Smutna kobieta wyglada przez okno fot. Fotolia

Co byś napisała w liście do byłego, który cię zostawił?

Zostawiona, załamana, zakochana. Taki był mniej więcej mój los. Porzuconej kobiecie najpierw rozwala się świat, a potem nie ma wyjścia. Możesz utonąć we własnej frustrze albo zbudować wszystko od nowa. Wybrałam opcję dwa, wam też polecam.
/ 15.03.2017 13:57
Smutna kobieta wyglada przez okno fot. Fotolia

Wtorek. Marzec 2017

Stan duszy: fruwam. Kuba  pisze. Tęskni, nie może się doczekać aż przyjadę. Przyjaciółce powiedziałam: „Wreszcie wiem, co to miłość”: „Nigdy nie byłaś zakochana?”. No widać nie byłam. „Już Szymborska powiedziała: przepraszam, że starą miłość uważam za pierwszą” - zażartowała. No, sorry nie, można przeżyć 35 lat i nie wiedzieć co to jest miłość.
Stan ciała: Waga. to słowo w moim życiu nie istnieje (oszukuje mnie, dziwka, a ja już się nie przejmuje). Nie potrafię wyobrazić sobie siebie sprzed czterech lat. Dwa razy grubszej. „Jesteś gorsza niż wieloryb” - mawiał on. Dlaczego go nie rzuciłam? Bo czasem przyzwyczajenie to najgorsze sidła. Nie chcesz sobie wyobrażać nowego domu, więc wyobrażasz sobie, że niczego nie słyszysz. Zapychałam się w łazience czekoladkami. Jedyny moment, gdy nie czułam pustki.
Myśl: Życie jest serio nieprzewidywalne. Zawsze myślałam, że „nieprzewidywalność” mojego życia podryfuje w stronę raka, wypadku, utraty pracy. Ale nowej miłości? O nie, cuda to zdarzają się innym.

"Szukam przyjaciółki, której życie ułożyło się tak, że jak ja nie ma z kim wyjść na spacer...". Portret Polaka samotnego

Mam: 35 lat, dwoje dzieci. Dziesięciolatka i piętnastolatkę. Życie z nimi to prawdziwy koszmar. Inaczej, życie z dorastającą córką to koszmar, życie z kochanym synkiem jest ciut lepsze. Kocham ich do szaleństwa, ale za wcześnie zostałam matką. Na drzwiach pokoju Julki napis: „Danger. No entry”. I dobrze, nie wchodzę. Stos piętrzących się kubków i talerzy, w których toczy się inne życie, ubrania pozwijane, przez okna nic nie widzę. Mój problem polega na tym, że chcę być matką cool. Julka mną manipuluje. „Mamo, ty jesteś inna” - mówi. Więc czuję cholerny przymus bycia inną. Bycia fajną, nieczepiającą się matką. No więc danger, nie wchodzę. Z lodówki wyciągam wino, nalewam kieliszek, siadam przed laptopem. A tam „gorąco”. Słyszę słowa, których nie słyszałam lata. Serce wali, nie jem potem i nie śpię. Jestem jak własna córka, też zakochana, na podobnym etapie. „Mamo, czy mogę do niego zadzwonić” - pyta ona. Zupełnie, jak ja wczoraj pytałam Kaśki, czy mam zadzwonić, bo już 12.00, a on nie napisał nic. Są sytuacje, gdy okazuje się, że dojrzałość to iluzja. Jeśli chodzi o miłość, zakochanie, rozczarowania nasze emocje są na podobnym poziomie. No dobra, może jako dorośli szybciej to opanowujemy. Chociaż nie wiem, bo Julka ma w sobie siłę i moc, której nie mam ja. To ona nie chce rozmawiać z ojcem, ja wciąż odbieram jego telefony…

Miej przyjaciół, bywaj zołzą, nie bierz leków. Jak przetrwać życiowe kryzysy - przewodnik Ewy Woydyłło

