POLECAMY

Dla jednych niechciany intruz, dla innych wyczekiwane wsparcie. Czy ksiądz jest potrzebny na porodówce?

Pomaga czy przeszkadza?
Marta Słupska / 7 miesięcy temu
Dla jednych niechciany intruz, dla innych wyczekiwane wsparcie. Czy ksiądz jest potrzebny na porodówce? fot. Adobe Stock, kolaż Polki.pl

Gdy w drugiej połowie lutego dziennikarz Radia Zet prowadzący magazyn podróżniczy „Mapa świata”, Tomasz Michniewicz, opublikował na Facebooku długi wpis poświęcony obecności księży na oddziałach położniczych trzech warszawskich szpitali, rozpętała się prawdziwa dyskusja. Spór o wizyty duchownych na salach, gdzie po porodach, ale też łyżeczkowaniu i poronieniach, leżą półnagie kobiety, sięgnął zenitu, gdy poseł Nowoczesnej, Marek Ruciński, podjął temat zarobków kapłanów odwiedzających wiernych w szpitalach. Ile więc zarabiają księża pełniący posługę wśród pacjentów – a w tym przypadku: pacjentek – placówek medycznych i czy są w nich mile widziani?

Ksiądz na porodówce – tak czy nie?

Wpis Tomasza Michniewicza, wyważony, ale i mocny zarazem, spotkał się z ogromnym odzewem. Blisko tysiąc komentarzy i prawie 400 udostępnień jego wypowiedzi świadczy o tym, że dziennikarz poruszył temat, którym dotychczas mało kto zaprzątał sobie głowę, ale który wzbudza ogromne emocje. Nie tylko wśród kobiet.

Pod jego wpisem nie brakuje zarówno głosów poparcia, jak i gróźb oraz niepochlebnych opinii. Michniewicz zaapelował do księży, by zostawiali w szpitalach ulotki z numerem telefonu dla tych kobiet, które po porodzie lub zabiegu na oddziale położniczym chciałyby skorzystać z ich posługi zamiast bezceremonialnie wchodzić do sal, gdzie leżą roznegliżowane pacjentki.

(...) obcy mężczyzna, nie lekarz, nie pracownik medyczny, nie położnik, wchodzi bez pytania do pokoju obcej kobiety w najbardziej intymnym okresie jej życia. A w środku kobiety półnagie, z obnażonymi piersiami, po poronieniach, po łyżeczkowaniach, z ranami po cesarkach, płaczące, cierpiące, w bólu.
Każdy z tych księży zachowywał się, jakby miał PRAWO wejść do środka bez pytania, bo taką ma posługę (...)
– czytamy we wpisie Michniewicza.

Temat stał się tak głośny i tak szeroko go komentowano, że Michniewicza zaproszono do telewizji śniadaniowej „Pytanie na śniadanie”, by wziął udział w rozmowie poświęconej obecności księży na porodówkach. Dziennikarz jednak odmówił.

Kim ja jestem, żeby się wypowiadać w tej sprawie? O sprawach dotyczących wyłącznie kobiet powinny się wypowiadać kobiety. To nie ja rodziłem, nie ja leżałem nago, gdy ksiądz wchodził. (…) Chyba wystarczy nam już facetów wiedzących lepiej, czego potrzeba kobietom. Nie chcę być jednym z nich
– napisał na Facebooku.

Ile zarabia ksiądz odwiedzający pacjentów?

Marek Ruciński, poseł Nowoczesnej, a jednocześnie lekarz z wykształcenia, na fali popularności tematu zainteresował się kwestią zarobków duszpasterzy odwiedzających szpitale. Poruszył on zagadnienie finansowania opieki duszpasterskiej w szpitalach przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Pojawiły się pytania: dlaczego podatnicy płacą za posługę kapłańską z budżetu państwa, skoro brakuje pieniędzy na świadczenia medyczne dla potrzebujących chorych, wyposażenie placówek czy leki?

Ruciński zwrócił się nawet do Ministerstwa Zdrowia o rozwikłanie tej kwestii. Wiceminister Zdrowia Piotr Gryza wyjaśnił w odpowiedzi, że stawki za opiekę duszpasterską ustalają wewnętrznie szpitale, a NFZ finansuje jedynie koszty świadczeń związanych z leczeniem pacjentów przez personel medyczny. 

Trudno jest dotrzeć do konkretnych stawek, które za swoją posługę w szpitalach otrzymują księża. Ich zarobki rzadko są upubliczniane. Według informacji „Gazety Wyborczej”, które miało potwierdzić Ministerstwo Zdrowia, duchowni, którzy udzielają sakramentów i wspierają modlitwą w placówkach medycznych, dostają około 4 tysiące zł brutto. W niektórych miejscach księża mogą mieć jednak więcej niż jeden etat i wówczas ich pensja rośnie.

Za Michniewiczem powtarzamy: „O sprawach dotyczących wyłącznie kobiet powinny się wypowiadać kobiety”. Dlatego, drogie panie, oceńcie same: czy ksiądz jest potrzebny na porodówce? Czy powinien mieć prawo wejścia na salę niezależnie od zaproszenia, czy może brakuje jakiegoś systemu kontaktu z duchownymi, którzy mogliby odwiedzać pacjentki wtedy, gdy one same tego chcą i potrzebują?

Polecamy:
Chcą go zabić, chociaż nie wiedzą, co mu dolega? Mały chłopiec ma zostać odłączony od aparatury podtrzymującej życie
„Przez lata nazywano mnie mężczyzną”. Niezwykle owłosiona kobieta przestała wstydzić się swojego ciała
 

 

SKOMENTUJ
KOMENTARZE (1)
/7 miesięcy temu
Dla mnie paranoja, by ksiądz wlazil na salę nie proszony bez pytania. Pamiętam że przy moim pobycie w szpitalu, nawet czy chce by byli przy mnie stażysci pytano. Jeśli nie miałam nic przeciw wchodzili, jeśli się nie godzilam nie było ich. Był też i brat, z klasztoru, jednak on nie wlazil jak święta krowa. Przychodził do pielęgniarek te do sali i pytał czy któraś ma chęć z nim rozmawiać, jeśli tak brano je do osobnej sali bądź do saloniku i tam rozmawiali. Był nr telefonu w każdej chwili brat był "pod reka" i tak powinno być a nie na siłę się pchać jeszcze niech węża n sale porodów i zaglądają kobietom w C.. Pke czy dobrze rodzą.