem nieważne, czy jest się sportowcem czy nie. Trzeba żyć w zgodzie ze sobą i zarażać uśmiechem, w tym tkwi sekret – dodaje.
Iwona uważa, że na życie prywatne potrzebne są tylko dobra organizacja i chęci. Ma narzeczonego, który również biega, dlatego doskonale ją rozumie i wspiera. Oktawia też poznała swojego chłopaka na treningach. Spędzali czas w tym samym ośrodku sportowym, jeździli na zawody. Dziś on zrezygnował ze sportu przez kontuzję, ale został fotografem i trenerem, zajmuje się dziećmi, ale pomaga i jej w treningach. Tylko chłopak Oli nie jest sportowcem. Bradley to Amerykanin, który robi doktorat w Polsce. Dla swej dziewczyny przeprowadził się do Warszawy. Teraz jedzie za nią do Rio, będzie jej kibicował, tak jak my im wszystkim.   
   

Oktawia Nowacka specjalnie dla was

Edyta Ciepieńka, zastępca Redaktor naczelnej Polki.pl

Atmosfera przed Igrzyskami w Rio idzie w górę:
 

Zwiewne spódnice, srebrne sandałki... jak będą wyglądać nasze sportsmenki w Rio?
Zobacz pokaz kolekcji strojów olimpijskich 4F
Polscy lekkoatleci biją rekordy - jakie?
 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (0)