Wtorek. Marzec 2012

Stan duszy: Naprawdę mam tylko 30 lat? Na moich urodzinach mama i dwie przyjaciółki. Wiktor, pięciolatek przyklejony do mojej nogi. Julka nad tabletem. Daniela nie ma. Dzwonię: „przyjedziesz”. „Nie rozumiesz, że k…, pracuję”. Nie tak wyobrażałam sobie swoją trzydziestkę. Spier… życie, myślałam, że będzie inaczej. Miałam robić karierę. Miałam być kimś, jestem nikim.
Stan ciała: Nadwaga. Bo nikt mnie nie dotyka? To ja też nie lubię swojego ciała.
Mam: Tylko czarne myśli. I swoje zamiatanie wszystkiego pod dywan. Pod moim dywanem mieści się: brak seksu, a raczej seks pośpieszny, nieprzespane noce, bieganie do przedszkola, sprzątanie, pomaganie Julce w lekcjach, zawożenie jej na zajęcie. Mieści się mój brak kobiecości, wstyd i samotność, o której nikomu nie mówię, bo jednak nasz obrazek jest bardziej niż kolorowy. Mąż ma własną firmę, jeździmy dobrym samochodem, mam pelargonię w ogródku, a w kuchni pachnie ciastem czekoladowym i kawą. Jest kot i pies, więc sorry, ale naprawdę nie mam się co czepiać. Mam 30 lat i życie przed sobą, a koleżanki mówią: „ty farciaro, nie musisz pracować”. No w końcu nie słyszą, gdy on w kłótniach krzyczy: „nic nie robisz, jesteś nikim, co za sztuka dziecko urodzić”. Bądź kobieto niezależna, bo inaczej sama się podkładasz. Bądź mądrzejsza ode mnie.

Polski singiel łatwo nie ma. Gdzie się nie pojawi, tam go dyskryminują.

Marzec 2013

Stan duszy: jeśli nie z Danielem to z kim, ja, u diabła będę? Nie, nie ludzie przecież się nie rozstają. To nie może spotkać mnie. Halo, byłam dobrą żoną. Prałam majtki, tłukłam kotlety na obiad, pozwalałam mu siedzieć z nosem w komputerze. Nie czepiałam się. Halo, jestem matką jego dzieci. Przecież matek się nie porzuca.
Stan ciała: nie pamiętam. Ale często boli mnie brzuch i kręgosłup. Głupi ci lekarze, bo mówią, że na zdjęciach nic nie widać i jestem zdrowa, jak rydz.
Mam: rozp… życie.  Jedziemy na dwa tygodnie do Egiptu. Zamknięci w ciasnym pokoju, hotelu nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Ja uciekam w zabawy z dziećmi, on w drinki i telefon. Ale gdyby ktoś się mnie zapytał, czy kocham, odpowiedziałabym, że pewnie i oczywiście. Więc jak to możliwe, że po powrocie z Egiptu on mówi, że chce odejść. Jest w końcu niedziela, zaraz będzie wiosna i jego „nie kocham” sorry tu nie pasuje. Ale unoszę się honorem, mówię, że wypad i do widzenia. Latają ubrania, książki, rzucam tym wszystkim. Dzieci wyją, on zamyka drzwi i zostawia mnie z tym całym wielkim nic. Zasypiam, bo to przecież jest absurdalny sen i na pewno zaraz się obudzę. I będę miała 20 lat, będę w ciąży, a on zabroni mi usuwać. Powie, że jestem jego miłością życia, że przecież wszystko się ułoży dopóki dopóty mamy siebie. Będzie taki romantyczny, że uwierzę. Zrezygnuję dla naszych spraw z ukochanej medycyny, on powie, że co tam bycie lekarzem, będę matką, a na przyszłość zawodową mam jeszcze mnóstwo czasu. Jasne, ku…

6 rzeczy, których kobiety nie powinny robić innym kobietom.

Marzec 2014

Stan duszy: nie rozmyślam, bo ogarniam codzienność.
Stan ciała: „ćwicz, rozumiesz, musisz skatować ciało” słyszę od trenującej przyjaciółki. Więc ćwiczę. Mel B w domu. I o szóstej rano jeżdżę na siłownię.
Mam: długi i przerażający lęk w sobie. Nikomu o tym nie mówię, dostatecznym upokorzeniem jest już porzucenie. Matka panikuje co ze mną będzie, ojciec udaje, że go nie ma. Siostra mówi: „a nie mówiłam, że to pojeb”. Dryfuje między ludzkim współczuciem, zaciekawieniem i lekkim zadowoleniem, że mi się też w końcu rozwaliło życie. Pocieszam trochę koleżanki, że jednak rozwalone to już miałam wcześniej i nie każdy obrazek jest taki kolorowy. One się cieszą moją zwyczajnością. Popijamy moje nowe życie tequilą. Stanowczo za dużo piję. Ale w końcu życie matki alkoholiczki toczy się między 23.00. a 4.00 rano, nie ma więc powodów do obaw. Wśród tłumu znajomych znajdują się perełki. Jedna koleżanka robi mi zakupy w Tesco, druga, nieproszona robi przelew, trzecia umawia spotkania w sprawie pracy. Ratuje mnie znajomość trzech języków i to, że pomagałam w firmie Daniela. Jednak okazuje się, że nie jestem nikim. Dzieci tylko płaczą i tęsknią za ojcem. I to jest serio najgorsze, bo z całą resztą sobie człowiek poradzi. Ale z bólem własnych dzieci nikt sobie nie potrafi poradzić. Mam ochotę zabić dziada, a jednak mediuje. Dzwonię, proszę, zapraszam. Może wpadniesz na basen do syna? Może zabierzesz ich na noc. Nie, on później, nie może, zajęty, zarobiony. A potem znajoma widzi go w kinie z rudym kociakiem. Chociaż nie jem z tego stresu i już wiem, że sama niedługo zamienię się w kociaka. Ale nie w rudego, bo rude to wredne. Bo jednak trzeba być wrednym, żeby nie zainteresować się czy twój facet widuje swoje dzieci. Nie? Nie jej sprawa? Dobra, porzucone kobiety to jednak frustratki. Przepraszam.
Odbieram pierwszą lekcję, którą mamy dzięki rozstaniom - ludzie. Nie ma dla nich lepszego sprawdzianu. Jedni moralizują, pouczają, doradzają. Od ich słów pęka głowa. Drudzy przyniosą tę tequilę, a potem ją zabiorą, gdy jednak uznają, że ta przyjaźń twoja z procentami jest zbyt duża. Wpłacą, zapłacą, zrobią zakupy i powiedzą: „jestem”.

