Cesarskie cięcie fot. Adobe Stock

Wstrząsająca relacja z włocławskiej porodówki. Sprawa Sary Goździewskiej

Poród nie zawsze jest lekkim i przyjemnym doświadczeniem, jednak w tym przypadku był traumą. Pani Sara w mocnych słowach opisała to, czego doświadczyła na włocławskiej porodówce.
Marta Kosakowska / 27.08.2018 11:50
Cesarskie cięcie fot. Adobe Stock

Takiego burdelu i prostactwa jeszcze nigdy nie spotkałam, jeszcze bardziej dziwi mnie fakt, że są to ludzie wykształceni i to jak traktują kobiety rodzące” - napisała kilka dni temu Sara Goździewska na Facebooku. Kobieta niedawno urodziła syna we włocławskim szpitalu.

 

Kobieta twierdzi, że w czasie jej porodu lekarze kłócili się konieczność przeprowadzenia cesarskiego cięcia, przeklinali, a jedna z pielęgniarek miała się z niej wyśmiewać. Emocje wokół sprawy podgrzewa fakt, że pani Sara - mimo przeprowadzanych wcześniej badań lekarskich - dopiero po porodzie dowiedziała się, że jej syn ma zespół Downa.

 

Przeczytaj: Tego doświadczyły nasze czytelniczki na porodówkach. Przeczytaj historie, które mrożą krew w żyłach...

Wstrząsający poród we Włocławku

Panią Sarę nieprzyjemności spotykały już od momenty pojawienia się w placówce. Zgłosiła się do szpitala, ponieważ wyczuwała mniejsze ruchy dziecka, co ją zaniepokoiło. Niestety na porodówce nie było miejsc, więc kobieta została umieszczona na korytarzu. Badania wykazały, że z dzieckiem jest wszystko w porządku. Zadecydowano, by wywołać poród. W czasie kiedy pani Sara leżała z kroplówką, usłyszała skandaliczną dyskusję lekarzy. Padały wulgaryzmu. Następnie lekarz podszedł do niej, by ją zbadać.

„- Zdejmuj te pantalony, nie będę się przedzierał...” - powiedział do rodzącej. Stanęłam jak wmurowana. Mówię: „- Dobra, nie odzywam się, bo i po co? Tylko sobie pogorszę.” Pan doktor nie daje za wygrana: „- Gdzie są moje rękawiczki?” - Tutaj Panie Doktorze.” „- W du** se wsadź te rękawiczki, chce moje 7...” - dyskusja z położną
- relacjonuje na FB pani Sara.

Następnego ranka okazało się, stan rodzącej i dziecka zaczął się pogarszać. Pojawiły się zielone wody płodowe, skurcze i ból. Lekarze nie mogli dojść do porozumienia, czy konieczne jest przeprowadzenie cesarskiego cięcia.

Przez 4 godziny moje dziecko było bez wód płodowych, leżąc w zatruciu organizmu, 1 cm rozwarcia, dwóch lekarzy, przychodząc co godzinę, chciało biegiem zabierać mnie na cesarkę, wielki Pan nie wyrażał zgody
- pisze Pani Sara.

W końcu sytuacja stała się na tyle poważna, że wkroczyła matka rodzącej. Kobieta mocnymi słowami wymusiła na lekarzach przeprowadzenie cesarskiego cięcia.

Gdyby nie moja mama, która ***wieniem zmusiła dwóch przychodzących lekarzy do cesarki, moje dziecko pewnie by umarło.

W końcu pani Sara urodziła. Na świat przyszedł chłopiec. Okazało się, że dziecko ma zespół Downa.Ta informacja była dla świeżo upieczonej mamy ogromnym zaskoczeniem.

Chłopak. Pokazali mi genitalia... płacz dziecka... szczęście... łezki lecą... jak się okazało, wielki Pan na prywatnych co trzy tygodniowych wizytach, biorąc po 250 zł, nie wykrył, że dziecko ma wadę genetyczna. Wyobraź sobie taka sytuację...

Niestety to nie był koniec przykrych doświadczeń pani Sary.

Po 19 przyszła jakże mila Pani o rudych włosach… No wiesz ta prostaczka, co kuśtyka.. Inaczej na nią nie mogę mówić.. „Wstajesz, myjesz zęby, czeszesz się, podmywasz”. No to lecimy... Wstałam umyłam zęby, wyczesałam się, ale umyć nie dam rady... „Jak to nie dasz rady?!”, „Trzymaj tą podpachę, nie będę tego sprzątać”, „Co ty myślisz, że ja nie mam co robić, tylko Cię myć? Ja bym nie chciała, żeby mnie ktoś mył w szpitalu!”. Poszarpała, podarła mordę z łaski, umyła. Jakie wsparcie! Co za kochana kobieta! Ch*j, że po cesarce, że jesteś wykończona psychicznie, bo twoje dziecko jednak nie jest zdrowe.

Sytuacja powtórzyła się również następnego poranka. Pielęgniarka znów obcesowo potraktowała panią Sarę, co więcej zawołała koleżankę, by wspólnie się pośmiać.

„Wstawaj, myjemy się..”, „Nie podam Ci reki”, „Wstawaj se sama..”. Nieważne, że mam 156 cm w kapeluszu, a łóżko takie, że żeby wstać musisz wywlec nogi na podłogę, leżąc na pół, podnieść się całym ciężarem, napinając mięśnie brzucha.. „Szybciej, trzymaj ta podpachę”. Umyłam zęby, wyczesałam się. Na krawędzi stołka usiadłam i próbowałam się podmyć. No takiej zabawy to ruda szm*ta jeszcze nie miała. Zawołała koleżankę.. „Dobre. Ty patrz jeszcze takiej nie widziałaś, co się na siedząco myje..”. Koleżanka zmieszana. Nie wiedziała, co powiedzieć z żalem wyszła. „Myj się. Wstawaj!”. Poszarpała i poszła...

Sara Goździewska przestrzega inne kobiety przez rodzeniem we włocławskiej placówce.

Dziewczyny zastanówcie się pięć razy, zanim będziecie chciały rodzic we Włocławku... a jeżeli już jesteście zmuszone tutaj zostać, nie pozwólcie, żebyście były same bez wsparcia rodziny i osoby, która jest opanowana i będzie umiała wymusić to, co do lekarzy należy... A te, które urodziły szczęśliwie, cieszcie się życiem i tym, że miałyście szczęście
- podkreśla pani Sara.

Wojewódzki Szpital Kliniczny na razie nie ustosunkował się relacji Sary Goździewskiej. Władze placówki badają sprawę.

Sprawa jest wnikliwie analizowana wewnątrz oddziału i stanowisko w tej sprawie przekażemy państwu najpóźniej we wtorek
- powiedział Marek Bruzdowicz, dyrektor włocławskiego szpitala w rozmowie z Onet.pl.

Przeczytaj:
Zrobiono jej cesarskie cięcie bez znieczulenia. „To był horror!” - relacjonuje
Matka wylizała dziecko po porodzie. Będziecie zaskoczone, dlaczego…