Od "niezła dupa" po "byłabyś spoko, gdybyś schudła". Czas przestać słuchać opinii innych na temat twojego wyglądu!

Wtorek. Marzec 2016

Stan duszy: nadzieja. Bardzo przyjemnie biorąc pod uwagę, że myślałam, że gorzej być nie może
Stan ciała: jest lepszy niż mogłabym przypuszczać.
Mam: w porządku pracę, w porządku szefową, fajne dzieci i niefajnego męża za sobą. Dobra, trochę to zajmuje, ale to, co możesz przerobić dzięki rozstaniu jest fascynujące. Czego możesz dowiedzieć się o sobie. Naprawdę żyłam w tym nieszczęśliwym związku? Naprawdę zapychałam się czekoladkami? Pilnowałam pelargonii w ogródku zapachu kawy? Łatałam każdą dziurę i reanimowałam związek trupa? Uprawiałam czasem seks, choć dotyk nie sprawiał mi żadnej przyjemności? Mówiłam sobie, że żyje to się dla dzieci i mam obowiązki? Serio?!! Serio uważałam, że tak wygląda życie.

„Ale piękne usta” napisał na Facebooku Kuba. Znajomy, znajomej. Ale tani podryw. Nie odpisałam. Znów napisał. Obejrzałam jego zdjęcia. Lubi góry, jak ja. I nurkować lubi, a zawsze chciałam nauczyć się nurkować. Odpisałam. Niezobowiązujące rozmowy. Jedna, druga, trzecia. Spotkanie. Jedno, drugie, trzecie. Oboje po przejściach, on też po rozwodzie, żona zostawiła go dla innego. Jedno dziecko. Po miesiącu byłam zakochana. Weekendy u niego w Gdańsku, wszystkie, kiedy Daniel wreszcie zabierał dzieci. Julkę niechętną, obruszoną, bo przecież ojciec nie miał dla niej czasu. Ma od kiedy Ruda go popędziła.

Dzisiaj

Że bajka? Na szczęście nie. Więc jak cię porzucił ukochany to serio się ciesz. Bo małżeństwa trupy to moda naszych czasów. Że niby taki żal mieliśmy do rodziców, że się nie rozstawali i tkwili w swoich M3, mieszkaniach pełnych złości i niewypowiedzianych żali. A sami jak często żyjemy?
Pewnie, że sama nie miałabym odwagi. Dlatego dziś bardzo kocham mojego męża. Jak człowieka, który wyświadczył mi przysługę. I śmieszy mnie, gdy pisze: „tęsknię”. Takim mam być dla niego przystankiem między Rudym, a kolejnym blond lub czarnym kociakiem. I nawet nie wie jeszcze, że nic z tego nie będzie, a miła jestem tylko z powodu dzieci.

PS. Dziękuję mojej przyjaciółce, bohaterce tekstu.

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (4)
/29.10.2018 16:35
Jakbym czytała o sobie. Super tekst i jaki prawdziwy.
/17.03.2017 12:49
super tekst.serio super się go czyta naprawdę. Napisane przez samo życie...
/16.03.2017 11:02
I o to chodzi chyba w życiu żeby nigdy nie poddawać. Gratuluję bohaterce tekstu! Trzymaj tak dalej i nie reaguj na jego śmieszne wyznania. Sama wróciłam do chłopaka po dwóch rozstaniach to jego ostatnia szansa, Kocham go bardzo, ale kiedyś i moja bitwa może się skończyć. Kobiety muszę się wzajemnie wspierać!!! Dla autorki, bardzo fajny tekst.
POKAŻ KOMENTARZE (1)